Strona główna » Reportaż » Matka Polka XXI wieku


Matka Polka XXI wieku


Autor: Aleksandra Z.P. | Data: 10-17-2006 Kategoria: Reportaż | Komentarzy: 13


 Jaka  jest współczesna matka Polka? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Bohaterki mojego reportażu łączy niewiele. Jedyne, co mają wspólne, to fakt posiadania dzieci. Pochodzą z różnych miejsc kraju, są w różnym wieku, mają różny status majątkowy. Nie znają się, nie mają wspólnych zainteresowań, ich życie płynie innymi torami. A jednak to, że wszystkie są matkami łączy je i pozwala na opisywanie ich historii pod jednym tytułem…




Iwona ma 23 lata, jest samotną matką wychowującą swojego 2-letniego synka. Mieszka w bardzo małej wsi położonej w jednym z biedniejszych części kraju, w województwie warmińsko-mazurskim. Jej dochody ograniczają się do 250 zł alimentów oraz kilkuset złotych zasiłku wychowawczego. Za każdym razem, kiedy rozmawiam z nią o dziecku i jego ojcu, płacze. Jednocześnie może opowiadać swoją historię każdemu, szuka zrozumienia i pocieszenia u każdego, kto zechce jej wysłuchać. Jej historia jest najsmutniejsza ze wszystkich, jakie usłyszałam do tej pory.


Iwona poznała swojego chłopaka na wiejskiej dyskotece. Miała wtedy 18 lat, a on, o 5 lat starszy mężczyzna wydawał się jej wtedy ideałem. Tym bardziej, że był z miasta. Imponowało jej, że chłopak z Gdańska zainteresował się taką zwykłą, wiejską dziewczyną, za jaką się uważa. Potem wszystko potoczyło się bardzo szybko. Już po kilku tygodniach znajomości wspólnie zamieszkali u jego rodziców. Dla niej było to wybawieniem od wiecznie pijanego ojca, leniwej matki, która wszystkie domowe obowiązki domowe przerzucała na Iwonę i rodzeństwa, traktującego siostrę jak służącą. Chociaż, jak sama przyznaje, źle czuła się u „teściów”, którzy patrzyli na nią z góry, wolała mieszkać kątem u nich niż u własnej rodziny. Po dwóch latach nadążyła się cudowna okazja – Patryk, chłopak Iwony, dostał propozycję pracy w Gdańsku. Mieszkać mieli u jego siostry. Iwona nie zastanawiała się nawet chwili. Wyrwać się do miasta, to było jej największe marzenie. „Chciałam mieszkać gdzieś, gdzie nikt mnie nie zna, nie obgaduje, nie komentuje każdego mojego ruchu. Czułam, że w mieście będę wreszcie wolna”. Jak bardzo złudna okazała się ta wolność Iwona zrozumiała już po kilku tygodniach. Siostra Patryka nie należała do gościnnych. Nie omieszkała nazywać dziewczyny „wiejską głupią babą”, a Patryk nie próbował nawet bronić swojej kobiety. „Często on też się ze mnie śmiał i mówił, że jestem idiotką. Obydwoje lubili się ze mnie naigrywać. Ale to i tak lepsze niż mieszkanie w mojej wsi, no i, jak dostałam pracę, wreszcie poczułam, że jestem coś warta”. Praca w hipermarkecie, dla większości ostateczność, dla niej była czynnikiem mobilizującym, dającym poczucie własnej wartości.


„Patryk już wcześniej mówił mi o dziecku. Że jest już dojrzał i chce mieć dziecko. Ale, chociaż nie chciał się zabezpieczać i nie pozwalał mi łykać pigułek, jakoś mi się udawało. Kiedy pewnego razu okres spóźnił mi się 3 tygodnie i zaczęłam bardzo źle się czuć, on był pewien, że zaszłam w ciążę. Ja miałam nadzieję, że po prostu zachorowałam na grypę żołądkową”,. To nie była grypa. Kiedy lekarz pokazał jej na USG bijące serduszko, rozpłakała się, ale nie ze szczęścia, czy wzruszenia. „Przepłakałam pół ciąży. A Patryk był szczęśliwy. Chodził dumny, że będzie ojcem. Ale mnie zaczął traktować coraz gorzej. Żałował pieniędzy na wszystko, chociaż dużo zarabiał. A ja ze swoich musiałam spłacać Providenta. Dług zaciągnęłam dla jego rodziców, którzy obiecali, że spłacą, ale nigdy tego nie zrobili”. Iwona zaczyna płakać, ale chce mówić o sobie dalej. Opowiada, że kiedy urodził się mały Bartek, niewiele się zmieniło w podejściu ojca dziecka do niej. Przeprowadzili się spowrotem na wieś, ale tym razem do większej miejscowości, gdzie wspólnie wynajmowali pokój. On pracował, ona zajmowała się dzieckiem.


