Odpowiedź Pani Uli: „Jak dbam o skórę. Wróciłam z pracy. Ciężki dzień. 10 godzin przy biurku nie należy do najprzyjemniejszych rzeczy jakie lubię robić. I chociaż żeby, ktoś czekał w domu...tylko Mruczek zakręcił się koło moich kapci. Odbieram automatyczną sekretarkę...to znowu mama: może urlop, przemęczam się, ciągle praca i praca. Przez myśl przeszło mi tylko jedno. Gorąca, aromatyczna kąpiel w wannie. Wycisnęłam sok z grejfrutów i pomarańczy, zapaliłam świece. Zanurzyłam się, czując jak moja skóra zaczyna się relaksować. Zamknęłam oczy.. - Drin!! Ring!! Drrrrrrrin! - usłyszałam dźwięk mojego telefonu. To pewnie znów mama. Ona to ma wyczucie. Wybiegłam z wanny jak poparzona. Prawie straciłam przy tym życie, uprawiając ten ekstremalny sport jakim było przebiegnięcie z łazienki do przedpokoju. - Tak słucham? - Cześć Mała - usłyszałam męski głos w słuchawce. Mała? Mała mówili na mnie w liceum, a szczególnie to przezwisko lubiał Marek. - Mała? Z kim rozmawiam? - To ja Marek. Wiesz ile kosztowało mnie znalezienie numeru do Ciebie. Nie sądziłem, że znajde Cię jeszcze pod panieńskim nazwiskiem. - Marek. Co za niespodzianka. Tyle lat. Kiedy przyjechałeś? - czułam się jak dziecko, któremu brak słów na akademii z okazji Dnia Matki. Wyjechał z dnia na dzień, dostał wize. Czemu do mnie dzwoni? - Chyba nie sądziłaś,że będę kilkanaście kilometrów od Ciebie i nie odezwę się. Zapraszam Cię dziś na kolację. W tej knajpce na ryneczku. Tam gdzie zawsze. - Dziś, dziś nie mogę. Mam yyyyy spotkanie w sprawie ubezpieczenia samochodu. - Hmm...szkoda, jutro rano wyjeżdżam. Myślałem, że ... ale skoro nie masz czasu. Miło było usłyszeć chociaż Twój głos. - Jutro wyjeżdżasz? - był tak blisko, a ja się bałam z nim spotkać - Zadzwonię do tego ubezpieczyciela, o której ta kolacja? - I taką Cie Mała lubię, 20.00, tylko bez spóźnień. - Do zobaczenia. Odłożyłam słuchawkę, stałam owinięta ręcznikiem w moim przedpokoju. Kilka sekund wcześniej dzwonił Marek - Mareczek, najlepszy przyjaciel,. ideał faceta, niespełniona miłość. Spojrzałam w lustro, zobaczyłam 30 letnią kobietę, nie Małą, której spodziewa się Marek. Ujrzałam pierwsze zmarszczki, o depilacji nie wspomnę, moja skóra była blada...na nosie zostało kilka drobnych piegów, które pamiętały jeszcze słoneczne wakacje w Międzyzdrojach pięć lat temu. - Nie mogę iść!! - spojrzałam na Mruczka - Jak ja wyglądam! Zegar wybił 17.00. Miałam trzy godziny aby jakoś wyglądać. Poczułam się jak nastolatka, szykująca się na pierwszą randkę, jak kopciuszek przed balem. Dzielnie wkroczyłam do prywatnego salonu piękności jakim nazywałam swoją łazienkę. Plasty z woskiem, krem nawilżający, balsam do ciała, odżywka do włosów, mraseczka, perfumy, antyperspirant - wszystko znalazłam w magicznym kuferku. Szczerze, to wielu z tych cudów nie trzymałam w dłoniach od balu z okazji 10-lecia naszej firmy. Zaczęłam od depilacji, gdyż tego bałam się najbardziej. Nie byłam do końca zdecydowana czy ubrać sukienkę czy spodnie... Plasty zadziałały idealnie i poczułam jedwabiście gładką skórę. Balsam, krem do stóp. Odżywka. Po 40 minutach kuracji odmładzających czułam się o kilka lat młodsza. Zadzwoniłam jeszcze do Aśki, kiedyś wspominała o maseczce z ogórka. W momencie kiedy na mojej twarzy leżał świeżo pokrojony ogórek, ja zastanawiałam się nad kreacją. Czerwona sukienka, zielona marynarka, a może mała czarna? Na dnie szafy znalazłam lnianą sukienkę, prezent od mamy z wycieczki do Grecji. Była zwiewna, biała i dość romantyczna. Postawiłam na nią! Delikatny makijaż, perfumy, szpilki. Byłam gotowa! Wsiadłam do mojego Punciaka. Była 19 36 gdy dojechałam na miejsce. Postanowiłam rozejrzeć się po ryneczku, gdyż tak dawno tu nie byłam. Mijałam pary zakochanych, drobną panią sprzedającą słoneczniki, nawet kawiarenka z drożdżówkami nadal była na rogu ulicy Kopernika. Usiadłam na ławce. Trochę się