Wesołych Świąt Wielkiej Nocy!

Autor: | Data: 04-15-2005 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Zdrowych, wesołych, ciepłych Świąt Wielkiej Nocy! Oby te Święta przyniosły Wam radość, spokój, którego tak wielu z nas brak, rodzinne ciepło, miłość i pogodę ducha! Spełnienia wszystkich marzeń, optymizmu i radości  życzy cała Redakcja PuellaNova"NYear.gif"

Przeczytaj artykuł »  

Śmierć częścią życia...

Autor: | Data: 04-5-2005 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

"Musicie być mocni mocą miłości, która jest potężniejsza niż śmerć"                            Jan Paweł II

Przeczytaj artykuł »  

Faceci do garów!(O podziale obowiązków)

Autor: | Data: 03-11-2005 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Kiedy byłam mała, wkurzały mnie książki dla dzieci gdzie niezmiennie na obrazkach, czy fotografiach to mama gotowała obiadki, a tatuś  czytał gazetę, mama myła okna, tata wiercił dziurę w ścianie, albo oglądał mecz..Czy też chłopiec łowiący ryby (a ja uwielbiałam łowić ryby!) i jego koleżanka, która w tym czasie zajmuje się przygotowywaniem kolacji, czy wykonywaniem równie nudnych i mało twórczych czynności. Później zaczęło mnie wkurzać dorosłe życie, które taki model dzielenia obowiązków przyjmowało. Dlaczego to ja nie mogę oglądać tv, w czasie, kiedy mąż będzie gotować mi obiadek? Dlaczego taka perspektywa jest dla większości z nas oburzająca, tymczasem nikt nie denerwuje się, kiedy żona, po pracy, zamiast odpocząć, robi obiadek mężowi, który skończywszy swój pracowity dzień musi odpocząć przed telewizorem? Dlaczego odebrano kobiecie prawo do odpoczynku? Co mnie także wkurza, dlaczego to my nie możemy zrobić czasem czegoś typowo "męskiego", jak chociażby przybicie gwoździa do ściany, czy wyprowadzenie psa na spacer, a  niech mąż zajmie się zakupami i garami! Podział obowiązków w małżeństwie - jasne, jestem za. Ale demokratycznie i sprawiedliwie uzgodniony przez obie strony. Nie zgodnie z dotychczas obowiązującym, chorym według mnie, modelem, ale według tego, co kto lubi, może i chce robić. Kobieta - do garów, mężczyzna - do przyjemności, ewentualnie narzędzi. Nigdy odwrotnie. Czy naprawdę kobiety nie potrafią np. skręcić szafki, a panowie pozmywać naczyń? Wątpię. Nie tylko ja, na szczęście. Ten problem zauważyły polskie feministki w naszym rządzie,  ( wcześniej - PAN premier Norwegii ) które postanowiły podjąć walkę z seksizmem. Na początek wystosowały apel do firmy Ikea. Na ulotkach dołączanych do produktów Ikei zawsze są pokazani mężczyźni, chociaż większość klientek to kobiety. Polskie feministki, oraz norweski rząd postanowili więc poprosić Ikeę o  zmianę instrukcji na bardziej "kobiece". Słuszna i dobra inicjatywa, jednak to dopiero początek góry lodowej. Ikea być może zmieni swoje ulotki i wkrótce na obrazkach to kobiety będą skręcały szafki, nie tylko faceci. Jednak, co dalej? Do zrobienia zostało jeszcze bardzo dużo. W świadomości wielu, jeśli nie - większości Polaków to baba jest tą, która ma prać,gotować, sprzątac. Nie ważne, że tego nie lubi, nie ważne, że przy okazji ma dwa etaty i dzieci do wychowania... Taki jest stereotyp i koniec. Nie podoba mi się taki podział i, z tego co wiem, wielu kobietom także. Lubię czasem być leniwa, lubię obejrzeć mecz, albo poprzerzucać kanały w tv, lubię mieć bałagan w pokoju, a kiedy słyszę, że "kobiecie nie wypada", albo "twój mąż będzie się z tobą miał" trafia mnie szlag! Dlaczego to ja mam dbać o porządek, mam być w ciągłym ruchu i robić zawsze "coś pożytecznego", dlaczego te wątpliwe przywileje nie mają spaść na mojego męża? Dziś ja gotuję, ty zmywasz - jutro odwrotnie, taki układ mi pasuje, taki mam zamiar wcielać w życie i ten, uczciwy, według mnie, układ mam zamiar wpoić moim dzieciom. Jednak sama świata nie zmienię... Warto więc wspierać takie inicjatywy, jak naszych rządzących pań, ale co ważniejsze - podejmować takie kroki u siebie w domu, na własnym podwórku i w trochę inny sposób niż do tej pory wychowywać dzieci. Drogie Panie! Nauczmy synów gotować i zmywać! :)

Przeczytaj artykuł »  

Zemsta-wynik frustracji, czy też miłości?

