Małgosia (tak ją będę nazywać, nie chce podawać swojego prawdziwego imienia) ma 21 lat, mieszka w niewielkim mieście na północy Polski. Nie pamięta, żeby ojciec był dla niej przynajmniej raz w życiu miły. Wieczne awantury, problemy. Kiedy była dzieckiem, mieszkała razem z mamą, ojcem i dwójką rodzeństwa (ma jeszcze starszą siostrę i młodszego brata) w jednopokojowym mieszkanku. Gnieździli się w tym pokoiku, wszyscy na jednej kupie, nikt nie miał swojego kąta. Zenek - ojciec wiecznie oglądał telewizję, albo pił piwo z kolegami. Małgosia, kiedy chodziła do podstawówki nie miała szans na przygotowanie się do lekcji, bo jak uczyć się, kiedy ojciec wyzywa matkę, ona płacze, siostra krzyczy, że się zabije? Mimo wszystko, lubiła tamta okolicę, sąsiadów, to tam miała swojego pierwszego kota... - Do swojego pierwszego mieszkania zawsze ma się sentyment. Tam nie było tak źle, ładne otoczenie, mili ludzie... Ale ten jeden pokój, to był koszmar. Kiedy przeprowadziliśmy się do trzypokojowego mieszkania, przynajmniej było się gdzie schować. Jej mama jeszcze (jak długo będzie pracować, tego nie wiedzą)pracuje w szpitalu, jest salową i oczywiście zarabia grosze. Ojciec nie daje na dom ani złotówki ze swojej renty, wszystko przepija. Są biedni.- Umarlibyśmy z głodu, gdyby nie mój chłopak. Nie zarabia wiele, ale nigdy nie odmówił nam pomocy. Nie raz i nie dwadzieścia zapełniał naszą pustą lodówkę. Dla Zenka to nic nie znaczy. Wyrzucił go z domu, nie pozwolił wracać. A ja nie mam wyjścia! Rozumiesz? Muszę wracać. Nie zostawię mamy i brata. No i oczywiście zwierzaków - kota Maćka i wesołego kundelka Kuby - śmieje się. Najgorzej, kiedy wraca do domu pijany. Drze się niemiłosiernie, nieraz już uderzył jej mamę. Policja, wzywana przez sąsiadów, a czasem przez mamę, albo Małgosie (jak się uda wyjść do telefonu, bo ich domowy ojciec dawno wyłączył, a zarejestrowany był na niego) przyjeżdża, czasem zabiera go na izbę wytrzeźwień. Ale po powrocie wszystko zaczyna się od nowa. Ostatnio prawie codziennie jest tak samo. Wrzask, płacz, policja... Spotkałam się z przyjaciółką Małgosi, Asią, która jest jasnowłosą, atrakcyjną dziewczyną i nieraz była świadkiem takiej awantury. Kiedy o tym mówi, łzy stają jej w gardle. - Najgorsze jest to, że ja nie wiem, jak jej pomóc! Byłam przy tym, kiedy jej ojciec szalał. To było straszne. Chciał wyskoczyć przez okno, darł się, że jak się zabije, to będzie na Małgośkę i jej mamę. Wyzywał je, tak potwornie głośno krzyczał. Jak to jest, że w takim podobno cywilizowanym kraju dzieją się takie rzeczy? Przecież on dawno powinien siedzieć. Policja jest u nich prawie codziennie i co? I nic! Asia, zupełnie nie wie, co robić. Jak pomóc? Jeśli będzie trzeba, stawi się w sądzie, jako świadek. Ale póki co, o żadnej rozprawie nie ma mowy. - Ostatnio sprzedał radio, które brat dostał na pierwszą komunię. Dzieciak strasznie to przeżył, to jedyna rzecz, którą miał na własność. A on po prostu wyniósł je i za 50 zł sprzedał. Na wódkę.Pewnego dnia nie wytrzymali, z bratem i mamą uciekli od ojca. Przez pół roku Małgosia mieszkała u babci, czasem u koleżanek, kiedy babcia miała dość.. Przecież u starszej pani mieszka brat matki, a kiedy wprowadziła się ona z mamą i bratem, to już było za dużo. Zresztą wujek nie przepada za "hałasem w domu" i bardzo wyraźnie dawał do zrozumienia, że nie życzy sobie, żeby w domu jego matki ktoś jeszcze mieszkał.- Rodzinę też mam fajną, co? Ale Zenek (ojciec) tyle razy ich wszystkich nawyzywał, że czasem im się nie dziwię, że mają nas dosyć... Siostra Małgosi jest teraz w Szwajcarii. Tylko dzięki Gosi. Ponad rok temu pracowała w hospicjum. Nie dla pieniędzy, ona po prostu musi pomagać ludziom. Zaprzyjaźniła się ze straszą panią, która pokochała ją jak wnuczkę. Małgosię polubiła cała rodzina, a najbardziej, córka umierającej. Pomogła jej znajdując pracę za granicą, w Szwajcarii. Pracowała tam rok, jako opiekunka do dzieci. -Poznałam normalne życie, nauczyłam się francuskiego, no i wiem, co to internet, bo korzystałam z niego