Wywiad z kandydatem na prezydenta, Grzegorzem Napieralskim!
Autor: A.Z-P. | Data: 05-18-2010 Kategoria: Ważne sprawy | Komentarzy: 0
Zapytałyśmy Grzegorza Napieralskiego o ważne, naszym zdaniem, sprawy. Pytałyśmy m.in o parytety i antykoncepcję. Przeczytajcie wywiad z kandydatem na prezydenta, Grzegorzem Napieralskim, być może spodoba się Wam to, co mówi?
Aleksandra Zumkowska-Pawłowicz: Czy kobiety, według Pana, powinny aktywniej uczestniczyć w polityce? Dlaczego?
Grzegorz Napieralski: Wszyscy i kobiety i mężczyźni powinni, moim zdaniem aktywniej włączać się w życie społeczne. Aktywność obywatelska, bo nią jest także uczestnictwo w działaniach politycznych jest Polsce i Polakom niezbędna, jeśli chcemy, by kraj rozwijał się zgodnie z naszymi pragnieniami i marzeniami. Naszych marzeń nikt za nas nie zrealizuje – musimy robić to sami. Ale rzecz jasna aktywność obywatelska kobiet jest niezbędna podwójnie. Dotąd z różnych przyczyn, przede wszystkim dlatego, że polityka była przed nimi jeśli nie zamknięta, to powiedzmy „półotwarta” jest ich po prostu bardzo mało. I to na wszystkich poziomach, tym lokalnym w miasteczku, gminie, powiecie i tym centralnym w instytucjach i organach centralnych państwa. Często powtarzamy – demokracja bez kobiet, to pół demokracji. A to też „pół prawda” – demokracja bez kobiet – to brak demokracji. Porządek demokratyczny wymaga, aby w jego tworzeniu uczestniczyli wszyscy. Jeśli w dyskursie brakuje, lub jest słabo słyszalny głos znaczącej grupy społecznej – decyzje podejmowane są obarczone ogromnym niebezpieczeństwem nietrafności. Powiedziałem, że nikt nie zrealizuje naszych pragnień i marzeń. Jeśli przyjmujemy rozwiązania wyłącznie z perspektywy mężczyzn, to one oczywiście mogą być niekiedy trafne, ale brak kobiecego spojrzenia, oceny sytuacji „kobiecym okiem” pozbawia je połowy szans na sukces. To jakby rozwiązywać zadanie matematyczne, mając pół potrzebnych danych.
Czasem się uda, czasem można trafnie coś odgadnąć, ale ryzyko błędu jest bardzo duże. A tam, gdzie rozwiązania dotyczą życia nas wszystkich, nie stać nas na podejmowanie aż takiego ryzyka. Jest także inny powód – człowiek pozostający na obrzeżu, poza marginesem debaty, nie czuje odpowiedzialności za efekty podjętych decyzji – nie ja decydowałam - mówią kobiety - nie będę się w to włączać, - to nie jest moje rozwiązanie, ja wolałabym, bo to jest niezbędne dla zaspokojenia moich potrzeb, - żeby było inaczej. I koło się zamyka – decydenci, najczęściej mężczyźni przyjmują rozwiązania nietrafne, wydają na nie bardzo dużo pieniędzy, a one później nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom. Przykład – wiele badań pokazuje, że użytkowniczkami komunikacji zbiorowej są przede wszystkim kobiety. Ale o przebiegu tras autobusowych, kolejowych itp. decydują najczęściej mężczyźni – częściej używający samochodów. I tak zamiast sieci dobrych połączeń lokalnych usprawniających dojazd do sklepów, szkół (dojazd dzieci do szkoły, to także problem, który najczęściej rozwiązują kobiety) albo placówek służby zdrowia mamy kosztowny peron i przystanek . Szybko okazuje się, że jest on ekonomicznie nietrafiony i podejmuje się decyzję o likwidacji. Nikt nie jest zadowolony, także inicjatorzy przedsięwzięcia. Zostaje „pomnik nietrafionej decyzji, świadectwo źle wydanych wspólnych funduszy”. A drugi przykład: budujemy stadiony. To dobrze, że wreszcie postawiono na rozwój kultury fizycznej i sportu. Ale niestety te stadiony nader często służyć będą wyłącznie do gry w piłkę nożną - „męska gra”. Do tego stopnia, że nie ma w nich np. szatni dla kobiet, o bieżni do biegania i infrastrukturze do uprawiania sportów lubianych przez dziewczynki, nie wspominając. I nasze stadiony służą tylko połowie społeczeństwa, a kobiety nie mają gdzie uprawiać sportu. A jeśli kobieta nie uprawia sportu, ryzyko, że nie będzie tego robić jej dziecko bardzo rośnie. I już nikomu nie chce się korzystać z tych stadionów. Dziewczynki uważają, że są gorsze, bo nikt nie pomyślał o ich potrzebach - społeczna satysfakcja z przyjętego rozwiązania znika. A poprzez zaangażowanie w proces decyzji, stajemy się ich twórcami i mamy szansę wypracować rozwiązania korzystne nie dla połowy, ale dla wszystkich. A jeśli dotyczy to działań mających wpływ na politykę całego państwa i wszystkich ludzi, jest to tym bardziej konieczne. Tragicznie zmarła Iza Jaruga – Nowacka, chyba najgłośniej i najdłużej ze wszystkich polskich polityczek opowiadająca się za zwiększeniem dostępu kobiet do procesu decyzyjnego mawiała – „złotówka ma płeć” – mówiła tak przekonując, że budowanie np. systemu podatkowego bez spojrzenia z perspektywy gender, czyli kulturowego doświadczenia kobiet prowadzi nas na manowce. Bo popatrzmy – politycy (to ich kompetencja) postanawiają zlikwidować wspólne opodatkowanie rodziców samotnie wychowujących dzieci. Decyzja dotyczy ojców i matek samodzielnie wychowujących. Z pozoru jest sprawiedliwa, ale to tylko pozór, dobrze wyglądający na papierze – bo w realu ponad 90% rodzin z jednym rodzicem, to rodziny, gdzie osobą samotnie wychowującą dzieci jest kobieta.