Autor: | Data: 02-11-2005 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Nie mogłam uwierzyć, że akt zemsty jest jak najbardziej zdrowym, wyrażającym naszą miłość, zjawiskiem. Nie tak dawno nawet  analizowałam postępowanie kobiet, które wiedząc o potajemnych zdradach swoich partnerów, robiły dokładnie to samo za ich plecami. Pytałam, czy takie postępowanie może komukolwiek przynieść satysfakcję? Czy osoba, która dokonuje zemsty na swoim niewiernym mężczyźnie, jest w stanie czerpać z tego przyjemność? Myślę, że każdy z nas, potrafi idealnie odpowiedzieć na to pytanie Mnie samej narzuca się myśl negująca pozytywy zemsty jako takiej. Co mówi psychologia?Otóż całkiem przypadkiem „dorwałam” wypowiedź Berta Hellingera, kontrowersyjnego zresztą psychoanalityka, który w dosyć odmienny sposób zdefiniował "wyrównanie rachunków" między partnerami. Jego zdaniem mścimy się ponieważ wyrównanie(zemsta) w złym służy tak naprawdę miłości. Co więcej osoba odmawiająca wyrównania postępuje źle, gdyż w takim przypadku pojawia się w niej instynkt niszczycielski, co rzecz jasna nie przyczyni się do odbudowy związku, ale raczej prowadzi do jego destrukcji!  Hellinger tłumaczy, że jeśli wyrządziliśmy komuś krzywdę, to oczekujemy na rewanż. W sytuacji, kiedy go nie otrzymamy, czujemy się źle i tym samym cierpi na tym nasza godność. Tak więc zemsta według niego służy związkowi i jest konieczna.Tak samo działa wyrównanie w pozytywnym sensie. Gdy jeden z partnerów daje coś pozytywnego drugiemu, ten odwzajemnia mu się, nierzadko dając jeszcze więcej.  Tak więc miotam się w wątpliwościach. Zemsta jest dobrem, czy też złem?Jest siedliskiem frustracji będącej efektem wynikających z niej następstw, czy też falą oczyszczającą związek?  Nie znam osoby, która na dłużej cieszyłaby się z tego rodzaju rewanżu. Nie znam również takiej, dla której ów sposób na "wyrównanie rachunków" nie przyszedłby do głowy. Cóż nam pozostaje? Chyba tylko modlić się gorliwie o to, by nie przeżywać owego dylematu dosłownie, a jeśli już, to tylko i wyłącznie teoretycznie.

Przeczytaj artykuł »  

Eh,ci mężczyźni...

