Typy miłości, Alexander Avila

Autor: | Data: 11-19-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

    Prosty system pozwalający  zawęzić grono potencjalnych partnerów i znaleźć miłość swojego życia  

Przeczytaj artykuł »  

To wszystko wina twoich rodziców? Poradnik o związkach

Autor: | Data: 10-16-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

Poradnik o związkach "To wszystko wina twoich rodziców?"

Przeczytaj artykuł »  

Dobre Ciało Eve Ensler

Autor: | Data: 06-25-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

To kolejna książka autorki słynnych „Monologów Waginy”. Tym razem Eve Ensler podejmuje temat kobiecych ciał, które sprawiają ich posiadaczkom wiele kłopotów. Kompleksy na punkcie brzucha mogą zabić radość życia i jakkolwiek by to banalnie i płytko nie brzmiało, wiele kobiet wstydliwie zakrywających „oponki” zrozumie, o czym mowa.

Przeczytaj artykuł »  

Glenys Carl,

Autor: | Data: 06-13-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

Glenys Carl, matka trzech dorastających synów, dowiaduje się, że najmłodszy z nich, dwudziestojednoletni Scott uległ poważnemu wypadkowi i w stanie śpiączki przebywa w szpitalu w Sydney. Glenys opuszcza zimną Europę, by na drugim końcu świata zmierzyć się z budzącą lęk rzeczywistością, która na zawsze odmieni jej życie. Scott, na skutek doznanego urazu mózgu, pogrążony jest w sztucznym, głębokim śnie. Szanse na to, że się obudzi, są znikome. Choć rokowania są tak niepomyślne, matka podejmuje rozpaczliwą walkę o odzyskanie syna - o jego przebudzenie, a potem przywrócenie mu sprawności. Odzyskanie świadomości oznacza dla młodego człowieka rozpoczęcie długiej, wymagającej ogromnego nakładu sił i środków rehabilitacji. Scott nigdy nie traci chęci życia. Opieka najbliższej rodziny jednak nie wystarcza. Niespodziewanie, cenna pomoc przychodzi ze strony obcych ludzi, wolontariuszy, którzy w Australii, a potem w Anglii zjawiają się tłumnie, oferując swój czas, najlepsze chęci i umiejętności. Przez otwarty, pełen serdecznego ciepła, dom Scotta i jego dzielnej matki przewijają się niezliczeni ochotnicy. Każdy z nich coś po sobie zostawia i każdy dostaje w zamian odrobinę z tej niezwykłej, niewidocznej aury otaczającej Scotta i Glenys.W twoich rękach to prawdziwa, wzruszająca opowieść matki o zmaganiach z chorobą i niespodziewanym kalectwem ukochanego syna. Opowieść o tym, jak błyskawicznie i nieodwracalnie odmienia się los i jak trudne wyzwania stawia przed nami życie. Przede wszystkim jednak, jest to historia o wielkiej miłości, niesłabnącej nadziei i wierze w ludzi i w siłę niesionej przez nich bezinteresownej pomocy. FRAGMENT KSIĄŻKI:Gdyby ta historia była hollywoodzkim scenariuszem, Scott zbudziłby się z ziewnięciem i leniwym uśmieszkiem na wargach, ni stąd, ni zowąd wyciągnął do mnie rękę i poprosił o wielkie lody czekoladowe. Takie filmy są jednak fikcją i nie mają nic wspólnego z tym, jak wygląda przebudzenie po trzech miesiącach głębokiej śpiączki spowodowanej urazem głowy. Z atrofią mięśni i utratą masy ciała. Z przykurczem ścięgien i wiązadeł, powodującym zgięcie kolan i ramion. W pozycji poziomej krew w ciele jest rozdzielana równo. Rozleniwione serce prawie zapomina, jak pompować, więc nawet najmniejszy ruch może je sforsować i prowadzić do szybkiego wyczerpania. Pozbawiony stymulacji mózg traci sprawność do tego stopnia, że nawet najprostsze myśli wymagają wielkiego wysiłku. Czasem część pamięci zostaje zatarta, jakby taśmę wideo zbliżono do magnesu. Przebudzenie z głębokiej śpiączki to tygodnie, a czasem miesiące żmudnej terapii, której wynik jest niepewny. Oprócz cierpień związanych z następstwami śpiączki Scott ma uszkodzenie mózgu i tkanki nerwowej spowodowane upadkiem z wysokości.[s]Pierwszym znakiem przebudzenia Scotta jest prawie niezauważalny ruch powieki. Siedzę na łóżku, lekko trzymając syna za rękę, gdy dostrzegam to drgnienie. Natychmiast pochylam się i z napięciem wpatruję się w jego twarz, a trwa to chyba całą wieczność.I znowu drgnienie, a właściwie już nawet wątłe mrugnięcie. Scott mruga raz, potem drugi i jedna z jego powiek odrobinę się unosi. Tworzy jedynie szparkę, przez którą widzę jednak jego oko. Czy patrzy na mnie? Serce bije mi mocniej, oddech staje się płytki, dłonie wilgotnieją od potu. Przez wiele miesięcy Scott leżał z mocno zaciśniętymi powiekami, tak długo, że w końcu zwątpiłam, czy pamiętam kolor jego oczu. Aż nagle przyszła chwila, że świat, w którym został uwięziony, zaczął się otwierać, jakby istniała szansa, że z poczwarki wylęgnie się jeszcze motyl.Mocno trzymam go za rękę.