Decyzją pozornie sprawiedliwą krzywdzimy przede wszystkim te rodziny. A jeśli zdamy sobie sprawę, że kobiety, pomimo konstytucyjnej gwarancji równej płacy, za równą pracę, nadal zarabiają o ok. 18% mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, że częściej pracują w nisko opłacanych zawodach – takie „pozornie sprawiedliwe” decyzje powiększają przepaść i prowadzą do zjawiska dalszej feminizacji biedy. Żeby to zmieniać kobiety są w polityce niezbędne i potrzebni są świadomi tego mężczyźni.
A. Z-P: Ile jest kobiet w Pana partii?
Dużo, ale też dużo za mało, niestety parytetu płci nie osiągamy. Ale zachęcamy – chodźcie z nami – SLD chce pracować na rzecz waszego – kobiet - awansu. Chcemy szukać właściwych, opartych na waszych, kobiecych marzeniach rozwiązań. W programie Sojuszu jest to wyraźnie widoczne. W rozwiązaniach proponowanych przez samorządowych radnych i posłów SLD można to dobrze zauważyć. A w końcu to nasze rządy powołały i nadały kompetencję Pełnomocnikowi rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn oraz przyjęły Krajowy Plan działań na Rzecz Kobiet – strategię wdrażania równouprawnienia.
A.Z-P. A co konkretnie sądzi Pan o parytecie?
Jest konieczny i niezbędny, by osiągnąć to, o czym mówiłem. Demokracja – to wybory. Wyścig wyborczy, jak każdy wyścig jest sprawiedliwy. Ale pomyślmy, gdybyśmy na jednej linii startu ustawili mistrza olimpijskiego w biegach i przeciętnego, zdrowego mężczyznę – wynik oczywiście mógłby nas zaskoczyć, ale chyba jednak jest przewidywalny – wygra olimpijczyk. Bo lepiej przygotowany, bo umie rozłożyć siły, bo lepiej radzi sobie ze stresem itd. Jeśli nie wesprzemy startu kobiet do demokracji, czasowo przyjętym mechanizmem parytetu, czyli zapewnienia połowy miejsc na listach i nie rozwiniemy tego narzędzia innym – naprzemiennym umieszczeniem nazwisk kobiet i mężczyzn przynajmniej w obrębie kilku pierwszych miejsc na listach, kobiety, które w tym „wyścigu nie biegały” długo będą musiały uczyć się reguł tu obowiązujących. A my długo – specjaliści mówią, ze ok. sto lat – skazani będziemy na politykę powielającą błędne decyzje podejmowane z perspektywy połowy, a nie całości społeczeństwa. Nie stać nas na to! Państwa, których rozwój odbywa się w sposób równomierny, dające bardziej zrównoważone szanse i możliwości dawno to pojęły i stosują.
A.Z.-P. Czy w Polsce, według Pana, istnieje szeroko pojęta dyskryminacja kobiet?
Tej otwartej, zwanej „bezpośrednią” już prawie nie ma. Mamy konstytucyjne gwarancje równouprawnienia zawarte w art. 33 Konstytucji RP, mamy gwarancje poszanowania równości płci w prawie. Ale ta ukryta, zwana „pośrednią” dyskryminacja kobiet oczywiście jest powszechna. Proszę bardzo – kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni.