Opowiada jak Patryk założył sobie Internet, ale jej nigdy nie pozwalał korzystać z niego. „Znalazł sobie nową dziewczynę i z nią rozmawiał przez komunikator. Nie chciał, żebym coś podejrzała”. Kiedy nowa dziewczyna zaczęła przyjeżdżać do ich mieszkania, Iwona powiedziała, że ma dość.  Uciekła do rodziców. Tymczasem Patryk zupełnie zapomniał o dziecku, jego dziewczyna ma 5-letnią dziewczynkę i to nią opiekuje się jak własną córką. „minął już rok, jak nie mieszkam z nim, a on od tamtego czasu tylko raz widział Bartka. Nie chce go oglądać. Kiedy dałam do sądu sprawę o alimenty, zaczął rozpuszczać o mnie straszne plotki. To było okropne! (Iwona zaczyna płakać)Chciałam od niego 500 zł alimentów, ale sędzina powiedziała, że musi mi wystarczyć połowa. On zarabia na czarno, więc nie ma legalnych dochodów. Ja znów jestem służącą. Sama zajmuję się małym, nikt mi nie pomaga. Czasami myślę o tym, żeby się zabić, ale przecież nie zostawię dziecka samego. Cieszę się teraz, że on jest. Mam chociaż kogoś, kto mnie kocha i dla kogo warto żyć. Ale tak bardzo chciałabym móc stworzyć mu prawdziwy, ciepły dom. Taki, w którym nie ma alkoholu, kłótni i bijatyk. Ale to chyba niemożliwe”.


36-letnia Małgorzata, mieszkanka stolicy, nigdy nie chciała mieć dzieci. Czuła się dobrze i bezpiecznie w związku z kochanym mężczyzną, nie potrzebne im były żadne zmiany. Obydwoje są świetnie prosperującymi prawnikami. Praca zajmuje im sporo czasu, mają go bardzo mało dla siebie i nie chcieli, żeby ktoś lub coś sprawiło, że będą go mieć jeszcze mniej. Zajście Małgosi w ciążę było dla nich ogromnym szokiem. Tak wielkim, że pierwszą myślą byłą aborcja. Duże zarobki obydwojga pozwalały nawet na zabieg za granicą, jednak w końcu nie zdecydowali się usunąć ciąży. Stwierdzili, że dadzą szansę sobie i dziecku. „Długo zwlekaliśmy, zanim powiedzieliśmy rodzinie o ciąży. Dowiedzieli się dopiero w 5 miesiącu, kiedy brzuch zaczął być widoczny. Sami nie wiedzieliśmy, czy cieszymy się, że będziemy rodzicami, czy nie, dlatego woleliśmy najpierw przywyknąć do sytuacji”. Jednak, kiedy urodziła się ich córka, obydwoje od razu się w niej zakochali. „Mąż jest całkowicie przez małą. Oczu nie może od niej oderwać, czuję, że jak będzie starsza, będzie miała wszystko, o co tylko go poprosi. Ukochana córeczka tatusia”.

Małgorzata jest typowym przykładem nowoczesnej matki. Odstawią dziecko od piersi po 3 miesiącach, żeby móc od razu wrócić do pracy i zająć się też sobą, a zanim mała skończyła pół roku, wyjechała na kilkunastodniowe wakacje zagranicę. Musiała odpocząć. „Nie robię dziecku krzywdy, przecież potrzebna jest mu szczęśliwa i wypoczęta matka, a nie wiecznie marudząca i nieszczęśliwa” – twierdzi. Potem wyjechali na wspólny, kilkudniowy urlop, dziecko zostawiając u rodziców Małgosi. Dzieckiem zajmują się na zmiany. W nocy wstają do niej po kolei. „Zdarza się, że mała budzi się kilka razy, a ja nawet tego nie zauważam, bo wstaje do niej Marcin” śmieje się Małgosia.