Autor: | Data: 10-21-2004 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Kochamy ich, nie umiemy bez nich żyć, ich towarzystwo jest dla nas kojące. Uwielbiamy się do nich przytulać, całować ich, rozkoszujemy się ich pieszczotami. Lubimy się ich czasem poradzić, czasem miło jest się podrażnić, albo podyskutować na poważniejsze tematy. Bez nich stajemy się trochę smutne, trochę bardziej milczące... Lubimy, kiedy są przy nas, czujemy się dzięki nim pewniej i bezpieczniej, uwielbiamy ich komplementy, godzinami możemy od nich słuchać, jakie jesteśmy wspaniałe, piękne, dobre.. Uwielbiamy kochać się z nimi, podniecają nas, doprowadzają do szału z rozkoszy. Mężczyźni. Wspaniali bohaterowie naszych snów, nasi obrońcy, kochankowie i przyjaciele. Ale często to także wieczne problemy, zmartwienia, kłótnie i nerwy. Potrafią uprzykrzyć życie, złamać serce, niektórzy nie umieją się odczepić i nie rozumieją słowa „NIE”. Bywają też rozkosznie śmieszni, zabawni i infantylni. Upierdliwi, złośliwi, agresywni... Potrafią robić problem z niczego, chorobliwie zazdrośni, chcą zamknąć nas w złotych klatkach. Inni mamią, potem odchodzą, okłamują, zdradzają i niszczą. Przez nich mamy tyle zmartwień! Jacy oni są, ci nasi mężczyźni? Czasem lubimy się z nich troszeczkę pośmiać. Potrafią być rozkosznie głupiutcy, albo zaskakująco bezpośredni. Pewien facet, który spodobał się (na bardzo krótko) mojej dobrej koleżance, w czasie ich pierwszego ( i ostatniego ) spotkania u niego w domu z rozbrajającą szczerością rzekł „albo teraz idziemy do łóżka, albo wychodzisz i już tu nie wracasz”. Prawda, że typowe dla niektórych przedstawicieli rodu męskiego? Bywają i inni.. Jedna z moich przyjaciółek, co tu dużo gadać – trochę despotyczna osóbka, w czasie spotkania ze mną i moimi znajomymi w knajpie oznajmiła głośno swojemu facetowi, który chciał kupić sobie piwo „Kochanie! Przecież ty nie lubisz alkoholu”, na co ten spokojny człowiek ( co tu dużo gadać, życiowa dupa ) odrzekł „ Ah tak.. zapomniałem...masz rację” i nie wypił ani grama mimo namawiań wszystkich zgromadzonych ( oprócz jego ukochanej, oczywiście ) i mimo faktu iż zwyczajnie naraził się na śmieszność. Znam też przypadek faceta, którego żona, agresywna, ostra i trochę niezrównoważona babka, potrafiła uderzyć swojego mężczyznę po twarzy w towarzystwie np. rodziny, a on nie reagował... No cóż. Sam ją sobie wybrał, widziały gały co brały, ale chociaż trochę honoru można by od takiego faceta wymagać, czyż nie? Zdarzają się też mrożące krew w żyłach, ale zarazem śmieszne sytuacje. Słyszałam historię, kiedy facet przed wyjściem na wspólny wieczór w restauracji zapytał dziewczynę, czy na pewno ją stać na zapłacenie swojego rachunku... Inny, dobry i układny mąż, wyjeżdżając na wspólne, małżeńskie wakacje dopiero po kilkunastu kilometrach zorientował się, że w samochodzie.. brak jego żony! Jeszcze inny przedstawiciel płci męskiej już na drugiej randce zapytał dziewczynę, czy zostanie jego żoną, a na jej zdecydowany sprzeciw wyraził ogromne zdziwienie. Takich zabawnych anegdot jest cała masa! Jakie są Wasze doświadczenia z „dziwactwami” naszych ukochanych? Może znacie zabawne historyjki, którymi warto się podzielić z innymi? Rozgryźmy tych naszych mężczyzn... I jeszcze kilka dowcipów na poprawienie humoru J Ona: Kochasz mnie? On: Do szaleństwa! Ona: A kiedy się pobierzemy? On: Nie bądź przewrotna i nie zmieniaj tematu. - Byli zaręczeni przez 20lat. Czemu się nie pobrali?? - Ona nie chciała wyjść za niego kiedy pił, a on nie chciał się żenić, kiedy był trzeźwy. Ona: Dlaczego przesunąłeś termin naszego ślubu i dwa dni? On: Bo wtedy nasze srebrne gody wypadałby w sobotę, a tego dnia gram w brydża. Ona1: Mężczyźni są bardzo głupi! Ile razy są mi potrzebne pieniądze, robię mężowi awanturę i grożę, że wyjadę do mamy. Ona2: I co?? Skutkuje?? Ona1: Oczywiście! Za każdym razem dostaję pieniądze na bilet!

Przeczytaj artykuł »  

Piękna,czyli chuda?

