Strona główna » Reportaż » Trojaczki kończą rok - z wizytą u rodziny trojaków


Trojaczki kończą rok - z wizytą u rodziny trojaków

Autor: A.Z.-P. | Data: 12-30-2007 Kategoria: Reportaż | Komentarzy: 2


 „Adaś skończył 5 lat, a ja miałam ustabilizowaną sytuację w pracy, więc z mężem stwierdziliśmy, że najwyższy czas na drugie dziecko. To było coś koło stycznia, czy lutego. Udało się za trzecim razem.

 

 Pojechaliśmy na cudowne wczasy, a tam już nie dostałam okresu, ale byłam pewna że dostane (jak to zawsze było) bo strasznie brzuch mi rósł.” Ale jednak test ciążowy pokazał prawdę. Wyszły dwie magiczne kreski! Niestety zapał i radość szybko ostudził lekarz, który stwierdził ciążę bliźniaczą, co było wiadomością dla Ani wspaniałą, bo przecież zawsze przecież marzyła o bliźniętach, jednak stwierdził również, że takie ciąże „lubią się ronić” i polecił młodym rodzicom, żeby się nie cieszyli ani nie opowiadali bliskim o ciąży. Po co się rozczarować? – mówił. Lekarza zmienili na innego, który miał dla nich jeszcze naprawdę wspaniałą nowinę.


Ania pamięta wizytę, jakby to było wczoraj. Wciąż opowiada o swoich przezyciach z ogromnymi emocjami, a przecież minął już ponad rok! „Wchodzimy a mąż mu mówi że 5 lat temu byliśmy u niego, że mamy teraz w brzuchu bliźniaki. On na to – No, zobaczymy. Mąż wyszedł na korytarz, a ginekolog kazał mi się położyć.
Jeździ sondą po brzuchu i mówi: no są 2 zarodki...hmmm...- on z reguły śmieszek jest a teraz się taki poważny zrobił. Mówi: jeden 2cm a drugi coś większy.. i to dużo... ja już myślałam, że zemdleję, wszyscy mnie straszyli ze tak może być, i że to niebezpieczne!!
Pyta: czy wspomagała się pani hormonalnie? Odpowiadam, że nie, nawet w życiu tabletek antykoncepcyjnych nie brałam! On: on NIE jest większy, bo za nim się chowa TRZECI!!!!!!!! Macie trojaczki!  Łzy poleciały (ze szczęścia że ten jeden nie jest DUŻY ) i pytam czy poronię, a on mówi: ledwo w ciążę zaszłaś a ty mi już ronić chcesz? I wiedziałam ze jestem w dobrych rękach.”


Ciąża bliźniacza to już jest wyzwanie.Z trojaczkami jest jeszcze trudniej. Jednak moja bohaterka nie bała się wyzwań i zawsze z optymizmem patrzyła w przyszłość. Swoją radością, poczuciem humoru i miłością do zycia i dzieci mogłaby się podzielić z niejednym człowiekiem.


Chociaz dd początku wiadomo było, że Ania część z tych niesamowitych 9 miesięcy spędzi w szpitalu,  nie był to dla niej dramat, mimo, ze przeciez nikt nie lubi szpitali. Zakupy i przygotowania zaczęła dużo wcześniej, póki mogła i była na „chodzie”. Szpital okazał się nieodzowny już 14 listopada. Została w nim do końca, ale dłużej niż spodziewał się lekarz, który prorokował, że dziewczynki (wiedzieli już, że będą to córeczki) pojawią się na świecie przed Bożym Narodzeniem. Ania wprawdzie wspomina pobyt w szpitalu ciepło i miło, ale wiadomo, dom to dom....


„Dużo moich koleżanek rodziło, wypisywało się, 6 grudnia rodziły moje fajne koleżanki i zrobiło mi się smutno. One poszły na inna sale, a ja zostałam praktycznie sama na sali 6 -osobowej. Siostry przeniosły mnie na dwuosobową salę, gdzie też byłam często sama, bo chciały mi stworzyć spokój. Czytałam książki, oglądałam tv, wyciszyłam się.”