Zaraz po urodzeniu, Małgosia zaczęła dbać o siebie, chodzić na siłownię, do kosmetyczki, żeby nie „zgnuśnieć”, jak mówi. Jest szczęśliwą matką, ale nadal pozostaje przede wszystkim kobietą. Obydwoje z mężem zgodnie twierdzą, że taki układ jest najzdrowszy. „dziecko nie może zabierać całego życia. Musimy mieć coś także dla siebie, inaczej będziemy mieć do małej pretensje, że przez nią, straciliśmy nasze hobby, zamiłowania, że zatraciliśmy część siebie” twierdzą zgodnie.


Aga ma 28 lat i mieszka w Trójmieście. Jest w ciąży z drugą córką i trudno ją określić inaczej niż „szczęśliwa”. Starsza córeczka jest w wieku małego Bartka Iwony. Urodzili się w jednym dniu, w tym samym, gdańskim szpitalu. Jednak, gdy Iwona płakała z rozpaczy rodząc Bartka, dla Agnieszki był to najpiękniejszy moment jej życia. „Kilka miesięcy staraliśmy się o dziecko i w pewnym momencie zaczęłam się bać, że coś jest nie tak. Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście, kiedy zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym” – opowiada. Druga córcia, chociaż zaplanowana na rok później, również jest dla obydwojga szczęśliwym darem od losu. „taka wpadka, to nie wpadka. Wprawdzie chciałam jeszcze rok odetchnąć od nieprzespanych nocy i pieluch, ale teraz nie mogę się doczekać, kiedy wezmę moje drugie dziecko na ręce”


 Agnieszka jst magistrem ekonomii, pracuje w rodzinnym interesie. Ma szczęście, bo może brać córkę ze sobą do pracy, albo podrzucić ją jednej babć. Jej mąż, inżynier, nie narzeka na brak obowiązków. Jednak obydwoje starają się zawsze znaleźć czas dla dziecka.

Nie wyobrażają sobie życia bez dzieci. „Jasne, że czasem ma się ochotę wyjechać, odpocząć. Ale jak raz wyjechałam, kiedy córka miała roczek, po dwóch dniach chciałam do niej wrócić. Tęsknota okazała się silniejsza niż potrzeba odpoczynku.” Dla Agnieszki dzieci są bardzo ważne i nie wyobraża sobie, żeby mogła poświęcić ich szczęście dla kariery, czy własnych potrzeb. Najszczęśliwsza jest, kiedy wszyscy są razem. Jej mąż, wychowywany bez ojca, chociaż przyzwyczajony do nadopiekuńczości matki, uczy się uczestniczyć w obowiązkach domowych. „Krzywi się, kiedy proszę go o pomoc i czasem, kiedy wie, że w domu szykują się wielkie porządki, stara się jak najdłużej zostać w pracy. Jednak nie mogę narzekać. Chociaż pracuje ciężko, to stara się mi pomagać. Czasami, jak chyba każdy facet, lubi, żeby mu podano do stołu, żebym mu przyniosła gazetę, wtedy się wkurzam, bo wydaje mu się, że moja praca jest lżejsza, a to, co robię w domu to czysta przyjemność.”



Ich córka jest pełną radości i energii dziewczynką. Chociaż, jak przyznaje jej mama, czasem ma aż „za dobrze”, to nie wydaje się być rozpuszczona. Wszyscy tworzą szczęśliwą rodzinę. „Jasne, mamy swoje problemy. Czasami finansowe, czasem się kłócimy. Zdarza się, że jestem rozgoryczona i zmęczona. Doktorat odkładam na daleką przyszłość, chociaż tak bardzo mi na tym zależy. Ale przecież najważniejsze to być szczęśliwym w swoim domu, czuć się bezpiecznie i dawać to bezpieczeństwo swoim dzieciom”.