- Scotty - szepczę - słyszysz mnie? Jeśli tak, uściśnij moją rękę.Czekam na odpowiedź, starając się zapanować nad własną gęsią skórką i przyśpieszonym oddechem z lęku, że przegapię jakiś znak. Po kilku minutach powoli powtarzam polecenie i znów czekam zawieszona w próżni. I wtedy to czuję. Nacisk na moją dłoń, tak nieznaczny, jakby sfrunęło mi na rękę piórko. Wrażenie jest jednak niewątpliwe, a ruch celowy. Serce mi rośnie.- Jak się pani dziś czuje, Glenys? - rozlega się cichy głos za moimi plecami.Nie słyszałam wejścia doktora Crochesa, ale nie śmiem się odwrócić. Scott i ja porozumiewamy się. Nawet więcej, przesyłam mu swoją energię, dostarczam paliwa jego duchowi, daję mu siłę, wzbudzam pragnienie zerwania więzów snu. Gdybym się teraz odwróciła, mogłabym go zawrócić na tej drodze.- Scotty się budzi - słyszę swój głos. - Otworzył jedno oko. Mówiłam do niego, a on zareagował, uścisnął moją rękę.Doktor Croches podchodzi do Scotta, pochyla się nad łóżkiem i przesuwa mu rękę przed twarzą, aby sprawdzić, czy jest reakcja oczu. Nie dostrzega niczego, więc unosi Scottowi powiekę. Oko wydaje się nieruchome, nie kieruje spojrzenia na określony punkt, ale piwna tęczówka kurczy się pod wpływem światła. Doktor Croches cofa się i staje ze skrzyżowanymi ramionami, głęboko zamyślony.- Widocznie cuda się zdarzają - mówi cicho, bardziej do siebie niż do mnie. Czuję na ramieniu dotyk jego ciepłej ręki, milczące potwierdzenie tego, że mam całkowitą rację, że moja wiara się potwierdza, że pokonaliśmy pewien próg wbrew niewiarygodnie małej szansie.Moje myśli są jednak gdzie indziej, próbują porządkować nieznane. Mój syn zaczął się budzić, ale co dalej? Radość z małego zwycięstwa nie zmniejszy ciężaru pozostałych problemów. Czy Scott upodobni się do warzywa? Czy jeszcze kiedykolwiek będzie chodził lub chociaż mówił? Jak długo potrwa, zanim szpital nas wyeksmituje? Wiza Scotta wygasła już dawno, wiem więc, że to tylko kwestia czasu. Gdzie się podziejemy? Żyj chwilą, nakazuje mi głos wewnętrzny. Rób, co możesz zrobić dzisiaj, i ufaj, że poradzisz sobie z jutrem. (…)Scott stopniowo odzyskuje siły. Po kilku dniach otwiera już dwoje oczu. Jest wciąż za słaby, by poruszyć głową, ale odkąd jego mózg ponownie zaczął pracować, porusza gałkami ocznymi i mruga, powoli wędrując wzrokiem po pokoju, by zebrać trochę informacji, póki zmęczony nie zapadnie znowu w sen. Kiedy indziej tylko otwiera oczy i gapi się w sufit, nieobecny, bez najmniejszego drgnienia powieki, nie próbując nawet skupić wzroku, jakby jego umysł nie był w stanie uwolnić się od grawitacji tego drugiego świata.- Nie bój się - mówię mu. - Nie możesz mówić, bo masz w tchawicy rurkę intubacyjną. Kiedy lekarze ją usuną, to się odmieni. Miałeś wypadek, Scott, ale powoli zdrowiejesz. Chcę, żebyś czuł się bezpiecznie i spokojnie dochodził do siebie.W następnych dniach zdwajam wysiłki nad posunięciem naprzód jego rehabilitacji. Czytam mu więcej i bardziej zdecydowanym tonem, przekonana, że nawet gdy śpi, słowa pobudzają jego mózg. Z nową energią masuję mu dłonie i palce, powoli i ostrożnie poruszam zdrowym prawym ramieniem i manipuluję stopami, aby rozruszać ścięgna Achillesa. Wyczuwam jednak, że stąpam po cienkiej linie. Nadmiar stymulacji grozi większymi szkodami niż jej niedomiar. Przeciążony mózg Scotta mógłby zamknąć się na informacje i szukać schronienia w spokoju śpiączki. Jak wiele trzeba, żeby było za wiele? Gdzie jest języczek u wagi? Skąd będę to wiedzieć? Nie zadawaj pytań, poucza mnie głos wewnętrzny. Zaufaj swoim odczuciom, zaufaj temu, co mówi ci Scotty. Jakby w odpowiedzi na moją determinację jego ciało reaguje. Każdego dnia jest przytomny nieco dłużej. Trochę bardziej zgina palce i przy mojej dyskretnej pomocy odrobinę porusza zdrowym ramieniem i głową.

