Strona główna » Felieton » Olga Bołądź zmienia płeć? Czyli o formach żeńskich w nazwach zawodów


Olga Bołądź zmienia płeć? Czyli o formach żeńskich w nazwach zawodów


Autor: zula | Data: 02-18-2011 Kategoria: Felieton | Komentarzy: 0


 
Nie, to nie jest tekst plotkarski i nie zamieszam wdawać się w dyskusje na temat preferencji seksualnych tej pani (pana). Chodzi mi jedynie o wywiad, jaki ukazał się w „Gazecie Telewizyjnej” Gazety Wyborczej.


Na początku muszę zaznaczyć, iż nie wiem, kim ta osoba jest, oprócz tego, że wykonuje zawód aktora (nie aktorki). Po przeczytaniu wywiadu z nią wcale swojej niewiedzy nie żałuję i nie mam ochoty zajmować swojego czasu wyszukiwaniem jej  nazwiska w googlach. Z rozmowy, którą przeprowadził Rafał Bryndal dowiedziałam się, że zagrała recepcjonistkę w nieznanym mi , ale zapewne bardzo popularnym, serialu „Hotel 52”.

To, co wzbudziło moje zdziwienie, potem, nie ukrywam, oburzenie, ale i zażenowanie, to odpowiedź tej pani (pana) na pytanie Rafała Bryndala „W którym momencie poczułaś się prawdziwą aktorką?”. Olga Bołądź odpowiada, iż „Ja zawsze mówię AKTOR. Alternatywą dla aktora może być komediantka”. No tak. Aktor brzmi dumnie. Aktorka, to jakiś podrzędna jego forma. Wielkie (prawdziwe) gwiazdy światowego kina nie mają problemu w mówieniu o sobie „aktorka” i używają żeńskiej formy jako czegoś absolutnie naturalnego. W końcu są kobietami. W przeciwieństwie, jak widać, do pani (pana) Bołądź, która (który) uważa się za mężczyznę. Dlaczego tylko, do diabła, gra role kobiece? Dlaczego gra recepcjonistkę w niezwykle popularnym i zapewne przesyconym głęboką treścią serialu? Nie ma już aktorek, którym można by tę rolę powierzyć? Czyżby żadna kobieta nie chciała się podjąć zagrania tej, zapewne ważnej dla fabuły serialu, postaci?

Zostawmy jednak Olgę Bołądź i kwestię jej płci. Jest ona tylko jedną z wielu kobiet, które święcie oburzają się na… nazwanie ich kobietami. Zupełnie, jakby męskie formy nadawały im powagi i dodawały autorytetu. Jakby bycie kobietą było czymś gorszym, wstydliwym. Bo czy któraś z pań chce być nazwana prezeską? Raczej nie, one wolą być prezesami. To wszak brzmi dumnie! A nie? Lekarka, nauczycielka, dentystka… To takie błahe i niepoważne. Co innego lekarz, nauczyciel, dentysta.

Smutne to i bardzo znamienne dla naszych, polskich, realiów. Kobiety boją się być kobietami i same sobie tę rolę utrudniają. Bo to nie mężczyźni, którym zazwyczaj jest wszystko jedno, czy rozmawiają z lekarzem płci żeńskiej, czy lekarką, ale kobiety właśnie śmiertelnie oburzają się na zmianę nazwy ich zawodu na formę żeńską.

Przykre, że kobiecość tak bardzo negowana jest przez same przedstawicielki płci pięknej.  Że wciąż „psycholożka” wzbudza niesmak, „pilotka” kojarzyć się może wyłącznie z czapką, „reżyserka” z pomieszczeniem. Czas to zmienić, bo niedługo okaże się, iż płeć żeńska jest czymś, co lepiej schować pod dywan. Zamieść, zapomnieć, przypomnieć sobie o niej ewentualnie w jednym momencie. Bycia matką, bo przecież matka jest tylko jedna. Nie jeden. Ale to już temat na zupełnie inny artykuł.



Podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Wykop
  • Œledzik
  • Twitter

Strona (1/1)

zula

Nie znaleziono komentarzy.

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.