Autor: | Data: 01-2-2003 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

"Każda dziewczyna pragnie zostać modelką". Tyle razy to zdanie obijało mi się o uszy, nieraz znajdywałam je w kobiecych pismach. Jednak modelką może być tylko kobieta szczupła, a nawet chuda. Wyjątki zdarzają się niezwykle rzadko. Przerażające kościotrupy, jakie chodzą po wybiegach są naszymi ideałami, chcemy, nawet podświadomie, wyglądać tak, jak one. Skoro każda dziewczyna pragnie zostać modelką, musi przede wszystkim schudnąć tak, by każdy mógł bez problemu policzyć jej żebra. Pomijam fakt, iż to twierdzenie jest bzdurne i nieprawdziwe. Ważne jest, iż bycie chudym to obowiązek, szczególnie młodej kobiety. W dzieciństwie każą nam jeść jak najwięcej, żeby w pewnym momencie, kiedy zaczynamy stawać się kobietami, wyśmiewać za duży brzuch, grube nogi, itd. Nawet, jeśli dziewczyna jest naprawdę ładna i wygląda świetnie, ale nie waży 50 kg, tylko 60, zawsze znajdzie się ktoś, kto powie jej "schudnij, grubasie". W kolorowych pismach nie brak diet cud, reklam proszków odchudzających. Strona dalej jest przepis na pyszne, tuczące ciastka, które je piękna, szczupła dziewczyna.... Najśmieszniej jest, kiedy w tej samej gazecie można przeczytać artykuł, iż nie trzeba być szczupłym,, żeby być szczęśliwym, że "grube jest piękne". Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Czego tak naprawdę od nas chcą? Wchodzimy z koleżanką do piekarni, otaczają nas smakowite zapachy, na półkach aż roi się od przepysznych słodkich bułeczek, kuszą pączki, rogaliki, ciasteczka... Wychodzimy z pustymi rękoma. Dlaczego? Czy te dodatkowe 300 kalorii tak bardzo nam zaszkodzi? Niestety, zaszkodzi. Jeśli zjemy wyrzuty sumienia będą nas gnębić jeszcze dwa dni. Jednak nic nie zjadłyśmy, więc nie ma się czym martwić, nie zgrzeszyłyśmy.... Ale dlaczego zjedzenie czegoś słodkiego to grzech? Obydwie jesteśmy szczupłe, nie musimy się odchudzać. Mimo to, tak bardzo boimy się przytyć. Bo bycie grubym, to wstyd. Nieraz słyszałam wyzwiska za ładnymi, ale pulchnymi dziewczętami. "Ej gruba", albo "pączusiu, nie jedz tyle, bo się w drzwiach nie zmieścisz". Po co narażać się na tak nieprzyjemne słowa? Po co słuchać od rodziny, koleżanek, że "mogłabyś trochę schudnąć"? Lepiej katować się, nie jeść słodyczy, ograniczyć tłuszcze, itd., itd... Jesteśmy bardzo nietolerancyjnym społeczeństwem, bardzo łatwo nie spodobać się Polakowi... Każdy powód jest świetny. by uważać bliźniego za gorszego. Wystarczy, że jest grubszy. Grubszy, czyli nie potafi się dobrze odżywiać, jest chory, nie ma silnej woli, itd. Nikt nie zastanowi się nad tym, że niektóre kobiety lubią dobrze zjeść, nie przeszkadza im brzuszek, ładnie im z pulchną buzią. Chude wyglądałyby okropnie.. Niestety, niewiele osób się nad tym zastanawia. Jeden z głupich serwisów dla mężczyzn - macho, ma swoją "myśl" przewodnią "tak powinna wyglądać twoja dziewczyna", oczywiście pod hasłem, na zdjęciu widnieje chuda, sztuczna i z dużym biustem dziewczyna. A jednak właśnie tak powinna wyglądać dziewczyna polskiego macho. Z grubą wstyd byłoby się z taką pokazać... Fakt, ci którzy tak sądzą nie należą do polskiej inteligencji, ale niestety - takich w naszym kraju bardzo dużo. Czasem myślę, że fajnie byłoby zjeść pół tortu (ah jakie to niezdrowe i tuczące, a jakie pyszne), zagryźć to jeszcze bardziej kaloryczną porcją lodów, a na deser ciasteczka z kremem... Oczywiście, przesadzam. Ale po prostu chciałabym zjeść to, na co mam ochotę. Ale jestem tchórzem i boję się. Nie chcę być gruba, nie chcę! Wszystkie moje znajome są na wiecznej diecie, wszystkie katują się, żeby tylko nie przytyć, nawet grama. Po co? Dla kogo? Dla innych koleżanek, dla mężów (jak będę gruba, to mnie zostawi dla innej), dla świętego spokoju. Na pewno nie dla siebie! Rzadko w takim wypadku myśli się o zdrowiu. Bo nie jest zdrowe jeść coraz mniej i mniej, nie dostarczać organizmowi podstawowych składników.... Niestety, mniej zdrowe jest wysłuchiwanie przykrych epitetów... Nieprędko nastąpi taki moment, kiedy panie w sklepie odzieżowym przestaną mówić z zachwytem "ah, jaka Pani chuda, eska będzie za duża", kiedy będziemy prosić o 34, nawet jeśli nasz numer, to 36, tylko dlatego, żeby w oczach innych wyglądać na chudsze... Przestaniemy martwić się o sylwetkę, będziemy nosić obcisłe ciuchy spod których słodko będzie wystawał kobiecy brzuszek, zamiast żeber.... Może kiedyś?