Można by powiedzieć, to dlaczego się na to godzą – ja zapytam dlaczego my społeczeństwo godzimy się z tym jaskrawym upośledzeniem i dlaczego my – politycy nie wdrożyliśmy dotąd żadnych narzędzi by to zmienić. Spójrzmy – do niedawna zawody medyczne ciągle były źle opłacane – teraz pensje lekarzy wzrosły, a niezbędne w procesie leczenia pielęgniarki (głównie kobiety) strajkują, bo ich zarobki są nadal niezadowalające. A sami lekarze – kardiolodzy zarabiają lepiej, zaś pediatrzy tak mało, że młodzi przestali wybierać tę trudną specjalizację i naszych dzieci zwyczajnie nie ma kto leczyć. Kardiolog, chirurg „męskie” specjalizacje, pediatra, najczęściej kobieta. Skutek - dzieci źle leczone i rzeczywiście w przyszłości więcej problemów z chorymi sercami. Albo nasze prawo karne - penalizuje wiele przestępstw. Niewątpliwie najcięższym z nich jest zabójstwo. Ponad 1/3 zabójstw w Polsce jest wynikiem przemocy w rodzinie. Przestępstwa przemocy w rodzinie tylko w 10% trafiają przed oblicze sądów, ich ofiarami są głównie kobiety i dzieci.. A społeczne przyzwolenie na molestowanie kobiet. Dyskryminacja w prawie, dyskryminacja w „oglądzie świata’. Zniesienie dyskryminacji kobiet – to prawdziwe wyzwanie XXI wieku.
A.Z.-P. Ma Pan jakiś pomysł, co zrobić problemami kobiet jak, dyskryminacja ze względu na płeć już na poziomie rozmów kwalifikacyjnych, niższe zarobki, brak możliwości zawodowych dla kobiet po 40-tce, ale także molestowaniem w pracy czy na uczelniach? Tych problemów jest więcej, wymieniłam zaledwie kilka…
Po pierwsze – nauczyć się ją dostrzegać i nazywać – to nie „pradawny obyczaj przodków” – tylko dyskryminacja. To nie opis rzeczywistości – szkolny podręcznik, w którym rzeczami ważnymi i odpoczynkiem zajmują się chłopcy i mężczyźni, a dziewczynki gotowaniem i dbaniem o urodę – to dyskryminacja. Reklama, w której kobieta sprząta i pierze a mężczyzna (z offu) poucza ją jak posłużyć się „skomplikowanym urządzeniem – dozownikiem proszku” więcej złego robi w ludzkich głowach niż zrobiłby „zakaz wstępu dla kobiet” – też ludzie by oprotestowali, wszak szanujemy kobiety – reklamy nie dostrzegają i dyskryminację przyjmują jak coś oczywistego. Każdy z nas, kto mówi do córki – posprzątaj – on (syn) ma do tego dwie lewe ręce, a ty masz przecież dużo czasu – uczy dzieci dyskryminacji kobiet. Zwalczać to wszystko można i trzeba w każdy sposób – i zmieniając niemądre treści podręczników i prowadząc dobre kampanie społeczne i zmieniając prawo by lepiej chroniło kobiety, ofiary przestępstw i karząc pracodawców za każdą niezgodną z prawem rozmowę kwalifikacyjną i za każde zwolnienie z pracy, bo zaszła w ciążę i za każdy przejaw molestowania seksualnego i organizując społeczny sprzeciw przeciw wykorzystywaniu kobiet. Każdy może tutaj coś zrobić. Ja mogę tylko obiecać – żaden lewicowy rząd, który powstanie nie będzie rządem dyskryminacji, Zadbamy o parytet płci. Bo rząd w którym ministrami są prawie wyłącznie mężczyźni, a wykonawczyniami ich poleceń kobiety, to rząd dyskryminacji.
A.Z.-P. Proszę powiedzieć, jaki jest Pana stosunek do In Vitro? Czy powinno być refundowane?
Niepłodność, niemożliwość zajścia w ciążę drogą natury, jest jedną z chorób, nasilenie której prawdopodobnie wiąże się z rozwojem cywilizacyjnym To straszna choroba, bo brak upragnionego dziecka skutkuje często innymi chorobami, np. wyniszczająca depresją, rozpadem związków. A poza tym nie ma „lepszych” i „gorszych” chorób – jeśli umiemy coś leczyć – nie wolno zaniechać leczenia. A opowieści, że metoda „in vitro’ jest skuteczna „tylko” w ok. 30% - więc nie warto jej stosować, to bajki i mity. 30% sukcesu w tej dziedzinie, to tyle ile „daje nam natura”, wszak nie każde naturalne zapłodnienie kończy się udaną ciążą. A wyzdrowienie nie może być warunkowane zasobnością portfela. Dlatego złożyliśmy dwa projekty – jeden dotyczy refundacji zapłodnienia pozaustrojowego dla potrzebujących ubezpieczonych, drugi budujący prawne warunki takiego dostępu do procedury, by chronić ludzkie prawo do szczęścia (projekt ekspercki) Oba niestety nadal czekają na pierwsze czytanie. A ten dotyczący refundacji, marszałek Komorowski po dwuletnim przetrzymywaniu w „zamrażarce”, wykorzystując śmierć prowadzącej projekt Izy Jarugi – Nowackiej i brak stosownej liczby podpisów pod projektem, chciał „z powodów regulaminowych”, wycofać. Oczywiście złożyliśmy projekt ponownie. Potrzebujemy społecznego wsparcia, by przekonać niechętnego do pracy nad nim marszałka, że konieczne jest pilne pierwsze czytanie i szybkie jego przyjęcie. Bo nikt nie powinien być „z przyczyn regulaminowych” dłużej pozbawiony możliwości leczenia. Zdrowie i szczęście z posiadania dzieci dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych!
