Strona główna » Trochę kultury » Piekielny Brooklyn - recenzja książki


Piekielny Brooklyn - recenzja książki


Autor: | Data: 10-21-2009 Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 0


Piekielny Brooklyn, Hubert Selby Jr wydawnictwo Niebieska Studnia.

 To książka, która nie rozpieszcza. Nie jest pozycją, jaką można przeczytać na poprawę humoru w dzień, kiedy nic nie wychodzi. Jest mocna, agresywna, prawdziwa. I dobra dzięki temu.

Od pierwszych zdań już wiadomo, że nie jest to książka dla „grzecznych dzieci”. Autor nie oszczędza czytelnika. Wulgaryzmy, ostre, brutalne sceny są obecne na prawie każdej stronie powieści. Jednak dzięki temu jest autentyczna i szczera. Chociaż trudno w niej doszukać się pocieszenia i akcentu, który dawałby nadzieję na to, że jakoś to będzie, czyta się ją z zapartym tchem i bez poczucia totalnej beznadziei. Może dlatego, że opisywane czasy są dla nas odległe, a może to trudność w zrozumieniu bohaterów sprawiają, że trudno mi było całkiem zagłębić się w tę powieść? Jednak to zapewne uratowało mnie przed wpadnięciem w stan totalnego przygnębienia.

Książka jest uznana za kontrowersyjną i ta ocena na pewno pomoże jej w zyskaniu wielu czytelników. Warto jednak przeczytać ją niekoniecznie ze względu na otoczkę, ale chociażby z czystej ciekawości, jak wyglądał ten „piekielny Brooklyn” lat 50-tych ubiegłego stulecia. Także po to, by dowiedzieć się, jak nisko mogą upaść ludzie i jak bardzo można być zdesperowanym.  Nie jest to jednak powieść dla osób, które szukają pocieszenia. W tej książce nie ma miejsca na optymizm i dobre słowo. Czasami jednak taki szok potrzebny jest by docenić swoje, jakże radosne w porównaniu z opisanym w tej powieści, życie.


POSŁOWIE,
Maciej Potulny

26 kwietnia 2004 roku świat pożegnał jednego z gigantów współczesnej literatury amerykańskiej, bo za takiego dziś uważa się Huberta Selby'ego Jra. Wielu Polaków dopiero wtedy po raz pierwszy zwróciło uwagę na to nazwisko, kojarząc je z autorem powieści, na podstawie której Darren Aronofsky wyreżyserował rewelacyjny film Requiem dla snu (Requiem for a Dream). Dla większości był to jedyny kontakt z pisarzem, który w Ameryce i zachodniej Europie zyskał status legendy i mistrza pióra na równi z Williamem Burroughsem i Josephem Hellerem. Niektórzy pamiętają również wcześniejszy film Uliego Edela z 1989 roku, którego podstawą była powieść Piekielny Brooklyn (Last Exit to Brooklyn), z Jennifer Jason Leigh we wstrząsającej roli Tralali. Niestety, z wyjątkiem pośrednictwa tych dwóch filmów żadna z książek Huberta Selby'ego do tej pory nie dotarła do Polski. Wraz z wydawnictwem Niebieska Studnia postanowiliśmy więc naprawić ten brak i zapewnić Selby'emu należne mu miejsce na półkach polskich czytelników, a miłośnikom dobrej literatury dać możliwość przeżycia potężnej dawki doznań emocjonalnych, czyli tego, na czym Hubertowi Selby'emu zależało najbardziej.