Bożego Narodzenia 2006 nie zapomni na pewno nigdy. W końcu spędziła je z dużym ( a nawet bardzo dużym ) brzuchem, a przede wszystkim, w radosnym oczekiwaniu na dzieci, które miały pojawić się już niedługo. „W święta odwiedziła mnie rodzina, w południe zjadłam z mężem i synem kolację wigilijną. Było mi jednak dosyć smutno, mało świątecznie nie powiem, ale wiedziałam ze tak trzeba. Myślałam, że wielkanocne za to cudownie spędzę, bo będę miała już dzieci.  To mnie napędzało, dawało mi siły. Właśnie to myślenie, co będzie w lutym czy marcu. Już miałam wielki brzuch, było mi ciężko. Żołądka praktycznie nie miałam, spałam prawie na siedząco, bo  co zjadłam się zwracało. Musiałam mało jeść, a z czegoś dzieci musiały przecież rosnąć”. Ze świąt pamięta jeszcze też małą choinkę przywiezioną przez bliskich i aniołki. Dostała je w prezencie od sympatycznych pielęgniarek, które dbały o nią jak o własną córkę.

„W szpitalu czułam się wspaniale, stworzyły mi tam siostrzyczki rodzinną atmosferę, zżyłam się z nimi, z lekarzami również. Poznałam świetne koleżanki, z niektórymi się kumpluje do dziś!  Teraz założyłam forum dziecięce, gdzie je wszystkie ściągam, żeby mi się przypadkiem nie zagubiły!”

Sylwester wcale nie był smutny, jak się można spodziewać po szpitalnej atmosferze. Udało się spędzić go w miłym i wesołym gronie, a to przecież najważniejsze. Nie gdzie, a z kim! „Sylwestra spędziłyśmy niesamowicie wesoło i było naprawdę świetnie!  Każdy lekarz miał wymyślone przez nas przezwisko (podobno zostały im one do dziś”. Nawet stojak na kroplówkę miał zaszczyt otrzymać imię – Eryk.

Tymczasem godzina zera zbliżała się wielkimi krokami. „Rozpakowanie”, jak nazywa to Ania, czyli poród przez cesarkę zaplanowano na 12 stycznia. W ten wielki dzień Ania ubrała się, umalowała, zjadła „ostatnie normalne śniadanie i czekoladę”, bo wiadomo, potem jak się karmi niewiele można jeść i czekała na badania ktg. Okazało się, że natura piękne zgrała się z planami lekarzy. Wyszły skurcze, więc poród był jak najbardziej trafiony w czas! Wszystko zaczęło się dziać szybko, tak bardzo, że Ania nie mogła wciąż uwierzyć, że to teraz, zaraz, JUŻ! Tyle czekania, niepokojów, lęków, a to ma tak po prostu przyjść teraz? Strach mieszał się z nadzieją, lęk z ogromnym szczęściem i poczuciem ulgi.




Ania wspomina poród i to, co się wtedy działo „Pamiętam, jak mnie wieźli, to prosiłam by dzieci zostały w jednym szpitalu. U nas zawsze jak jest cos nie tak i nie ma miejsca, to dzieci są rozrzucane po różnych szpitalach. Nie wiedziałam jakbym zniosła rozłąkę z choćby  jednym dzieckiem! Po cięciu, jak się obudziłam, pierwsze o co zapytałam męża to właśnie o, czy są zdrowe. A on był taki szczęśliwy i mówił, że zdrowe i że w szpitalu zostają ze mną.”
To, jaka była wtedy szczęśliwa trudno opisać słowami. Urodziły się jej wyczekane córeczki. Zdrowe i silne. Czy można sobie wyobrazić większe szczęście?