A.Z.-P. A tabletki antykoncepcyjne, czy nie powinny stać się tańsze, łatwiej dostępne?
W spoczywającym od października 2008 roku w „zamrażarce” marszałka Komorowskiego projekcie nowelizacji ustawy O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (tzw. antyaborcyjna) jego autorka Iza Jaruga – Nowacka, która w imieniu Klubu Poselskiego Lewica prowadziła projekt zapisała:
- refundację antykoncepcji dla ubezpieczonych, a dla kobiet nie posiadających dochodów – bezrobotnych, młodych – refundację środków antykoncepcyjnych na prawach ryczałtu (kilka zł),
- objęcie refundacją antykoncepcji postkoitalnej tak ważnej dla zapobiegania ciąży u kobiet zgwałconych
- powołanie i utrzymywanie ze środków publicznych przynajmniej jednej w powiecie placówki zapewniającej usługi i edukację w zakresie metod planowania rodziny opartych na wiedzy naukowej
- zapewnienie w podstawach programowych szkół publicznych edukacji o życiu seksualnym człowieka dostosowanej do wieku i możliwości percepcyjnych dzieci i młodzieży.
To wszystko razem pozwoli wreszcie na ucywilizowanie tego obszaru życia społecznego w Polsce. Choć my, lewica zawsze będziemy dążyli do zniesienia opresji kobiet, powodowanej dyskryminująca ustawą narzuconą Polkom przez prawicę. Bo wolność wyboru czy, kiedy i ile chce się mieć dzieci – to podstawowe prawo człowieka. A przecież tylko od ludzi powinno zależeć czy i w jaki sposób chcą ze swoich praw i wolności korzystać.
A.Z.-P. Co Pan sądzi o edukacji seksualnej w polskiej szkole?
Jej brak jest powodem łez, nieszczęść i utraconych szans wielu, wielu młodych ludzi, przede wszystkim dziewcząt w Polsce. Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. dzieci, których matkami są nastolatki przed ukończeniem pełnoletniości. Oczywiście mogą być, i oby stały się szczęśliwymi kobietami i szczęśliwymi matkami. Ale tak często nie jest. Niechciana ciąża u nastolatki, samej będącej jeszcze dzieckiem rodzi dramat. Obniża drastycznie szanse edukacyjne. Jest powodem wstydu. A zbyt mała pomoc państwa, także ta finansowa przyczynia się do wejścia takich matek z dziećmi, na życiowym starcie w biedę. W Polsce tak trudno jest przekonać ludzi o konieczności i możliwości zmiany. A ponieważ na dodatek wielka opiniotwórcza instytucja, jaką jest kościół katolicki, prowadzi edukację opartą na delikatnie mówiąc mało naukowych podstawach na zmianę ciągle czekamy. Ale ona musi w końcu przyjść. Chcę ją budować, także dla moich małych jeszcze, ale przecież szybko rosnących córeczek. I jeszcze jedno – brak edukacji seksualnej – pierwszy i najważniejszy powód niechcianych ciąż ma jeszcze jeden skutek. Prawny zakaz aborcji + brak wiedzy o planowaniu poczęcia = korzystanie z „usług” podziemia aborcyjnego. A to = zagrożenie zdrowia i życia młodych kobiet + utrata zaufania do prawa, przed którym z nie ze swojej winy musi uciekać. Pamiętajmy, chociaż na szczęście dzięki oporowi społecznemu przede wszystkim kobiet udało się kobietę poddającą się aborcji zwolnić z zagrożenia karą pozbawienia wolności, uczestniczy ona w przestępczym (według prawa) procederze. Ustawa antyaborcyjna czyni z naszych dziewcząt przestępczynie, uciekające przed prawem. To jest złe rozwiązanie!
A.Z.-P. Na koniec, proszę przedstawić Pana żonę. Jest politolożką, czy będzie więc angażować się w politykę? Jaką pierwszą damą chciałaby być?
To pytanie do Małgosi. Jest wspaniałą, wykształconą, kompetentną i piękną kobietą. Ja chciałbym dla niej tego, by spełniła swoje pragnienia i by była szczęśliwa. A ja i nasze córeczki będziemy ją w tym wspierać. W jaki sposób zechce realizować swój rozwój zawodowy i swoje plany, warto pytać Małgorzatę. Każdy nasz wybór oczywiście dyskutujemy – wszak jesteśmy partnerami i wspólnie ponosimy odpowiedzialność za nasz związek. Pamiętam też, że wiele z tego, co zrozumiałem o tym, czego pragną kobiety, jak poszukiwać satysfakcjonujących je rozwiązań, zawdzięczam mojej żonie – mojej najlepszej przyjaciółce i partnerce. Pierwszą Damą, zapewniam, byłaby świetną. Choć oboje wiemy, że to trudna rola, ale Małgosia nie boi się żadnych wyzwań – za to też ją podziwiam i cenię.