Przeczytaj artykuł »  

Bez faceta lepiej?

Autor: | Data: 01-1-2003 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Kiedy po raz kolejny po powrocie z fantastycznej imprezy usłyszałam od kolegi sakramentalne pytanie „kogo sobie wyrwałaś?” trafił mnie szlag. Czy to, że wybieram się pobawić bez faceta przy boku musi oznaczać, że idę tam wyłącznie po to, żeby znaleźć sobie jakiegoś chłopaka? Dlaczego, kiedy tańczymy w gronie przyjaciółek zawsze znajdzie się kilku takich, którzy postanowią wyrwać nas z „babskiego kręgu” nie pytając nas w ogóle o zdanie i co gorsza są przekonani, że robiąc to oddają nam przysługę? Czy Wy, mężczyźni nigdy nie zrozumiecie, że my świetnie radzimy sobie także bez Was i czasami mamy ochotę pobyć we własnym gronie? Jak każda chyba kobieta, lubię być adorowana. Ale nie na siłę! Nie lubię, kiedy wychodząc na piwo z koleżanką, dosiada się do nas kilku facetów, pewnych, że przyszłyśmy do knajpy szukać sobie partnera. Najlepiej do seksu, bo przecież nie do życia. Zapewne są kobiety, które właśnie po to wychodzą. Świetnie, ale czy to oznacza, że tak robią wszystkie? Czy naprawdę tak trudno zapytać o zgodę, czy tak trudno zrozumieć, że kiedy mówię NIE, to naprawdę tak myślę i ani mi w głowie podrywanie obcych, napalonych mężczyzn? Kiedy mam zły dzień, faceci znajdują na to dwa wytłumaczenia. „Dawno chłopa nie miałaś” ( „Seksmisja” wiecznie żywa...), albo „Dostaniesz okres”. Wyobrażają sobie, że bez nich my nie potrafimy normalnie funkcjonować. Nie umiemy się dobrze bawić, a zostając bez ich towarzystwa, rozmawiamy wyłącznie o nich. Nieprawda! Ostatnio coraz częściej mam ochotę na wyjście wyłącznie w gronie przyjaciółek i nie potrzebni nam są do tego mężczyźni. Tak jest też z wieloma innymi kobietami. Jasne, wspaniale mieć mężczyznę przy boku. Cudownie jest móc się przytulić do męskiego ramienia i mieć z kim spędzić szaloną noc. Ale czy to znaczy, że na tym opiera się nasze życie? Niekoniecznie. To, że przez wieki byłyśmy uzależnione od brzydkiej płci wcale nie znaczy, że teraz także chcemy być cały czas pod jej kontrolą. Niech nikt nie myśli, że nie lubię mężczyzn, nie lubię spędzać z nimi czasu, bo tak nie jest. Ale nic nie zastąpi mi beztroskiej zabawy w gronie koleżanek, szczerych rozmów i równie szczerego śmiechu. Bez facetów stajemy się nagle mniej spięte, potrafimy być bardziej naturalne i nie martwimy się czy przy szalonym tańcu nie zepsuje się nam makijaż.... Mężczyźni, w swojej permanentnej, silnej i czasami aż niewyobrażalnie naiwnej wierze są przekonani, że nawet jeden dzień bez nich jest dla nas stracony. Niestety, kochani Panowie, muszę Was zawieźć. Mylicie się. Umiemy bez Was żyć. Umiemy się bez Was świetnie bawić i czasami jesteśmy wręcz zmęczone Waszym towarzystwem. Nic nie zastąpi kobiecych ploteczek, dobrego wina w doborowym gronie, świadomości, że można bez skrępowania wygłupiać się, śmiać się i być ubraną w stare dresy i spędzać znakomicie wolny czas. Chociaż, nie ukrywam, rozmowa często schodzi na temat mężczyzn, to myślę, że nasza przeciwna płeć byłaby zaskoczona obrotem, jaki przybiera rozmowa.. Oczywiście, że kobiety ciągnie w stronę mężczyzn. Chcemy być adorowane, podrywane. Ale nie zawsze i nie wtedy, kiedy wyraźnie mówimy magiczne słowo NIE! Nie wychodzimy na piwo, na dyskotekę wyłącznie w celu poderwania sobie nowego faceta, tylko po to, żeby się świetnie bawić. Najwyższy czas, żeby chłopcy zrozumieli, iż my czasami chcemy od Was odpocząć.

