Podziemie aborcyjne, czy możemy z nim skończyć?
Autor: | Data: 10-18-2009 Kategoria: Ważne sprawy | Komentarzy: 0
Debata pod hasłem „Jak wyjść z podziemia?”, towarzysząca premierze
filmu o podziemiu aborcyjnym pt.: „Podziemne państwo kobiet” odbyła się
13 października w Warszawie. Wśród wielu podjętych wątków wybijał się
problem dialogu społecznego wobec różnic światopoglądowych. Autorki
filmu, Claudia Snochowska-Gonzalez i Anna Zdrojewska, uznają, że
budowanie koalicji jest możliwe mimo podziałów – osią porozumienia może
być niezgoda na powszechne łamanie prawa.
CZY MOŻNA SKOŃCZYĆ Z PODZIEMIEM ABORCYJNYM?
Agnieszka Holland, jedna z panelistek debaty, jest jednak pesymistyczna w tej mierze. Jej głos okazał się kontrowersyjny na sali, w której zgromadzili się przede wszystkim zwolennicy zliberalizowania prawa antyaborcyjnego. Holland podkreślała, że przybierając postawę wojującą, zwolennicy ruchu pro-choice nigdy nie doprowadzą do debaty społecznej. Według niej najistotniejszym problemem jest to, że po 1989 roku dokonała się zmiana wyobraźni społecznej związanej z tematem aborcji. I zmiana ta dotyczy znacznej większości społeczeństwa, nie tylko osób wierzących, ale także świeckich. Z tego powodu, jej zdaniem, w dzisiejszej Polsce „mówienie o kompletnym zliberalizowaniu ustawy antyaborcyjnej jest nie tylko niemożliwe z powodów politycznych, ale również niemożliwe z powodów społecznych”. Według Agnieszki Holland ekspertki, które wypowiadają się w filmie „Podziemne państwo kobiet”, nie dostrzegają tego problemu – oceniają przeciwników aborcji jako przyjmujących swoje stanowisko z przyczyn koniunkturalnych lub politycznych. A „jeżeli uznamy, że to jest tylko sprawa propagandy kościelnej, to znaczy, że uznajemy, że jesteśmy 37-milionowym narodem idiotów, którzy się dają manipulować”.
Agnieszka Graff, nawiązując do wątku o wyobraźni społecznej, zauważyła, że film „budzi empatię wobec kobiet”, co jest o tyle cenniejsze, że w Polsce „przez poprzednie 20 lat była budowana empatia wobec embrionu”. Specyfika dotychczasowej debaty publicznej polega na odrzuceniu kobiety jako strony w sporze o płód, o czym m.in. świadczy bardzo rzadkie użycie słowa „kobieta” w artykułach polemicznych. Sukcesem filmu, według niej, jest odwrócenie tej perspektywy, co zdarza się w sferze publicznej po raz pierwszy.
Czy media w jakiejś mierze odpowiadają za kształtowanie tej wyobraźni społecznej? – takie pytanie, w nawiązaniu do analizy języka debaty publicznej o aborcji, autorstwa Agnieszki Graff, prowadząca Agnieszka Grzybek skierowała do Heleny Łuczywo, współzałożycielki Gazety Wyborczej. Prelegentka nie odniosła się do samego języka debaty i do sformułowania „przegraliśmy wojnę o język”, ale zauważyła, że media zawsze chętnie podejmują temat, gdy tylko stanie się on aktualny – w przypadku inicjatyw społecznych zaś – gdy staną się one faktem. Stwierdziła, że „jeżeli w Polsce będzie się wzmacniać ruch społeczny na rzecz praw kobiet, również praw reprodukcyjnych, to media będą o tym mówić”. Jako jedyna z dyskutantek jest optymistyczna w kwestii zmiany ustawy.
Pesymizm trzeciej z prelegentek, Izabeli Jarugi-Nowackiej, wynika z przekonania, że w Sejmie obecnej kadencji żadna inicjatywa legislacyjna dążąca do zmiany ustawy nie zostanie podjęta. Z perspektywy swoich wieloletnich działań na rzecz praw kobiet, w tym praw reprodukcyjnych, Jaruga-Nowacka uznała, że jedyna ścieżka, która może zakończyć się sukcesem, to stworzenie partii, której pierwszy punkt programu będzie brzmiał: „zmiana ustawy antyaborcyjnej”. Już po debacie prowadząca Agnieszka Grzybek skomentowała ten pesymizm posłanki: „Jesteśmy zablokowani legendą, która się wtedy [na początku lat 90., w czasie zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum] zrodziła - i [z tego powodu obawiamy się] że nawet, jak zbudujemy ruch społeczny i zbierzemy kilka milionów podpisów, to politycy znów to zlekceważą”. Dodała, że według niej czasy już są inne i głos tylu obywateli musiałby znaleźć odbicie w pracach parlamentarzystów.
Ostatnim mocnym głosem w debacie, swoistym impulsem do dalszych działań w kierunku zmiany ustawy, było stwierdzenie Heleny Łuczywo, która narzekając na nastrój beznadziei, wyczuwalny na sali, powiedziała: „Sprawa, którą robiłam 30 lat temu, była dużo bardziej beznadziejna i jakoś się skończyła.”
SZARA WSTĄŻKA
Organizatorki debaty zaproponowały, by przyjąć szarą wstążkę jako znak deklaracji „jestem pro-choice – uważam, ze kobiety mają prawo do decyzji”.
Strona (1/1)
Nie znaleziono komentarzy.
Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.
PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.