Dziękuję za odpowiedzi!
Więcej o kandydacie na stronie www
Grzegorz Napieralski: Wszyscy i kobiety i mężczyźni powinni, moim zdaniem aktywniej włączać się w życie społeczne. Aktywność obywatelska, bo nią jest także uczestnictwo w działaniach politycznych jest Polsce i Polakom niezbędna, jeśli chcemy, by kraj rozwijał się zgodnie z naszymi pragnieniami i marzeniami. Naszych marzeń nikt za nas nie zrealizuje – musimy robić to sami. Ale rzecz jasna aktywność obywatelska kobiet jest niezbędna podwójnie. Dotąd z różnych przyczyn, przede wszystkim dlatego, że polityka była przed nimi jeśli nie zamknięta, to powiedzmy „półotwarta” jest ich po prostu bardzo mało. I to na wszystkich poziomach, tym lokalnym w miasteczku, gminie, powiecie i tym centralnym w instytucjach i organach centralnych państwa. Często powtarzamy – demokracja bez kobiet, to pół demokracji. A to też „pół prawda” – demokracja bez kobiet – to brak demokracji. Porządek demokratyczny wymaga, aby w jego tworzeniu uczestniczyli wszyscy. Jeśli w dyskursie brakuje, lub jest słabo słyszalny głos znaczącej grupy społecznej – decyzje podejmowane są obarczone ogromnym niebezpieczeństwem nietrafności. Powiedziałem, że nikt nie zrealizuje naszych pragnień i marzeń. Jeśli przyjmujemy rozwiązania wyłącznie z perspektywy mężczyzn, to one oczywiście mogą być niekiedy trafne, ale brak kobiecego spojrzenia, oceny sytuacji „kobiecym okiem” pozbawia je połowy szans na sukces. To jakby rozwiązywać zadanie matematyczne, mając pół potrzebnych danych.
Czasem się uda, czasem można trafnie coś odgadnąć, ale ryzyko błędu jest bardzo duże. A tam, gdzie rozwiązania dotyczą życia nas wszystkich, nie stać nas na podejmowanie aż takiego ryzyka. Jest także inny powód – człowiek pozostający na obrzeżu, poza marginesem debaty, nie czuje odpowiedzialności za efekty podjętych decyzji – nie ja decydowałam - mówią kobiety - nie będę się w to włączać, - to nie jest moje rozwiązanie, ja wolałabym, bo to jest niezbędne dla zaspokojenia moich potrzeb, - żeby było inaczej. I koło się zamyka – decydenci, najczęściej mężczyźni przyjmują rozwiązania nietrafne, wydają na nie bardzo dużo pieniędzy, a one później nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom. Przykład – wiele badań pokazuje, że użytkowniczkami komunikacji zbiorowej są przede wszystkim kobiety. Ale o przebiegu tras autobusowych, kolejowych itp. decydują najczęściej mężczyźni – częściej używający samochodów. I tak zamiast sieci dobrych połączeń lokalnych usprawniających dojazd do sklepów, szkół (dojazd dzieci do szkoły, to także problem, który najczęściej rozwiązują kobiety) albo placówek służby zdrowia mamy kosztowny peron i przystanek . Szybko okazuje się, że jest on ekonomicznie nietrafiony i podejmuje się decyzję o likwidacji. Nikt nie jest zadowolony, także inicjatorzy przedsięwzięcia. Zostaje „pomnik nietrafionej decyzji, świadectwo źle wydanych wspólnych funduszy”. A drugi przykład: budujemy stadiony. To dobrze, że wreszcie postawiono na rozwój kultury fizycznej i sportu. Ale niestety te stadiony nader często służyć będą wyłącznie do gry w piłkę nożną - „męska gra”. Do tego stopnia, że nie ma w nich np. szatni dla kobiet, o bieżni do biegania i infrastrukturze do uprawiania sportów lubianych przez dziewczynki, nie wspominając. I nasze stadiony służą tylko połowie społeczeństwa, a kobiety nie mają gdzie uprawiać sportu. A jeśli kobieta nie uprawia sportu, ryzyko, że nie będzie tego robić jej dziecko bardzo rośnie. I już nikomu nie chce się korzystać z tych stadionów. Dziewczynki uważają, że są gorsze, bo nikt nie pomyślał o ich potrzebach - społeczna satysfakcja z przyjętego rozwiązania znika. A poprzez zaangażowanie w proces decyzji, stajemy się ich twórcami i mamy szansę wypracować rozwiązania korzystne nie dla połowy, ale dla wszystkich. A jeśli dotyczy to działań mających wpływ na politykę całego państwa i wszystkich ludzi, jest to tym bardziej konieczne. Tragicznie zmarła Iza Jaruga – Nowacka, chyba najgłośniej i najdłużej ze wszystkich polskich polityczek opowiadająca się za zwiększeniem dostępu kobiet do procesu decyzyjnego mawiała – „złotówka ma płeć” – mówiła tak przekonując, że budowanie np. systemu podatkowego bez spojrzenia z perspektywy gender, czyli kulturowego doświadczenia kobiet prowadzi nas na manowce. Bo popatrzmy – politycy (to ich kompetencja) postanawiają zlikwidować wspólne opodatkowanie rodziców samotnie wychowujących dzieci. Decyzja dotyczy ojców i matek samodzielnie wychowujących. Z pozoru jest sprawiedliwa, ale to tylko pozór, dobrze wyglądający na papierze – bo w realu ponad 90% rodzin z jednym rodzicem, to rodziny, gdzie osobą samotnie wychowującą dzieci jest kobieta.