Hubert Selby Jr urodził się i wychował na Brooklynie - w miejscu, które jest jednym z głównych 'bohaterów' jego utworów. Był wrażliwym, ale zbuntowanym chłopakiem, prowadził chuligański tryb życia. Jako piętnastolatek porzucił szkołę, sfałszował dokumenty tożsamości i zaokrętował się na statku handlowym. W 1947 roku, kiedy zawinął do niemieckiego portu w Bremie, stwierdzono u niego zaawansowaną gruźlicę i nie dając prawie żadnych szans na przeżycie, odesłano z powrotem do Ameryki. Tam trafił do izolatki dla umierających pacjentów. Po dziesięciu latach walki z chorobą, podczas której w wyniku licznych operacji usunięto mu jedenaście żeber i część płuca (drugie całkowicie mu się zapadło), wrócił do domu, by umrzeć. Nie poddał się jednak chorobie i walczył z nią aż do śmierci w wieku 75 lat.

Z powodu złego stanu zdrowia, słabej kondycji fizycznej i braku wykształcenia trudno mu było znaleźć pracę. Na domiar złego przedłużające się kuracje doprowadziły do uzależnienia od leków, a także od narkotyków (doświadczenia z tego okresu wykorzystał później przy pisaniu Requiem dla snu). W tym okresie utrzymywał bliskie kontakty z grupą LeRoia Jonesa i Gilberta Sorrentino – czołowych pisarzy amerykańskiej kontrkultury, która zaczęła się w latach 50. wraz z Beat Generation, a wybuchła z całą mocą w latach 60. To właśnie przyjaciel z dzieciństwa, Sorrentino, zachęcił go, żeby spróbował sił w literaturze. Selby postanowił: 'Znam alfabet. Mogę więc zostać pisarzem'. Po latach wspominał: 'Siedziałem w domu i doznałem głębokiego wstrząsu. Nagle z pełną jasnością uświadomiłem sobie, że pewnego dnia umrę [...] a przed śmiercią zdarzą się dwie rzeczy - pożałuję całego swojego życia i będę chciał przeżyć je od nowa. To mnie przeraziło. Myśl, że spojrzę na swoje życie i zdam sobie sprawę, że je przechlapałem, zmusiła mnie, by jakoś to zmienić'.

Brakowało mu formalnego przygotowania, więc przez kilka lat samodzielnie odkrywał, jak należy pisać powieść. Używając surowego języka, opowiadał o brutalnym, przygnębiającym świecie, który był częścią jego dzieciństwa. Pisał, jak sam mawiał, głównie 'ze słuchu', zachwycała go melodyjność i rytm mowy, a szczególnie brooklyński dialekt, którym często posługiwał się w swoich książkach. Jego styl różni się od stylu innych współczesnych mu pisarzy. Selby nie zwracał szczególnej uwagi na zasady gramatyki, interpunkcji czy dobór słów, chociaż w obrębie własnej twórczości był konsekwentny - używał podobnych niekonwencjonalnych środków wyrazu w większości swoich książek. Gdy kończył akapit, po prostu wysuwał z maszyny kartkę o jeden wers i kontynuował pisanie od tego miejsca. Podobnie jak „spontaniczna proza” Jacka Kerouaca twórczość Selby’ego to zazwyczaj wartki strumień świadomości. Chcąc sobie ułatwić pisanie (żeby nie przerywać tego strumienia, lecz także z powodu ograniczeń fizycznych) zamiast apostrofów używał ukośników („/”), które znajdowały się w wygodniejszym miejscu na klawiaturze. Bardzo rzadko używał znaków zapytania, a dialogów nie wyróżniał myślnikami, tylko zamykał je w jednym akapicie, nie wskazując, kto wypowiada poszczególne kwestie. Jego pisarstwo jest pozbawione ozdobników, minimalistyczne i dosadne.

Bezpośrednią znajomość dramatów dokerów, bezdomnych, zbirów, alfonsów, transwestytów, prostytutek, homoseksualistów, narkomanów i innych ludzi z dotkniętych nędzą nizin społecznych najwyraźniej widać u Selby’ego w jego najbardziej znanej powieści Piekielny Brooklyn. Najpierw w kilku czasopismach literackich pojawiły się pierwsze wersje fragmentów „Królowa nie żyje” i „Tralala'.  Błyskawicznie zainteresowało się nimi awangardowe wydawnictwo Grove Press. Pierwsze wydanie opublikowano w 1964 roku. Książka wzbudziła wiele kontrowersji. Selby poruszył treści, które do tej pory były ignorowane lub jeszcze gorzej – zniekształcane lub idealizowane w przyjętym kanonie amerykańskiej literatury: homoseksualizm, transwestytyzm, brutalność ulicznych gangów – opisywał je z bezlitosnym realizmem.