Przeczytaj artykuł »  

10 przykazań dla silnych kobiet, Ursula Nuber

Autor: | Data: 06-5-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

 Książkę Ursuli Nuber brałam do ręki z pewną rezerwą. Popatrzyłam na okładkę i pomyślałam: „Kolejna superpublikacja o lekko „feministycznym zabarwieniu”, pełna stereotypowych porad dla współczesnych kobiet. Na pewno będzie zawierać mnóstwo cennych rad w stylu: jak być atrakcyjną, pewną siebie, zawsze miłą i pełną humoru kobietą.”. Jednak już podczas czytania pierwszego rozdziału, stwierdziłam, że źle ją oceniłam…  

Przeczytaj artykuł »  

MINI powraca - laboratorium mody

Autor: | Data: 06-1-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

 „Mini powraca”Uwaga! 9 czerwca mini powraca! Oczywiście za sprawą studentów Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru w Krakowie. O 18.00 w sali widowiskowej Nowohuckiego Centrum Kultury przejdą oni kolejny test kreatywności. Na fali światowej tendencji powrotu do cudownego stylu lat 60-tych studenci drugiego roku zaprezentują swoje wariacje na temat „moja autorska mini”. I nie będzie to zadanie łatwe. Oprócz zaprojektowania sukienki mini na podstawie trapezu będą oni musieli udowodnić, że posiadają także zmysł stylisty. Kreacje muszą być bowiem dopracowane w najdrobniejszych szczegółach i dodatkach.

Przeczytaj artykuł »  

Rozmowa z Małgorzatą Możdżyńską – Nawotką, autorką książki „Od zmierzchu do świtu. Historia mody balowej”.