Decyzją pozornie sprawiedliwą krzywdzimy przede wszystkim te rodziny. A jeśli zdamy sobie sprawę, że kobiety, pomimo konstytucyjnej gwarancji równej płacy, za równą pracę, nadal zarabiają o ok. 18% mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, że częściej pracują w nisko opłacanych zawodach – takie „pozornie sprawiedliwe” decyzje powiększają przepaść i prowadzą do zjawiska dalszej feminizacji biedy. Żeby to zmieniać kobiety są w polityce niezbędne i potrzebni są świadomi tego mężczyźni.
A. Z-P: Ile jest kobiet w Pana partii?
Dużo, ale też dużo za mało, niestety parytetu płci nie osiągamy. Ale zachęcamy – chodźcie z nami – SLD chce pracować na rzecz waszego – kobiet - awansu. Chcemy szukać właściwych, opartych na waszych, kobiecych marzeniach rozwiązań. W programie Sojuszu jest to wyraźnie widoczne. W rozwiązaniach proponowanych przez samorządowych radnych i posłów SLD można to dobrze zauważyć. A w końcu to nasze rządy powołały i nadały kompetencję Pełnomocnikowi rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn oraz przyjęły Krajowy Plan działań na Rzecz Kobiet – strategię wdrażania równouprawnienia.
A.Z-P. A co konkretnie sądzi Pan o parytecie?
Jest konieczny i niezbędny, by osiągnąć to, o czym mówiłem. Demokracja – to wybory. Wyścig wyborczy, jak każdy wyścig jest sprawiedliwy. Ale pomyślmy, gdybyśmy na jednej linii startu ustawili mistrza olimpijskiego w biegach i przeciętnego, zdrowego mężczyznę – wynik oczywiście mógłby nas zaskoczyć, ale chyba jednak jest przewidywalny – wygra olimpijczyk. Bo lepiej przygotowany, bo umie rozłożyć siły, bo lepiej radzi sobie ze stresem itd. Jeśli nie wesprzemy startu kobiet do demokracji, czasowo przyjętym mechanizmem parytetu, czyli zapewnienia połowy miejsc na listach i nie rozwiniemy tego narzędzia innym – naprzemiennym umieszczeniem nazwisk kobiet i mężczyzn przynajmniej w obrębie kilku pierwszych miejsc na listach, kobiety, które w tym „wyścigu nie biegały” długo będą musiały uczyć się reguł tu obowiązujących. A my długo – specjaliści mówią, ze ok. sto lat – skazani będziemy na politykę powielającą błędne decyzje podejmowane z perspektywy połowy, a nie całości społeczeństwa. Nie stać nas na to! Państwa, których rozwój odbywa się w sposób równomierny, dające bardziej zrównoważone szanse i możliwości dawno to pojęły i stosują.
A.Z.-P. Czy w Polsce, według Pana, istnieje szeroko pojęta dyskryminacja kobiet?
Tej otwartej, zwanej „bezpośrednią” już prawie nie ma. Mamy konstytucyjne gwarancje równouprawnienia zawarte w art. 33 Konstytucji RP, mamy gwarancje poszanowania równości płci w prawie. Ale ta ukryta, zwana „pośrednią” dyskryminacja kobiet oczywiście jest powszechna. Proszę bardzo – kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni.
Można by powiedzieć, to dlaczego się na to godzą – ja zapytam dlaczego my społeczeństwo godzimy się z tym jaskrawym upośledzeniem i dlaczego my – politycy nie wdrożyliśmy dotąd żadnych narzędzi by to zmienić. Spójrzmy – do niedawna zawody medyczne ciągle były źle opłacane – teraz pensje lekarzy wzrosły, a niezbędne w procesie leczenia pielęgniarki (głównie kobiety) strajkują, bo ich zarobki są nadal niezadowalające. A sami lekarze – kardiolodzy zarabiają lepiej, zaś pediatrzy tak mało, że młodzi przestali wybierać tę trudną specjalizację i naszych dzieci zwyczajnie nie ma kto leczyć. Kardiolog, chirurg „męskie” specjalizacje, pediatra, najczęściej kobieta. Skutek - dzieci źle leczone i rzeczywiście w przyszłości więcej problemów z chorymi sercami. Albo nasze prawo karne - penalizuje wiele przestępstw. Niewątpliwie najcięższym z nich jest zabójstwo. Ponad 1/3 zabójstw w Polsce jest wynikiem przemocy w rodzinie. Przestępstwa przemocy w rodzinie tylko w 10% trafiają przed oblicze sądów, ich ofiarami są głównie kobiety i dzieci.. A społeczne przyzwolenie na molestowanie kobiet. Dyskryminacja w prawie, dyskryminacja w „oglądzie świata’. Zniesienie dyskryminacji kobiet – to prawdziwe wyzwanie XXI wieku.