Przeczytaj artykuł »  

Życie w tabletce

Autor: | Data: 01-1-2003 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Jak dobrze żyć ze świadomością, że nie jest się samemu, prawda? Samotność to okrutny stan, w ktόrym człowiek czuje się bezradny, niepotrzebny, jego egzystencja traci sens. Dlatego wspaniale jest czuć oparcie.. Właśnie, to chyba najlepsze słowo – oparcie w małej, rόżowej, a może zielonej, czy niebieskiej? W każdym razie, niewielkiej tabletce, ktόra staje się w pewnym momencie najlepszym przyjacielem... Bez niej życie staje się szare, nudne i pozbawione radości. Jedna mała tabletka i znόw wszystko jest piękne, czujemy się zdrowe i silne. Nie jesteśmy same! Uzależnienie od lekόw to, wbrew pozorom, dość powszechne zjawisko. Bierzemy witaminy – na cerę, paznokcie, na stres, złe samopoczucie i na wszelki wypadek... Pogorszy się humor? Nie stresuj się – jest pigułka.... Kobiety szczegόlnie lubują się w braniu rόżnorodnych „cudownych” pastylek – na schudnięcie, na lśniące włosy i piękną skόrę.. Ale przecież nie tylko my nadużywamy „szczęścia w pigułce”. Wszyscy kochamy to uczucie, że mamy po swojej stronie chemię. Wygodniej jest połknąć tabletkę, niż codziennie przygotowywać zdrowe posiłki, wychodzić na spacery, albo – nie daj boże, prόbować cieszyć się życiem bez wspomagaczy... Jesteśmy opętani manią łykania lekόw. Wszystkie problemy pragniemy rozwiązywać dzięki chemii. Nie prόbujemy już inaczej, bo po co? W końcu na wszystko jest jakiś cudowny preparat, ktόry nam pomoże. Tu przesadziłam – na wszystko to nie, ale na PRAWIE wszystko. Zostawi Cię facet? Nie możesz się skoncentrować? Masz ostatnio zły nastrόj? Wystarczy przejść się do apteki... Oczywiście, nie myślę tu o przypadkach PRAWDZIWEJ choroby, gdzie tabletki to element niezbędny w leczeniu, ale o tych małych, trochę wymyślonych niedolegliwościach, z ktόrymi nie chcemy radzić sobie inaczej niż przy pomocy pastylek. Ulegamy presji reklam, znajomym, ktόrzy polecają jakiś wspaniały środek, a nierzadko także lekarzy, ktόrzy zbyt często zamiast promować zdrowy tryb życia – przepisują kolejne dawki witamin. U psychiatry - zamiast rozmowy dostajemy radość życia w pigułce... Nierzadko nawet bez ustalonej diagnozy ci, ktόrzy mają się zajmować naszą duszą, przepisują „na czuja”... A że czasem się pomylą.... No cόż. Błąd w sztuce, przecież się zdarza. A my, przyzwyczajeni do magii tabletki godzimy się je brać i wyobrażamy sobie, że są dla nas jedynym rozwiązaniem, a na pewno lepszym niż chociażby mała prόba walki z problemami. Idziemy na łatwiznę, ale czy to na pewno dobrze wrόży naszej przyszłości? W końcu organizm nie jest przystosowany do chemii, woli witaminy w naturalnej formie, preferuje zdrowy tryb życia, a leki powinny być ostatecznością... Wszystkich nas opętała moda na tabletki, prawie każdy coś bierze. Połkniecię pastylki staje się rytuałem, bez ktόrego nie potrafimy się obyć. Nie zastanawiamy się już, czy są nam potrzebne. Ważny jest sam magiczny, żeby nie powiedzieć – transcedentalny moment połykania tabletki... Bez tej chwili dzień traci sens. Najgorsze jest jednak to, iż mimo wszystkich naszych zabiegόw, mimo wydanych w aptekach pieniędzy, wciąż dopadają nas grypy, przeziębienia, chandry i inne nieprzyjemne dolegliwości. Jednak nasz związek z małą pigułką staje się tak silny, że nie patrzymy na to, czy jest nam potrzebny, czy na pewno nasz organizm sobie bez niego nie poradzi. Już nie pamiętamy, że świat bez pigułek jest piękny...A może tak sprόbować żyć trochę inaczej? Może warto?

