Świąteczne opowiadanie "Chwila"
Autor: Teresa Piatczyc Jachimowska | Data: 12-18-2010 Kategoria: Święta Sylwester Karnawał | Komentarzy: 1
Agata popatrzyła na choinkę. Za wcześnie ją ubrała, ale dzieci nalegały. Dla nich Mikołajki to już początek świątecznego czasu – zabawy, prezentów, słodyczy. Za każdym razem ta pierwsza chwila, kiedy na choince zabłysły lampki, wywoływała skurcz w jej żołądku. W tej jednej chwili wypowiedziane życzenie mogło się spełnić. Pomyślała o Marku – jedyne, czego chciała, to jego obecności w swoim życiu.
- Spraw, żeby był ze mną – wyszeptała nie wiadomo do kogo. – Spraw, żeby w te święta był z nami.
- Mamo, kiedy będzie obiad? – krzyknęła ze swojego pokoju córka.
- Za pół godziny! – odkrzyknęła.
Czar prysnął. Wszystko było, jak dotychczas – światełka na choince, cienie szybko kończącego się dnia. Zniknęła tylko magia.
- Zgłupiałam – mruknęła do siebie Agata i podniosła się z fotela.
Prognozy na święta nie były dobre – śnieg, mróz i zawieje. Dzieciaki szalały na śniegu. Dla nich to był kolejny podarunek na Boże Narodzenie.
- Cholera, odpal, odpal wreszcie! – zaklinała samochód.
Kolejna noc z temperaturą poniżej minus dwudziestu i kolejny raz to samo – samochód odmawiał posłuszeństwa.
- Szlag mnie w końcu trafi! – Agata kolejny raz przekręciła klucz w stacyjce.
Samochód z trudem zaskoczył. Pracujący silnik zabrzmiał jak chór aniołów.
- Wsiadajcie! – krzyknęła do dzieci.
Sama złapała skrobaczkę leżącą na fotelu pasażera i wyskoczyła z samochodu. W kieszeni kurtki zadzwoniła komórka.
- Halo!
- Cześć, córeczko.
- Cześć, tato.
- No i jak dzisiaj? Odpaliłaś samochód? Mróz u was duży? – tato jak co dzień sprawdzał, co u niej.
- Odpaliłam, cudem. Mróz okropny. Tato, kiedy przyjeżdżasz?
- No właśnie, córciu, z tym dzwonię. Nie gniewaj się, ale jednak nie przyjadę. To kawał drogi, pociągi mają takie opóźnienia. Zostanę w domu. Ty z dziećmi też się nie wybieraj. Przyjadę w styczniu.
Mimo że spodziewała się tego, posmutniała. Tato nie zostawał na święta sam. Razem z ojcem mieszkał brat z rodziną. Ale Agata? Pewnie, że święta z dzieciakami, bez nikogo więcej, to zupełny luz. Robili, co chcieli. Ale miała w tym roku ochotę na święta mniej kameralne.
- Rozumiem, tato. Masz rację, podróż teraz to nie najlepszy pomysł – powiedziała wbrew sobie.
Ciekawe, gdzie cała moja wiedza o asertywnym wyrażaniu próśb? – pomyślała. No dobra, nie ma co się rozczulać, trzeba zawieźć dzieciaki do przedszkola a potem wziąć się za robotę.
Jeszcze przez parę dni miała nadzieję, że w święta przyjedzie chociaż na jeden dzień przyjaciółka. Ale Lilka została zaproszona na całe święta do rodziny swojego faceta. Zaproszenie pojawiło się nieoczekiwanie, po długim czasie braku akceptacji związku syna ze starszą o kilka lat rozwódką. Zakrawało na cud bożonarodzeniowy. Lilka zamierzała z niego skorzystać ciekawa, co z tej wizyty wyniknie.
W Wigilię rano zadzwonił Marek.
- Cześć, jak tam przygotowania do kolacji? Pierogi ugotowane? Karp usmażony?
- Pierogi tym razem piekłam. A karp czeka jeszcze w zamrażalniku na swoje pięć minut. A co u ciebie? Już jesteś u mamusi, czy jeszcze męczysz zespół pracą?
- Skończyłem właśnie robotę. Zaraz jadę.
Cisza.
- To, co? – zaczął Marek. – Wszystkiego naj na te święta?
- Dzięki. Tobie też wszystkiego najlepszego.
Znowu cisza.
- Tato już przyjechał? – zapytał Marek.
- Nie, mrozy i śniegi go zniechęciły.
- To z kim będziecie w święta?
- Sami, we trójkę. Wiesz, to ma swoje zalety – dodała szybko. – Nic nie trzeba. Możemy snuć się w piżamach cały dzień, jeść obiad na kolację. I w ogóle będzie super.
- No tak, pewnie masz rację. Muszę kończyć. Zaraz jadę do rodziców. Jeszcze raz, wszystkiego dobrego.
- Tobie też.