A.Z.-P. Ma Pan jakiś pomysł, co zrobić problemami kobiet jak, dyskryminacja ze względu na płeć już na poziomie rozmów kwalifikacyjnych, niższe zarobki, brak możliwości zawodowych dla kobiet po 40-tce, ale także molestowaniem w pracy czy na uczelniach? Tych problemów jest więcej, wymieniłam zaledwie kilka…
Po pierwsze – nauczyć się ją dostrzegać i nazywać – to nie „pradawny obyczaj przodków” – tylko dyskryminacja. To nie opis rzeczywistości – szkolny podręcznik, w którym rzeczami ważnymi i odpoczynkiem zajmują się chłopcy i mężczyźni, a dziewczynki gotowaniem i dbaniem o urodę – to dyskryminacja. Reklama, w której kobieta sprząta i pierze a mężczyzna (z offu) poucza ją jak posłużyć się „skomplikowanym urządzeniem – dozownikiem proszku” więcej złego robi w ludzkich głowach niż zrobiłby „zakaz wstępu dla kobiet” – też ludzie by oprotestowali, wszak szanujemy kobiety – reklamy nie dostrzegają i dyskryminację przyjmują jak coś oczywistego. Każdy z nas, kto mówi do córki – posprzątaj – on (syn) ma do tego dwie lewe ręce, a ty masz przecież dużo czasu – uczy dzieci dyskryminacji kobiet. Zwalczać to wszystko można i trzeba w każdy sposób – i zmieniając niemądre treści podręczników i prowadząc dobre kampanie społeczne i zmieniając prawo by lepiej chroniło kobiety, ofiary przestępstw i karząc pracodawców za każdą niezgodną z prawem rozmowę kwalifikacyjną i za każde zwolnienie z pracy, bo zaszła w ciążę i za każdy przejaw molestowania seksualnego i organizując społeczny sprzeciw przeciw wykorzystywaniu kobiet. Każdy może tutaj coś zrobić. Ja mogę tylko obiecać – żaden lewicowy rząd, który powstanie nie będzie rządem dyskryminacji, Zadbamy o parytet płci. Bo rząd w którym ministrami są prawie wyłącznie mężczyźni, a wykonawczyniami ich poleceń kobiety, to rząd dyskryminacji.
A.Z.-P. Proszę powiedzieć, jaki jest Pana stosunek do In Vitro? Czy powinno być refundowane?
Niepłodność, niemożliwość zajścia w ciążę drogą natury, jest jedną z chorób, nasilenie której prawdopodobnie wiąże się z rozwojem cywilizacyjnym To straszna choroba, bo brak upragnionego dziecka skutkuje często innymi chorobami, np. wyniszczająca depresją, rozpadem związków. A poza tym nie ma „lepszych” i „gorszych” chorób – jeśli umiemy coś leczyć – nie wolno zaniechać leczenia. A opowieści, że metoda „in vitro’ jest skuteczna „tylko” w ok. 30% - więc nie warto jej stosować, to bajki i mity. 30% sukcesu w tej dziedzinie, to tyle ile „daje nam natura”, wszak nie każde naturalne zapłodnienie kończy się udaną ciążą. A wyzdrowienie nie może być warunkowane zasobnością portfela. Dlatego złożyliśmy dwa projekty – jeden dotyczy refundacji zapłodnienia pozaustrojowego dla potrzebujących ubezpieczonych, drugi budujący prawne warunki takiego dostępu do procedury, by chronić ludzkie prawo do szczęścia (projekt ekspercki) Oba niestety nadal czekają na pierwsze czytanie. A ten dotyczący refundacji, marszałek Komorowski po dwuletnim przetrzymywaniu w „zamrażarce”, wykorzystując śmierć prowadzącej projekt Izy Jarugi – Nowackiej i brak stosownej liczby podpisów pod projektem, chciał „z powodów regulaminowych”, wycofać. Oczywiście złożyliśmy projekt ponownie. Potrzebujemy społecznego wsparcia, by przekonać niechętnego do pracy nad nim marszałka, że konieczne jest pilne pierwsze czytanie i szybkie jego przyjęcie. Bo nikt nie powinien być „z przyczyn regulaminowych” dłużej pozbawiony możliwości leczenia. Zdrowie i szczęście z posiadania dzieci dla wszystkich, a nie tylko dla bogatych!
A.Z.-P. A tabletki antykoncepcyjne, czy nie powinny stać się tańsze, łatwiej dostępne?