Przeczytaj artykuł »  

Brzydka,znaczy gorsza?

Autor: | Data: 10-11-2002 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

Od dziecka każdej z nas powtarzano "musisz być ładna". Wpajano nam, że brzydkie kobiety nie mają szans na dobre życie. Ile w tym prawdy? Wydaje mi się, że bardzo dużo! Media kreują obraz pieknej, szczupłej kobiety o lśniących włosach. Brzydka jest zazwyczaj głupią, naiwną kretynką, ewentualnie wredną i złą teściową. Na każdym kroku, z plakatów śmieją się do nas zgrabne blondynki z dużymi biustami i nieskazitelnej skórze. Kobieta ma być symbolem seksu i piękna. Kto będzie zajmował się jej intelektem! Ważne, żeby była "reprezentacyjna". Skończyłaś studia, masz doktorat ? Nie liczysz się, jeśli masz cellutilis, albo ważysz więcej niż modelka z plakatu! Oczywiście, że przesadzam! Ale, niestety, wiele w tym prawdy. Znam pewną dziewczynę, która skończyła jeden kierunek studiów, zaczyna drugi, jest niesamowice inteligentna, ma poczucie humoru, jest świetną przyjaciółką, ale co tu dużo mówić, nie jest ładna. Wielu ludzi uznało ją za wredną, złośliwą, głupią babę zanim zamienili z nią kilka słów. Zanim z nią porozmawiali w ich mentalności uznana została za wstrętnego, namolnego babsztyla. Ma niewielu przyjaciół i znajomych. Nie ma chłopaka. Przyjaźni się z nią parę ładniejszych dziewczyn, bo na jej tle wyglądają atrakcyjnie. Na każdym kroku spotykam się z tym samym. Brzydka kobieta nie zostanie sekretarką, nie będzie pracować w miejscu, gdzie ludzie na nią patrzą. Taka dziewczyna, która jest uznana za nieładną uważa się za przegraną. Nie stara się nawet iść do fryzjera, kosmetyczki, po co, i tak jest brzydka... Nie dba o siebie, staje się jeszcze mniej atrakcyjna w oczach innych, zamyka się w domu, wychodzi za mąż za pierwszego faceta, który ją zechce. Potem on ją zdradza, w końcu zostawia ją dla ładniejszej, a ona zostaje w domu z trójką dzieci. Koło się zamyka. Szkoda, że tak jest. A może, gdyby nie głupi sztywny kanon piękna, który wpaja się nam od dzieciństwa, ta kobieta miałaby szansę znaleść szczęście? Znalazłaby faceta, dla którego byłaby piękna, znalazłaby pracę, w której czułaby się spełniona. Tylko, że przeciętny mężczyzna nie chce "brzyduli". Nawet, jeśli sam jest brzydki, gruby i do tego łysiejący musi mieć piękną dziewczynę. Bo tak wypada. Dlatego, często jest tak, że facet nie wybierze tej brzydkiej, nie dlatego, że przeszkadza mu jej wygląd, ale dlatego, że koledzy by się z niego śmiali! Brzydka dziewczyna ma gorzej w życiu. Musi nadrabiać wiecznie dobrym nastrojem (nawet udawanym), musi być dla wszystkich miła, robić wiele rzeczy naprzekór sobie. Piękne czytelniczki! Przyznajcie się same przed sobą... Zdarza się wam czasem, że widzicie brzydką dziewczynę i od razu odwracacie od niej wzrok, nie chcecie z nią rozmawiać, macie wrażenie, że jest gorsza? Obawiam się, że wiele z was przyzna, że tak czasem jest.... Niestety, każdej z nas zdarza się oceniać drugą osobę po wyglądzie. Przyznacie jednak, że predzej wybaczycie błąd brzydkiemu mężczyźnie, niż kobiecie? Łatwiej jest ośmieszyć nieładną dziewczynę, niż nieatrakcyjnego faceta, prawda? Brzydka kobieta nie tylko ma mniejsze szanse na znalezienie męża, ale też przyjaciółki. Chyba, że tak samo brzydkiej, jak ona.... Czy zawsze tak będzie, że mężczyzna jest oceniany według intelektu, a kobieta według wyglądu? Czy musi być tak, że gruby facet jest sympatycznym grubaskiem, a otyła kobieta, wstrętną babą? Nie tylko media i reklamy są temu winne, ale my sami też. Czy nie warto nauczyć się oceniać ludzi po tym, co robią, a nie jak wyglądają? Zacząć chyba należy od innego wychowywania dzieci i zmiany mentalności nam samym. Brzydkie nie znaczy gorsze, a pozatym.... Znacie bajkę o brzydkim kaczątku, prawda?