codziennie - śmieje się. Teraz wróciła do kraju, a na jej miejsce, pojechała starsza siostra. Wszyscy pytają dlaczego wróciłam, ty chociaż nie pytaj - prosi. Nie muszę pytać. Doskonale ją rozumiem. W Polsce jest jej matka i brat, którzy jej potrzebują. Tutaj jest tez miłość jej życia, chłopak, z którym planują małżeństwo, mają nawet pokój u niego w domu, w którym będą mieszkać, ale są tam tylko gołe ściany i nowe okna. -Tylko na to starczyło pieniędzy. Bo skąd mamy je brać? Pieniądze, które zarabiałam w Szwajcarii wysyłałam do domu. Dla siebie niewiele zostawiłam Na kolejną rozmowę umowiłam się z Małgosią w jej domu. Ojciec był akurat "dość trzeźwy". Jak tylko mnie zobaczył, zamknął się na klucz w swoim pokoju. - Zobaczysz, że jak wyjdziesz, zrobi mi awanturę. Że do mnie przychodzą goście, a do niego nie. Ale na szczęście akurat nie ma kasy, to się pewnie nie upije i będzie dość spokojnie.Mama Małgosi to miła, smutna kobieta. Wygląda starzej niż jest w rzeczywistości. Mówi, że nie ma już sił rozmawiać o tym, co się dzieje. Nie umie pomóc sobie, ani Małgosi. Ma coraz mniej siły, żeby walczyć. Małgosia opowiada, że z matką już coraz gorzej. Leczy się psychiatrycznie, sama zaczyna pić. - Co ja bym zrobiła, gdyby nie Małgosia? Ona mi pomaga, podtrzymuje na duchu, daje nadzieję, że kiedyś się z tego wyrwiemy. To moja najlepsza i jedyna przyjaciółka! Teraz, kiedy pracuje też jest nam łatwiej. Znalazła pracę w sklepie. - Straszna harówa, pracodawcy też mnie zbyt dobrze nie traktują - mówi Małgosia. - ale cieszę się, że ją mam, tam odpoczywam od domowych awantur, pracuję z ludźmi, którzy mają zupełnie inne problemy niż ja. Czasem im tego zazdroszczę. Ja nie zawsze potrafię ich zrozumieć, ani oni mnie. No bo jak można się martwić, że nie ma się pieniędzy na nową kurtkę, kiedy ja się boję za co jutro zjem obiad z rodziną? Szkoda tylko, że nie wiem, jak długo będę pracować. Codziennie boję się, że mnie wywalą.... Po pracy musi wracać do domu. A tam? Ciągle to samo. Ojciec niedawno straszył ją, że pozabija ich wszystkich. -Straszył mnie, że mnie zabije, bo woli siedzieć w więzieniu, niż widzieć mnie żywą. Moja matka tez ma już dosyć, kto wytrzymałby psychicznie tyle lat strachu? Pytam, dlaczego jej mama nie wzięła rozwodu.-A co to zmieni, jak się rozejdą? Przecież wszystko zapisane jest na niego i tak będą mieszkać razem. Zresztą, rozwód kosztuje. A skąd mamy wziąć pieniądze?Policja o wszystkim wie, dzielnicowy doskonale zna ich sprawę. Jakoś nikt nie pali się, żeby im pomóc. Ojciec w tym czasie systematycznie doprowadza do ruiny całą rodzinę. W szale niszczy wszystko, co znajdzie na swojej drodze. Drzwi, wazon, stół - wiele sprzętów w domu "poczuło" wściekłość Zenka. Rzucił o ziemie komórką, którą Małgosia dostała od chłopaka. Całe życie Małgosi to walka o przetrwanie. Jej marzenie to normalne życie. Bez alkoholu, bez awantur. -Wystarczy mi stary maluch mojego chłopaka i ten maleńki pokoik. Chcę mieć dziecko, które będzie kochane, pracę i pieniądze, żeby raz na jakiś czas skoczyć nad morze. No i żeby mama z bratem byli szczęśliwi. Żeby się od niego uwolnili. Marzę o tym, żeby mama wzięła rozwód, a on? Powinien siedzieć. Za zmarnowane życie mojej matki, za moją i siostry zmarnowaną młodość i dzieciństwo brata - mówi z błyszczącymi od coraz trudniej ukrywanych łez oczami. Czy to się spełni? Trudno powiedzieć... Rozmawiałam z nią niedawno. Ojciec śpi z siekiera przy łóżku i grozi, że ich wszystkich pozabija. Wszystkim naokoło opowiada, że to matka Małgosi jest nienormalna... A matka bierze Relanium, jej psychika jest coraz słabsza... No bo ile można? A policja? Przyjeżdża prawie codziennie. Kiedy byli ostatnio, jeden z miłych młodych chłopaków wzruszył ramionami i powiedział, że nic nie może zrobić. Na pytanie, po co oni w takim razie są wzruszył ramionami i wymruczał tylko coś, o prawie, którego nie mają. Małgosia z mamą kolejny raz były u dzielnicowego, w prokuraturze. I co? I nic.... Niektóre imiona zostały zmienione na prośbę bohaterów reportażu.