Strona główna » Reportaż » Zapomnieć o umieraniu


Zapomnieć o umieraniu


Autor: A.Z.P | Data: 04-1-2007 Kategoria: Reportaż | Komentarzy: 6


 

Pan Waldek lubi wypić zimne piwko w ogrodzie, Piotr uwielbia opowiadać o swoje młodości na wsi, a pani Stasia kocha swoje długie włosy, które pozwala czesać tylko nielicznym. Witek, namiętny palacz i gawędziarz, trochę erotoman. Wszystkich łączy jedno – są śmiertelnie chorzy. Zostało im niewiele czasu, który spędzą w hospicjum.


Niewielkie hospicjum. „Umieralnia”. Miejsce, o którym lepiej nie mówić. Jest, ale mówi się o nim „tam”, albo po prostu „budynek”. Bo strach wypowiedzieć 'to słowo'. Jakby śmierć była zaraźliwa, jakby samo mówienie o umieraniu groziło chorobą. Przechodnie czasem ciekawie zaglądają do ogródka, gdzie w ładniejsze dni wypoczywają chorzy, inni tylko przyspieszają kroku.


„Przychodzi tu bardzo wielu wolontariuszy. Zostaje kilku. Potem ci też odchodzą, przychodzą nowi. Rotacja jest ogromna. Śmierć ich odstrasza. Część nie potrafi sprostać najważniejszej zasadzie pracy w hospicjum – nie angażuj się. Innym się po prostu nudzi, jeszcze inni nie chcą polubić kogoś, kto zaraz odejdzie. Personel też się zmienia, ale rzadziej, bo tu raczej nie trafiają przypadkowi lekarze, czy pielęgniarki” opowiada pani Urszula, która w hospicjum ma zajmować się głównie wolontariatem, ale w praktyce – jest od wszystkiego.


W budynku spotykam kilku młodych ludzi. Ewa, która jest wolontariuszką już ponad rok proponuje mi oprowadzenie po budynku, na co chętnie przystaję. Moja przewodniczka to roześmiana dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która w hospicjum „zapomina o swoich problemach”.


Urszula, (to ta pani od wszystkiego) twierdzi, że wszyscy pracownicy, czy wolontariusze, którzy tu przychodzą to ludzie z tzw. przeszłością. „Wszystkich nas spotkało coś złego. Może dlatego łatwiej nam spojrzeć śmierci w oczy, może przez to jesteśmy silniejsi” – głośno myśli


Ewa pokazuje mi sale chorych. Małe, dwuosobowe pokoje. Czysto, ale nie sterylnie. Pacjenci, którzy są w stanie i rak nie zabrał im jeszcze umiejętności jasnego myślenia, próbują udomowić swoje salki. Na ścianach kalendarze, zdjęcia rodzin, kwiatki na parapetach. Nikt im tego nie zabrania, bo dlaczego? Jak można by zakazać tych drobnych przyjemności ludziom, którym zostało tak niewiele czasu?



Dlatego nikt też nie ma pretensji do pacjentów dzielących się piwem w ogródku czy popalających w ukryciu papierosa. „Kto wie, może to ich ostatni papieros” zastanawia się jedna z pielęgniarek, którą spotykamy w sali, gdzie leży Marek. Pacjent ma około trzydziestki i chociaż chemia zabrała mu włosy, ma zniszczoną cerę i jest potwornie chudy, widać, że był bardzo przystojnym mężczyzną. Marek nie uśmiecha się, nie rozmawia. „Depresja – szepcze Ewa – Wiesz, to się tu często zdarza, szczególnie u młodych. Trudno im pomóc. A z nim to jest wyjątkowo ciężko. Wciąż chce jeździć na wyniszczającą chemię, chociaż wie, że ona już mu może tylko zaszkodzić. Wciąż próbuje się łudzić, że jest dla niego ratunek”. „ A nie ma?” pytam i sama zaskakuje się naiwnością tego pytania. Wolontariuszka nie odpowiada, tylko wzrusza ramionami.


Odwiedzamy pana Witka, który wita nas z szerokim uśmiechem. Wcześniej dowiedziałam się od mojej przewodniczki, że on nie wierzy, iz umrze. „Wiesz, wciąż jest pewny, że to nie rak, że się wyleczy, wróci do domu. Nie dociera do niego, że jest w hospicjum, zawsze mówi, że to szpital”. Pytam o jego stan. „Zostało mu pewnie kilka miesięcy, a może i nie” odpowiada. Witek mocno przytula Ewę i teatralnym szeptem pyta o papierosy i gazetę. Rozmawiamy przez chwilę, ale musimy wyjść – przyszła pielęgniarka z zastrzykiem.


Ewa wprowadza mnie do pokoju pana Piotra. Niezwykle sympatyczny i uprzejmy starszy człowiek. Rozmowa z nim jest czystą przyjemnością. Jego głos, przesycony energią zupełnie nie pasuje do wychudzonego, wymęczonego chorobą ciała. Opowiada mi o swojej młodości, o koniu, którego tak kochał, ale odebrali go Niemcy w czasie wojny. „Wie pani, to zwierze mnie tyle nauczyło, że do dziś jestem mu wdzięczny” – uśmiecha się. Chętnie zostałabym dłużej, ale Ewa mnie pogania, chce mi pokazać drugi budynek hospicjum, znajdujący się naprzeciwko tego, w którym jesteśmy.