rozmarzyłam. Na ławce obok siedział mężczyzna, jakby to powiedziała Aśka "Zabójczo przystojny" Miał piękne niebieskie oczy. Uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam ten uśmiech. Spojrzałam na zegarek - zbliżała się 20.00. Weszłam do środka knajpki. Usiadłam przy stoliku najbliżej wyjścia (zawsze tak robię nie wiadomo z jakiego powodu) Za mną wszedł ten facet z ławki obok. Uśmiechnął sie po raz drugi - jak mogłam nie poznać tego uśmiechu za pierwszy razem! - Marek!!. Przytuliłam go. - Cześć Mała. Wyglądasz pięknie! A Twoja mama mówiła, że teraz to z całą pewnością Cię nie poznam, bo jesteś typową pracoholiczką. A co ja tu widzę - Najpiękniejszą kobietę na świecie. - Mama miała trochę racji, ale warto było poświęcić się dla takiego uśmiechu......” [s] Odpowiedź Pani Grażyny: „Pielęgnacja jest dla mnie bardzo ważnym elementem każdego dnia. Jest rozpieszczeniem dla ciała, pobudzeniem dla zmysłów i przyjemnością dla ducha. Dbanie o skórę to dla mnie najważniejszy element pielęgnacji ciała. W końcu cali jesteśmy nią pokryci....Troska o nią to pewien rytuał, którego ostatni etap kończy się osiągnięciem pięknego i zdrowego wyglądu. Mimo, że żyję w ciągłym biegu,zawsze poświęcam choć parę chwil na drobne zabiegi w zaciszu własnej łazienki. Jestem zdania, że opłaca się tkwić w niej, a chociażby 2 godziny, gdyż to zaprocentuje - wyglądając olśniewająco będziemy miały także lepsze samopoczucie, będziemy czuć się piękne i emanować pozytywną energią. Będziemy czuć się świetnie w swojej skórze! Raz na tydzień lub dwa robię sobie różne zabiegi pielęgnacyjne - zarówno na skórę, jak i na włosy. Biorę sobie wtedy odprężającą kąpiel z jakimś aromatycznym olejkiem, używam różnych specjalnych szczoteczek i gąbek do ciała. Następnie dokonuję dokładnej depilacji, stosuję także złuszczający peeling. Często korzystam z darów natury - owoców,warzyw.To świetne rozwiązanie, gdy akurat nie ma pod ręką danego kosmetyku lub po prostu nie stać nas na kolejny wydatek. Szczególnie przypadł mi do gustu malinowy peeling(rozgniecione maliny wcieram w skórę, spłukuję).Skóra jest po nim gładka i świeża:)Dalej kolej na nawilżanie. Zwykle używam balsamów ujędrniająco-nawilżających zakupionych w drogerii,ale także mam ich zastępców w naturze - banany. Maseczka z banana(zgnieciony banan, miód) znakomicie nawilża i odżywia przemęczoną skórę. Stosuję ją na twarz i dłonie, choć zdarza się, że i na inne partie ciała. Wydaje się ona bardzo praktyczna, bo przydaje się nie tylko dla skóry, ale i dla włosów. Na co dzień jednak ograniczam się jedynie do prysznica i nawilżania skóry.Oczywiście,co innego jeśli chodzi o skórę twarzy. Pielęgnacja cery praktycznie zawsze wygląda tak samo i nigdy nie należy jej sobie odpuszczać! Dobry tonik,krem do odpowiedniego rodzaju cery i żel myjący powinny wystarczyć. Duża wagę przywiązuję także do pokarmów przeze mnie spożywanych. Wiadomo - odżywiając się źle,źle też wyglądamy. Złe nawyki żywieniowe nie odzwierciedlają się jedynie na wadze,ale także na całym ciele np.skórze.Ograniczam tłuszcze,jem dużo warzyw, owoców. To taka pięlęgnacja od wewnątrz.Do torebki polecam wrzucić parę suszonych moreli:)Dobre, gdy głód nas zaskoczy i mają zbawienny wpływ na skórę!” Odpowiedź Pani Adriany: "Wykonuję masaże a dzięki temu moja skóra drugie oblicze pokaże -nie opalam się na raka bo to nie zdrowa jest oznaka -stosuje rozsądne dietki bo to zapewnia piękno skórkę kobietki -noszę bawełniane stroje dzięki temu moja ciałko może ruszać na letnie podboje :))) -a jak wiadomo tego lata każda dziewczyna chce wyglądać jak Miss Świata więc często swoją skórę pielęgnuje dzięki temu lepiej się czuje -nie chce mieć nóżek jak małpeczki więc stosuje Veet plastereczki -spożywam często świeże owoce dzięki temu mam nadludzkie moce i do tego skóra moja pięknie wygląda i wiele mężczyzn na mnie spogląda :)))”