„Po cesarce już po 4 godzinach przyszła siostra i mówi:  mama jedziemy do dzieci!! Mówię - super!! a tu ZONK... nie mogę wstać. Godzinę wstawałam z łóżka, ale potem się zebrałam i doszłam do siebie szybko, mimo że miałam silne dawki oksytocyny, ze względu na wielką macicę. Postanowiłam nie dać się bólowi! bo to w końcu tylko macica boli, a jej nic nie będzie jak się ją trochę pogimnastykuje.” Tymczasem dzieci czekały na mamę w inkubatorach. Na szczęście, same oddychały, tyko malutkiej Emce trzeba było podawać tlen. Obyło się też bez reanimacji, co świadczyło, że dziaciaczki są zdrowe. Ania obawiała się wielu trudności, dużo czytała na temat trojaczków, porodów kilku dzieci i wiedziała, co może ją i dzieci czekać. Na szczęście, nic złego się nie wydarzyło. Udało się i nic nie stanęło na przeszkodzie szczęściu.

Powrót do domu był wielkim świętem. „Wróciliśmy do domu, a dzieci zabierałam każde z osobna, sama tak zdecydowałam, żeby się dobrze przygotować. W końcu nie było mnie w domu 3 miesiące!” Dzieci spisywały się na medal. Nie było kolek, płaczu, jadły i spały jak trzeba. Urodziły się Ani idealne trojaczki. W pewnym momencie stwierdziła, że czas wybrać się do biblioteki, bo w domu tak nudno... Oczywiście nie jest tak codziennie. Dzieci rosną, a z nimi potrzeby, a i problemy bywają różne. Mniejsze i większe. Jest też brat trojaczków, który przecież wymaga opieki i miłości, tak samo jak jego siostry. Przydaje się więc pomoc mamy i babci, które są absolutnie zakochane we wnuczkach. Teściowa Ani na pewno dzieliłaby radość z nimi, ale niestety zmarła, co rodzina bardzo przeżyła...

Chociaż to trojaczki, każda z dziewczynek ma inny charakter. Ania śmieje się, że ma bliźniaczki i ich siostrę, bo dwie dziewczynki podobne są do siebie jak krople wody, a trzecia jest zupełnie inna. Z zachowania jednak każda ma swoje upodobania i wszystkie trzy to wielkie indywidualistki.

Kiedy rozmawiałam z Anią, przygotowywała się do świąt Bożego Narodzenia. W domu panowała atmosfera przedświąteczna, dzieci ze zdziwieniem oglądały dwie małe choinki. Na trzecią nie starczyło już miejsca... Rodzina czekała na wigilię, żeby w końcu być w komplecie i cieszyć się sobą bez przeszkód. Nie może też doczekać się hucznego roczku dziewczynek, który zbliża się wielkimi krokami.

Niedługo dziewczynki skończą rok. Minęło tak szybko! Jeszcze niedawno leżała w szpitalu oczekując na swoje dzieci, a dziś małe szkraby raczkują, śmieją się i rozrabiają razem z bratem, który je uwielbia... Życie mamy z czwórką dzieci może nie należy do najprostszych, ale Ania jest jedną z najszczęśliwszych i najbardziej optymistycznych mam, jakie znam! Czasami, patrząc na roześmiane twarzy dzieci myśli, jak wiele ma szczęścia w życiu i jak dużo dostała w darze od losu..

 

 

fot. archiwum domowe
 

-->

Strona (1/1)

A.Z.-P.

  Komentarze do artykułu: Trojaczki kończą rok - z wizytą u rodziny trojaków... (2)

Sto Lat Kozy :)  (02/01/2008 20:16) ~24lena
Podpisuje sie pod poprzedniczka,ze Ania jest wspanialo po-czworna mama :)Wiele z Nas,zazdrosci jej zorganizowania i tego ze bedac mama 4 dzieci jest zawsze ppoGODNA,usmiechnieta i potrafi znalezc czas dla siebie.Kozy (bo tak nazywamy dziewczyny na fo...  Odpowiedz

Sto lat !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!  (02/01/2008 19:14) ~marysiowamama
Potwierdzam Ania jest najbardziej optymistyczną mamą jaką znam. To już rok jak czekaliśmy na forum ze zniecierpliwieniem na wieści o Kozach...Sto lat dla Dziewczyn i Adasia !!!  Odpowiedz

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.