W spoczywającym od października 2008 roku w „zamrażarce” marszałka Komorowskiego projekcie nowelizacji ustawy O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży (tzw. antyaborcyjna) jego autorka Iza Jaruga – Nowacka, która w imieniu Klubu Poselskiego Lewica prowadziła projekt zapisała:
- refundację antykoncepcji dla ubezpieczonych, a dla kobiet nie posiadających dochodów – bezrobotnych, młodych – refundację środków antykoncepcyjnych na prawach ryczałtu (kilka zł),
- objęcie refundacją antykoncepcji postkoitalnej tak ważnej dla zapobiegania ciąży u kobiet zgwałconych
- powołanie i utrzymywanie ze środków publicznych przynajmniej jednej w powiecie placówki zapewniającej usługi i edukację w zakresie metod planowania rodziny opartych na wiedzy naukowej
- zapewnienie w podstawach programowych szkół publicznych edukacji o życiu seksualnym człowieka dostosowanej do wieku i możliwości percepcyjnych dzieci i młodzieży.
To wszystko razem pozwoli wreszcie na ucywilizowanie tego obszaru życia społecznego w Polsce. Choć my, lewica zawsze będziemy dążyli do zniesienia opresji kobiet, powodowanej dyskryminująca ustawą narzuconą Polkom przez prawicę. Bo wolność wyboru czy, kiedy i ile chce się mieć dzieci – to podstawowe prawo człowieka. A przecież tylko od ludzi powinno zależeć czy i w jaki sposób chcą ze swoich praw i wolności korzystać.
A.Z.-P. Co Pan sądzi o edukacji seksualnej w polskiej szkole?
Jej brak jest powodem łez, nieszczęść i utraconych szans wielu, wielu młodych ludzi, przede wszystkim dziewcząt w Polsce. Co roku w Polsce rodzi się ponad 20 tys. dzieci, których matkami są nastolatki przed ukończeniem pełnoletniości. Oczywiście mogą być, i oby stały się szczęśliwymi kobietami i szczęśliwymi matkami. Ale tak często nie jest. Niechciana ciąża u nastolatki, samej będącej jeszcze dzieckiem rodzi dramat. Obniża drastycznie szanse edukacyjne. Jest powodem wstydu. A zbyt mała pomoc państwa, także ta finansowa przyczynia się do wejścia takich matek z dziećmi, na życiowym starcie w biedę. W Polsce tak trudno jest przekonać ludzi o konieczności i możliwości zmiany. A ponieważ na dodatek wielka opiniotwórcza instytucja, jaką jest kościół katolicki, prowadzi edukację opartą na delikatnie mówiąc mało naukowych podstawach na zmianę ciągle czekamy. Ale ona musi w końcu przyjść. Chcę ją budować, także dla moich małych jeszcze, ale przecież szybko rosnących córeczek. I jeszcze jedno – brak edukacji seksualnej – pierwszy i najważniejszy powód niechcianych ciąż ma jeszcze jeden skutek. Prawny zakaz aborcji + brak wiedzy o planowaniu poczęcia = korzystanie z „usług” podziemia aborcyjnego. A to = zagrożenie zdrowia i życia młodych kobiet + utrata zaufania do prawa, przed którym z nie ze swojej winy musi uciekać. Pamiętajmy, chociaż na szczęście dzięki oporowi społecznemu przede wszystkim kobiet udało się kobietę poddającą się aborcji zwolnić z zagrożenia karą pozbawienia wolności, uczestniczy ona w przestępczym (według prawa) procederze. Ustawa antyaborcyjna czyni z naszych dziewcząt przestępczynie, uciekające przed prawem. To jest złe rozwiązanie!
A.Z.-P. Na koniec, proszę przedstawić Pana żonę. Jest politolożką, czy będzie więc angażować się w politykę? Jaką pierwszą damą chciałaby być?
To pytanie do Małgosi. Jest wspaniałą, wykształconą, kompetentną i piękną kobietą. Ja chciałbym dla niej tego, by spełniła swoje pragnienia i by była szczęśliwa. A ja i nasze córeczki będziemy ją w tym wspierać. W jaki sposób zechce realizować swój rozwój zawodowy i swoje plany, warto pytać Małgorzatę. Każdy nasz wybór oczywiście dyskutujemy – wszak jesteśmy partnerami i wspólnie ponosimy odpowiedzialność za nasz związek. Pamiętam też, że wiele z tego, co zrozumiałem o tym, czego pragną kobiety, jak poszukiwać satysfakcjonujących je rozwiązań, zawdzięczam mojej żonie – mojej najlepszej przyjaciółce i partnerce. Pierwszą Damą, zapewniam, byłaby świetną. Choć oboje wiemy, że to trudna rola, ale Małgosia nie boi się żadnych wyzwań – za to też ją podziwiam i cenię.
Dziękuję za odpowiedzi!
Więcej o kandydacie na stronie www
Strona (1/1)
Nie znaleziono komentarzy.
Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.
PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.