Dotknął tematów tabu i dał głos pomijanym lub prześladowanym subkulturom i grupom społecznym. Zamiast „amerykańskiego snu” opisał „amerykański koszmar”. Na dodatek zrobił to w surowy, minimalistyczny sposób – w powieści nie wtrąca się jako narrator do tego, co mówią jego bohaterowie, nie próbuje niczego zmiękczać ani uczynić łatwiej akceptowalnym. Na początku krytycy i czytelnicy nie byli pewni, jak odebrać tę nową formułę pisarstwa. Ze względu na szczegółowe przedstawienie zachowań homoseksualnych, uzależnienia od narkotyków, zbiorowego gwałtu, a także innych przykładów ludzkiego okrucieństwa i brutalności Piekielny Brooklyn trafił na listę książek zakazanych we Włoszech, a w Wielkiej Brytanii wytoczono Selby’emu proces o szerzenie nieprzyzwoitych treści. W Ameryce już po publikacji „Tralali” w „Provincetown Review” urządzono nagonkę na wydawcę pod pretekstem sprzedaży pornografii osobie nieletniej; podczas procesu okazało się jednak, że podstawiona „ofiara” tego procederu miała 19 lat, więc sprawę umorzono. Wiele osób widziało w tej powieści jedynie graficzne przedstawienie aktów przemocy i różnych rodzajów zboczeń. Inni uważali, że głównym tematem jest upadek człowieczeństwa w ekstremalnych warunkach i śmierć duszy. Sam Selby nie chciał, żeby traktować Piekielny Brooklyn jako eksperyment socjologiczny ani antropologiczny, tylko jako sposób na osiągnięcie silnych „emocjonalnych doświadczeń” poprzez wciągnięcie czytelnika w ból i cierpienie „prawdziwych ludzi” w świecie pozbawionym miłości (najważniejszej według niego, pozytywnej siły kierującej życiem). Przekonywał, że jego bohaterowie przeżywają coś więcej niż świadomość swojej cielesności (która tak bardzo zajmuje niektórych krytyków, że nie dostrzegają emocji). Paradoksalnie, wściekłe recenzje sprawiły, że Piekielny Brooklyn szybko uzyskał status undergroundowej klasyki i budził tym większe zainteresowanie wśród czytelników, którzy przyjęli tę powieść o wiele lepiej niż ówcześni krytycy.

Jeszcze przed pierwszym wydaniem Allen Ginsberg przewidywał, że książka ta „wybuchnie nad Ameryką jak zardzewiała bomba z piekła rodem i nawet za sto lat będzie chętnie czytana”. Dzisiaj, 45 lat później wiadomo, że pierwsza część jego przepowiedni się sprawdziła, a i druga ma duże szanse się spełnić. Zwłaszcza że wciąż pojawiają się kolejne przekłady w krajach, które do tej pory omijały twórczość Selby’ego – ze względu na kontrowersyjną treść, bądź też na fakt, że z powodu specyficznego stylu stanowi ona niezwykle trudne wyzwanie dla tłumaczy. Hubert Selby Jr zawsze był moim ulubionym autorem. Żałuję, że nie zdążyłem mu podziękować osobiście, ale przynajmniej w tym posłowiu chciałbym wyrazić wdzięczność za niezwykłe emocjonalne przeżycia, których dostarczają mi jego książki, a także za ogromną satysfakcję, jaką daje przełożenie ich na język polski.





Podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Wykop
  • Œledzik
  • Twitter

Strona (1/1)

Nie znaleziono komentarzy.

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.