Trudno określić, jak wiele łączy, a ile dzieli bohaterki reportażu. Ich losy, chociaż z pozoru różne mają pewne wspólne punkty. Iwona, tak jak Małgorzata, nie chciała mieć dzieci, a teraz obydwie odnajdują się w nowych rolach. Agnieszka i Małgosia mają poczucie bezpieczeństwa, którego brakuje ich młodszej koleżance ze wsi. Wszystkie jednak chcą dla swoich dzieci jak najlepiej i bez względu na to, czy były one planowane, czy nie, nie chcą wracać do myśli, że kiedyś mogły ich nie pragnąć.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Wykop
  • Œledzik
  • Twitter

Strona (1/1)

Aleksandra Z.P.

  Komentarze do artykułu: Matka Polka XXI wieku (13)

historia  (22/10/2007 01:35) ~lek
Współczuje Iwonie (23lat) za pechowy start w dorosłość. Ale nie umiała przewidzieć jaki ten Patryk to gnojek. Ma luźne podejście do życia, ale on od zawsze robił ludziom psikusa. Słabszych poniżał i wyśmiewał. Pisze to bo znam Patryka W. i miałem mo...  Odpowiedz

bzykjać sie w wieku 13 lat to jest chore idzcie sie leczyc  (27/06/2007 11:28) ~dziwki z was są
bzykjać sie w wieku 13 lat to jest chore idzcie sie leczyc  Odpowiedz

Pierwsze dwa kom. są bardzo niesmaczne i małoprawdopodobne. Pozatym "Juzio" pisze się przez "ó"!!! J...  (06/04/2007 16:35) ~eduś19l
Pierwsze dwa kom. są bardzo niesmaczne i małoprawdopodobne. Pozatym "Juzio" pisze się przez "ó"!!! Ja mam 19 lat i jestem z moim mężczyzną od 3 i pół lat (on ma 20 lat-studiuje). Zazem zaczeliśmy zarabiać na przyszłość w wieku 16lat w sezonach letnic...  Odpowiedz

ja zaszłam w cąże w wieku 16 lat nie żałuje tego bo mam kochana córkę klaude. bardzo ją kocham tera...  (05/04/2007 13:49) ~natka
ja zaszłam w cąże w wieku 16 lat nie żałuje tego bo mam kochana córkę klaude. bardzo ją kocham teraz mam 20 lat jakoś sobe radzimy. tata klaudi ma 23  Odpowiedz

to jest patologia jezeli to prawda ale w to niee wierze  (02/04/2007 21:11) ~sebroggers
to jest patologia jezeli to prawda ale w to niee wierze  Odpowiedz

Bardzo stereotypowe potraktowanie tematu i mierny warsztat dziennikarski.   (29/03/2007 14:16) ~bbaaba
Bardzo stereotypowe potraktowanie tematu i mierny warsztat dziennikarski.  Odpowiedz

wasz po*****ało   (16/03/2007 10:24) ~chopak
wasz po*****ało  Odpowiedz

ale jestescie po***** :/  (16/03/2007 10:00) ~Franik
ale jestescie po***** :/  Odpowiedz

"Juziu"coz,wydaje mi sie,ze wyobraznie masz duza..bo przykro mi,ale nie wierze,ze w wieku 10lat posz...  (24/01/2007 19:24) ~mag
"Juziu"coz,wydaje mi sie,ze wyobraznie masz duza..bo przykro mi,ale nie wierze,ze w wieku 10lat poszlas sie "bzykac".10 letnia dziewczynka to dziecko,ktore po dobranocce idzie spac.Mylisz realne zycie z "Moda na sukces"!!!  Odpowiedz

Do czego d??y ten ?wiat je?li 10-latki maj? dzieci, jescze same s? dzie?mi, czy wy nie macie rodzic?...  (19/12/2006 16:12) ~aga
Do czego d??y ten ?wiat je?li 10-latki maj? dzieci, jescze same s? dzie?mi, czy wy nie macie rodzic?w. Przecie? 10-latki to dopiero ma?e dziewczynki kt?re powinny by? w domu i spa?. Wieszcie mi jeszcze starczy Wam czasu na dyskoteki nie mo?ecie by? s...  Odpowiedz

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.