Chwilę słuchała sygnału w telefonie. I po raz któryś zadała sobie pytanie: dlaczego za każdym razem zakochuję się w facecie, który mnie nie chce? Klątwa jakaś, czy dysfunkcja? Cholera, cholera, cholera jasna!
Wyciągnęła z zamrażalnika karpia. Cholera jasna. Łzy poleciały same.
O 15.00 kolacja wigilijna była gotowa. Mogliby usiąść do stołu, ale trzeba było jeszcze podłożyć prezenty pod choinkę. Może najpierw makijaż? Dla kogo? Dla siebie – powiedziała do odbicia w lustrze. Drgnęła. Dzwonek domofonu przestraszył ją.
- Tak? – odezwała się do słuchawki.
- Święty Mikołaj! Cześć, otwieraj, bo strasznie tu zimno u was.
Marek wbiegł po schodach. Niezależnie od mrozu w rozpiętym płaszczu.
- Chyba byłaś bardzo grzeczna w tym roku – uśmiechał się. – Ubieraj siebie, dzieciaki, pakuj torbę i jedziemy.
- Dokąd? - wciąż stali w drzwiach.
- O! Cześć, Marek! – z pokoju wyjrzał synek Agaty.
- Cześć, Bartek. Słyszałem, że w tym roku Mikołaj zostawił dla was prezenty gdzie indziej. Musimy tam pojechać. Nie chcesz chyba, żeby inne dziecko zabrało twój prezent?
- Pewnie, że nie chcę. A gdzie są dla nas prezenty?
- U mojej mamy.
- U twoje mamy? Chyba się Mikołajowi coś strasznie poplątało. Albo tobie – Bartek nie bardzo mógł uwierzyć, że Święty tak nawalił.
- Miał awarię sań. Do was już nie mógł dojechać, dlatego prezenty zostawił u nas.
- A inne dzieci? Prezenty dla nich też są u was? – Bartek drążył temat.
- Nie, do innych zdążył dojechać przed awarią – Marek trzymał się swojej wersji.
W drzwiach pokoju stanęła Marysia.
- Mamo, naprawdę Mikołaj zostawił prezenty dla nas u Marka mamy? – broda zaczynała jej się trząść.
- Ale żeś wymyślił – szepnęła Agata do Marka.
- Okazuje się, że tak – zwróciła się do córki. – Ale pojedziemy tam i wszystkie prezenty dostaniecie – przytuliła Marysię, po której policzkach płynęły łzy.
- A jak trafimy do Marka mamy? – zapytała pociągając nosem.
- O to się nie martw – włączył się Marek. – Zawiozę was prosto na miejsce.
Marysia się uśmiechnęła. Bartek klasnął w ręce.
- Mama, jedziemy! – krzyknął.
- Jedziemy? – Marek popatrzył na Agatę.
- Ciekawe jak wyniesiesz prezenty do samochodu tak, żeby one tego nie widziały – powiedziała cicho.
- Zaczaruję – uśmiech wypełniał go całego.
Rodzice Marka mieszkali 30 kilometrów od Warszawy. Zmierzch, śnieg na polach i wizja Wigilii spędzonej w towarzystwie Marka – Agata czuła się, jakby skrzydła urosły jej u ramion. Nie rozmawiali ze sobą, wystarczyło milczenie.
Kiedy tylko wjechali w bramę, z domu wybiegła kobieta. W ciemności lekko rozświetlonej światłami z okien Agata nie mogła ocenić, czy to mama Marka, czy siostra. Kobieta podbiegła do samochodu. Marek wysiadł a ona rzuciła mu się na szyję.
- Nie mogliśmy się już doczekać! Kolacja na stole. Dobrze, że jesteś – powiedziała i pocałowała Marka w usta.
Agata sztywnym krokiem podeszła do czule obejmującej się pary.
- Kasiu, poznaj Agatę – Marek zaczął prezentację. – Agata, to moja narzeczona, Kasia.
- Bardzo się cieszę, Marek tyle o pani opowiadał, o wspólnym projekcie, który robicie – Kasia wyciągnęła rękę do Agaty. – Kiedy zadzwonił dzisiaj i powiedział, że będzie pani sama z dziećmi w święta, od razu powiedziałam, żeby panią przywiózł. To będzie cudna wigilia! Prawda? – zwróciła się do Marka.
- Tak, kochanie – Marek czule przyciągnął do siebie Kasię.
- Tak, to będzie cudna wigilia – powtórzyła Agata. Przecież, spędzi ją z mężczyzną, w którym jest zakochana.
Strona (1/1)
bardzo smutna historia (07/01/2011 07:52) ~janina
Witaj Tereso przeczytałam to opowiadanie z łezką w oku , moze dlatego ze moje zycie jest bardzo podobne do życia bohaterki, mialam dwóch męzów z kazdego zwiazku dziecko a teraz zostalismy sami a ja boje sie nastepnych rozczarowań.
Odpowiedz
Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.