Przechodzimy do drugiego budynku. W tym czasie Ewa opowiada smutną historię wolontariuszki Ani i umierającego Piotrka, którzy zakochali się w sobie w hospicjum. „Wiesz, że ona chciała brać z nim ślub? Ale nie zdążyła. Ceremonię planowali na czerwiec, a on umarł pod koniec maja. Widzisz, tu jest masa takich tragedii. Aż się nie chce mówić. Kiedyś był tu mały chłopiec, pięcioletni. Przychodził na dzień, na noc wracał do domu. Wszyscy płakaliśmy, jak umarł. Ale czasem się śmiejemy też, nie myśl sobie. Z pacjentami, pielęgniarkami. Inaczej wszyscy byśmy zwariowali. Bo śmiech pozwala zapomnieć. Nawet o umieraniu”.


Odwiedzamy jeszcze kilku pacjentów. Panią, która wciąż wspomina swoje piękne włosy, chłopaka, któremu zostało kilka tygodni życia, byłego żołnierza, który wciąż próbuje dyrygować personelem. Każdy z nich ma swoją historię, każdy swoją przeszłość. Są różni i nie łączy ich prawie nic. Rak rzucił ich wszystkich w to miejsce, którego nie dane im będzie opuścić.


Ewa rzuca mi na pożegnanie pytanie, czy wiem, że kiedyś było tu przedszkole i żłobek, a dziś jest hospicjum. Wiem. „No widzisz, kiedyś tu były dzieci, dziś umierają ludzie. Jakie to dziwne, nie? Kiedyś były tu niemowlaki, dziś ci umierający. Ale wiesz, oni też są trochę jak noworodki, trzeba się nimi opiekować, są tak samo bezbronni” 


Podziel się na:
  • Facebook
  • Blip
  • Wykop
  • Œledzik
  • Twitter

Strona (1/1)

A.Z.P

  Komentarze do artykułu: Zapomnieć o umieraniu (6)

Piękny artykuł  (05/12/2007 14:16) ~Aga
Byłam kiedyś wolontariuszką z racji tego,że zaszłam w ciaze musialam zrezygnowac.Wiele wspomnien,wartosciowych ludzi poznanych w hospicjum na zawsze pozostana w mojej pamieci.Dzięki pracy tam doceniam teraz zycie i ciesze sie kazdym dniem jakby mial ...  Odpowiedz

Witam. ten artykuł jest naprawde potrzebny...potrzebne sa tez rozmowy na ten temat. Piszę wlasnie pr...  (29/08/2007 11:39) ~Agata
Witam. ten artykuł jest naprawde potrzebny...potrzebne sa tez rozmowy na ten temat. Piszę wlasnie prace licencjacka na temat opieki paliatywnej. Nie wybralam tego tematu przypadkowo.Chce o tym pisać, chce o tym mowic, chce o tym myslec. Ci ludzie jes...  Odpowiedz

zulus dziekuje ci za ten artykul.dzisiaj przeczytalam go poraz kolejny i przypomnialam sobie jak ki...  (24/06/2007 04:08) ~ewa
zulus dziekuje ci za ten artykul.dzisiaj przeczytalam go poraz kolejny i przypomnialam sobie jak kiedys zylam..teraz jest inaczej niby dobrze a jednak czegos mi brakuje..moze to wlasnie tamtego miejsca w ktorym bylo magicznie,hospicjum na zawsze poz...  Odpowiedz

moj dziadek zmarl na raka nie dawno pod koniec lezal juz w hospicjum. dziekuje bogu ze sa takie miej...  (20/04/2007 23:40) ~ania
moj dziadek zmarl na raka nie dawno pod koniec lezal juz w hospicjum. dziekuje bogu ze sa takie miejsca jak to ze ludzie ktorzy tam leza odchodza z godnoscia ze zycie toczy sie tam wlasnym torem nie zaklucane przez swiat zewnetrzny. moj dziadek do sa...  Odpowiedz

Zgadzam sie z Marta. To bardzo wazny temat.. Nigdy nie wiemy co bedzie z nami. Wiemy, ze umrzemy ale...  (04/04/2007 12:06) ~Asia
Zgadzam sie z Marta. To bardzo wazny temat.. Nigdy nie wiemy co bedzie z nami. Wiemy, ze umrzemy ale myslimy ze to taaakie odlegle. A to moze sie stac za chwile. Piekny i wzruszajacy artykul.  Odpowiedz

Bardzo sie ciesze, że ktoś poruszył ten temat. Czasem chyba żyjemy bowiem tak, jakbyśmy nie wierzyli...  (03/04/2007 11:04) ~Marta Mozol
Bardzo sie ciesze, że ktoś poruszył ten temat. Czasem chyba żyjemy bowiem tak, jakbyśmy nie wierzyli w to,z e kiedyś umrzemy, a myślę, że śmierc jest niestety nam towarzyską i trzeba o niej mówić.  Odpowiedz

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.