Asertywność w domu i zagrodzie
Autor: Agnieszka Krawczyk | Data: 01-11-2010 Kategoria: Felieton | Komentarzy: 0
„Ty to masz dużo czasu, siedzisz sobie w domu” – która matka na
macierzyńskim, wychowawczym, czy po prostu – pracująca w domu, nie
usłyszała tej głębokiej i pełnej zazdrości myśli od swoich przyjaciół/
przyjaciółek, rodziny, koleżanek z pracy, a czasami nawet – niestety i
od męża.
Tak, matka ma bardzo dużo czasu, z którym po prostu nie wie, co zrobić. Kiedy już wypiłuje pazury, pokryje je lakierem i wysuszy, zrobi sobie fryzurę-koafiurę, maseczkę, piling gruboziarnisty i co tam jeszcze, wypije kawę, zajrzy na „Pudla”, by przeczytać jakąś elektryzującą plotkę, obejrzy kilka seriali, to w końcu rzuca się na kanapę z głośnym: „Nudzi mi się!” na ustach, no bo co taka ma do roboty????
A w tym czasie jej dziecko, lat trzy i pół...
Samo grzeczniutko wstaje z łóżka i idzie do ubikacji, nie wrzeszcząc po drodze: „Mamo, zapal mi światło w łazience, mamo podetrzyj mi pupę, bo ja sobie rączki pobrudzę” (elegancik jeden, a ja to sobie niby nie pobrudzę? Jak rączki się pobrudzą, to się je myje, ot co!), „mamo zrób mi pić!”, by dojść wreszcie do najważniejszego „mamo jestem głodny”. Nie, nic takiego nie ma miejsca, dziecko przygotowuje, zjada, ubiera się i myje – SAMO.
Potem grzeczniutko się bawi NIE ROBIĄC z mieszkania slumsa Rio de Janerio, tylko po każdej sekwencji zabaw odkładając graty na miejsce, w wyniku czego, po godzinie igraszek z klockami lub karmienia plastikowych zwierząt resztką ciastek z wczoraj, NIE TRZEBA sprzątać całego mieszkania w pocie czoła (tzn. urabiać sobie rąk i nóg po łokcie - absolutnie nie). Nie wymaga też twórczego uczestnictwa matki w rysowaniu, malowaniu, wydzieraniu kolorowego papieru oraz w dziwnej zabawie pt. „teatr samochodów” (samochodziki stoją w rzędzie i coraz to któryś występuje na przód z jakimś skeczem ułożonym przez dziecko).
Matka, która ma dużo czasu nie musi też chodzić na zakupy i ciągnąć ciężkich siat, nie gotuje obiadów, bo „wszystko jest kwestią organizacji”, jak kiedyś uświadomił mnie mąż. A było to wtedy, gdy nasz syn miał pół roczku. „Wszystko jest kwestią organizacji” – usłyszałam w odpowiedzi na moją skargę, że jestem zmęczona: „Kiedy on śpi, ty też powinnaś się położyć i odpoczywać”. „A kiedy gotować obiad? Przygotowywać pranie? Sprzątać? Zmywać?” – zapytałam, bo godzina snu dziecka była jedynym momentem na wykonanie w spokoju tych barbarzyńskich czynności. Mąż zdumiał się wielce: „A po co gotować obiad? Przecież obiad JEST?”. Jak mawia jedna moja koleżanka „cycki mi opadły do kolan” po takiej radzie.
Wiecie, moje drogie – nie trzeba gotować, bo obiad JEST. Przyniosły go leśne skrzaty lub przyleciał z kosmosu. Nie ważna skąd się wziął, bo JEST. I tyle. Gary też się umyły, pranie wyprało się i rozwiesiło, potem wyprasowało i schowało po szafach. W mieszkaniu nie trzeba też sprzątać, bo jest CZYSTO. Zawsze tak jakoś było, jest i będzie.
A ty sobie po prostu siedzisz w domu i nic nie robisz, jednym słowem – masz dobrze. Ciekawe jednak, że faceci nie garną się z ochotą do tych damskich zajęć. Jakoś masowo nie porzucają pracy w korporacjach, by lenić się na kanapie, w międzyczasie (i od niechcenia) wychowując dziecko.
Bo przecież, skoro to takie miody, to czemu nie ma chętnych?
A już zupełnie źle jest, jeżeli oprócz tych wszystkich, nie wartych uwagi, czynności domowych wykonujesz jakąś powiedzmy telepracę. Przeczytałam ostatnio na forum post młodej kobiety, która skarży się, że podczas świąt wszyscy składali jej życzenia, zaczynające się od słów „a kiedy zaczniesz wreszcie pracować...”. A ona przecież pracuje – od rana do wieczora siedzi przy komputerze, robi zlecenia, projekty. Nikt z rodziny tego nie zauważa, bo prawdziwa praca to osiem godzin w biurze (lub dwanaście przy łopacie). Więc jak trzeba kogoś z familiantów podwieźć, przywieść, zrobić zakupy, wyprowadzić pieska, posprzątać mieszkanie przed uroczystością, to do kogo się zwracają? Ano właśnie. Do niej. Uczestnicy dyskusji doradzali, całkowicie słusznie, daleko posuniętą asertywność względem rodziny. „Nie mam czasu, pracuję”, winno być najlepszym lekiem na te nagabywania.
Asertywność. To także rada dla matki, która „nic nie robi”. Jak w tym dowcipie: wraca facet do domu, a tam totalny Sajgon, dzieci brudne, bajzel w każdym pokoju, klamki wysmarowane czekoladą, sok rozlany na schodach, firany w strzępach, plus walające się pojemniki po fast foodzie. W sypialni żona z książką w ręku. „Kochanie, co się stało w domu?” pyta przerażony mąż, żona odwraca się leniwie i mówi: „Pamiętasz jak zawsze dziwiłeś się, co ja takiego robię przez cały dzień w domu, że jestem zmęczona? No to właśnie dzisiaj tego nie zrobiłam!”
I w nowym roku – asertywności życzę!
Strona (1/1)
Nie znaleziono komentarzy.
Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.
PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.