Przeczytaj artykuł »  

Sama przy piwie

Autor: | Data: 01-1-2002 | Kategoria: Felieton | Komentarzy: 10

W upalne, samotne dni na niewiele ma się ochotę, nic nie sprawia prawdziwej przyjemności. Wszystko jest zbyt męczące, zbyt monotonne, ludzie obok też jacyś zamyśleni, zmęczeni, przepełnieni marazmem. Nic się nie chce, nawet opalać, czytać, oglądać telewizję. Dopiero wieczory przynoszą ukojenie... Jednak samotne wieczory też dają czasem więcej smutku i zamyślenia niż radości. „Dlaczego wciąż jestem sama?” „Dlaczego nikt nie dzwoni?” – takie niemiłe pytania przychodzą do głowy. Oczywiście można wyjść... Ale, wyjść samej? Kiedy wszystkie przyjaciółki bawią się ze swoimi facetami nad morzem... Przecież samotne wyjście to ujma na honorze, co powiedzą inni? Kobieta przy barze, bez przyjaciółki, bez mężczyzny, czy to nie desperacja? Chyba nie.... To całkiem niezła zabawa! Trawiona nudą i beznadzieją, kiedy już naprawdę miałam dość bezczynnego siedzenia w domu (eh, te wolne dni, czasem naprawdę są dobijające), postanowiłam sprawdzić, jak się czuje samotna kobieta w pubie. Nigdy przedtem nie wyszłam sama do knajpy, chociaż oczywiście, dla większości z Was nie wyda się to wielkim wyczynem, to jednak miałam pewne obawy, tym bardziej, że mieszkam w niewielkiej miejscowości, w której trudno na każdym nie napotkać znajomych, ale to, co najgorsze, to fakt, że tutaj niektórzy ludzie mają poglądy, które można eufemistycznie nazwać „niepostępowymi”. Dla takich właśnie ludzi dziewczynie nie wypada wyjść na piwo bez obstawy. Brak towarzystwa świadczy, według nich, o jej ułomności... Sama więc, po pierwsze albo brzydka, albo głupia, bo nikt z nią nie chce wychodzić, po drugie, zbyt odważna, zbyt wyzywająca, na pewno szuka faceta na jedną noc.... Jest łatwa, albo naiwna... Oczywiście poglądy tych „zacofanych” przedstawiłam w ogromnym uproszczeniu, jednak nie ma co ukrywać, że dla wielu ludzi kobiecie po prostu nie wypada pić piwa w samotności. Mimo obaw, postanowiłam odwiedzić kilka znajomych knajp... Ze zdziwieniem odkryłam, że samotność stała się moim atutem! Najpierw usiadłam awaryjnie przy barze, żeby w razie czego móc odezwać się chociaż do barmana, który przecież powinien w razie czego wysłuchać smętnych wynurzeń swoich klientów. Okazało się, że to on przejął inicjatywę i ja stałam się osobą, której można powierzyć swoje tajemnice i żale... Jednak barman, jak to barman, ma też inne zajęcia i innych klientów i po chwili zostałam przy barze sama. Niedługo. Zainteresowanie moją osobą osobnikami płci męskiej było zaskakujące, ale nie powiem, całkiem miłe... I nikt nie pytał, dlaczego jestem sama, po prostu dotrzymywali mi towarzystwa, stawiali drinki. Przez kilka dni chodzenia po knajpach w samotności udało mi się poznać wiele bardzo ciekawych osób. Nie tylko mężczyzn, chociaż przyznaję, że głównie ci interesowali się moją osobą. Wyjście z kimś zobowiązuje nas do interesowania się głównie naszym towarzyszem. Jeżeli kogoś poznajemy, to zazwyczaj jego/jej znajomych, tymczasem samotność daje swobodę i niezależność, które czasem bardzo pomagają w życiu... Jednak, szczerze mówiąc, samotne wyjście może być miłą przerwą, rozrywką, ale na dłuższą metę, przestaje być zabawne...

Przeczytaj artykuł »  


(Strona 6 z 6)   « Poprzednia 1 2 3 4 56Następna»