Autor: | Data: 04-9-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

Po prostu pięknoRecenzja książki "Od zmierzchu do świtu"- Jeśli spotkałybyśmy się na ulicy i ja miałabym na sobie dżinsy i koszulkę ze znakiem Supermena, to byłby to mój ubiór czy strój?MMN: – Wyobraźmy sobie, że Pani specjalnie się tak ubrała, np. na dyskotekę, albo do teatru lub na imieniny cioci,  żeby – załóżmy – pokazać, że Pani nie zależy na ceremonii albo dlatego,  że właśnie od cioci dostała Pani tę koszulkę w prezencie i chce jej sprawić przyjemność, albo dlatego, że wizerunek Supermana pozwala Pani przezwyciężyć nieśmiałość lub umówiła się Pani z koleżanką, że włożycie takie same koszulki – postrzegany z tej perspektywy, byłby to strój. Gdyby zaś włożyła Pani te rzeczy tylko z tego powodu, że wszystkie inne Pani ubrania są brudne, to byłby to ubiór. Określenia ubiór i strój nie odnoszą się więc do jakichś rozłącznych klas przedmiotów, ale do poziomu interpretacji zjawisk. Ubiór to – w skrócie – odzież i akcesoria w sensie utylitarnym, rzeczowym, strój zaś niesie znaczenia. Odzież chroni przed czynnikami zewnętrznymi i umożliwia funkcjonowanie w otoczeniu fizycznym i społecznym, strój zaś to całokształt wyglądu danej osoby, komunikat o jej statusie społecznym, majątkowym, zawodowym, często także o przekonaniach, przynależności do jakiejś grupy, ważnych dla niej wzorcach osobowych.- A zatem czy przedmiot pani rozważań zawartych w albumie „Od zmierzchu do świtu. Historia mody balowej” to bardziej ubiór czy strój?MMN: – I jedno, i drugie. Wiedza o tym, jak zmieniała się forma ubioru, w sensie konstrukcji czy materiałów, to podstawa kostiumologii, czyli nauki zajmującej się złożonymi zjawiskami związanymi z potrzebą ubierania się. Ta „materialna” wiedza jest zarazem fundamentem i punktem wyjścia do dalszych rozważań. Z drugiej strony, moda balowa i wieczorowa jest w szczególny sposób nasycona symbolizmem, znaczeniami i emocjami. Przecież do strojów (sic!) na specjalne okazje zawsze przywiązywano szczególną wagę, w ich przygotowanie wkładano więcej czasu, namysłu i wysiłku, często też troskliwie je przechowywano, znacznie dłużej niż czas ich praktycznego żywota. Istotą mody wieczorowej jest seksapil i fantazja, która może dojść do głosu, gdy prace dnia są zakończone, a uwaga kieruje się ku marzeniu, ku ideałowi. Bardzo ciekawym zjawiskiem są np. stroje na bale kostiumowe, o których sporo w książce. Nie można też zapominać, że toalety balowe miały niegdyś bardzo konkretne zadanie – np. pomóc pannie znaleźć męża w czasach, gdy młodzi ludzie obojga płci nie mieli zbyt wielu okazji, aby zaprezentować się potencjalnym partnerom.  - W sposób bardzo szczegółowy opisuje Pani przemiany zachodzące w modzie wieczorowej na przestrzeni ostatnich 250 lat w Europie, a w tym i w Polsce. Album imponuje szczegółowością opisu, dokładnym  udokumentowaniem podanych informacji i ich zilustrowaniem.Dla kogo jest ta książka i jak zrodził się pomysł, by powstała?MMN: - Rzeczywiście, starałam się z jednej strony pokazać ewolucję mody, ale nie w sposób nudny, inwentaryzatorski. Pokazuję – taką mam nadzieję – jej ewolucję w sposób logiczny, nie jako listę cech, ale jako pewien proces z jednej strony autonomiczny i estetyczny, z drugiej zaś związany ze zmianami społecznymi i obyczajowymi. Jednym z fascynujących aspektów mody jest to, że pozwala ona znaleźć, wprawdzie chwilową, ale w danym momencie przekonującą, równowagę między sprzecznymi impulsami, na płaszczyźnie zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej. Pozwala np pogodzić pragnienie wyrażenia własnej indywidualności, a zarazem przynależności do określonej grupy społecznej, pogoń za nowością i ponadczasowym pięknem, zasady przyzwoitości i seksualnej atrakcyjności. Poprzez ilustracje – liczne, atrakcyjne i nieopatrzone – starałam się przekazać dwa aspekty mody: ten autonomiczny, estetyczny (piękno, po prostu) i ten związany z kontekstem społecznym, w pewnym sensie narracyjnym. Myślę, że książka jest dla ludzi ciekawych świata, ludzkiej natury i wrażliwych na piękno, że da wiele radości np. miłośnikom malarstwa i literatury, tym, którzy oglądają filmy historyczne, etc,, bo zrozumienie tych znaczeń, które niesie strój pozwala nam głębiej przeżywać świat i sztukę.   - Czy moda z połowy XVIII, wieku XIX czy początku XX wieku rządziła się tymi samymi prawami co dzisiejsza?MNN: - I tak, i nie, bo z jednej strony natura ludzka, potrzeba wzbudzania podziwu i podobania się, wydają się niezmienne, no i sam mechanizm rozprzestrzeniania się innowacji jest stały, choć jego tempo i okoliczności mogą się zmieniać. Z drugiej zaś strony nasz współczesny sposób percepcji, ukształtowany przez wizję fotograficzna i filmową, jest chyba nieco inny niż w XIX w. Nowoczesną sylwetkę ogarnia się od jednego spojrzenia, a dawniej strój to było coś, co się bardzo starannie kontemplowało, z wielkim znawstwem dotyczącym materii, zdobień, szczegółów konstrukcji.- Dziękuję za rozmowę. Księgarnia dla kobietPoleca ksiegarnia dla kobiet Bosonoga(Iga)

Przeczytaj artykuł »  

Od zmierzchu do świtu" Małgorzaty Możdżyńskiej Historia mody balowej

Autor: | Data: 04-9-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

"Od zmierzchu do świtu" Małgorzaty Możdżyńskiej - Nawotki to pięknie wydany album zachwyci nie tylko miłośników tańca i pięknych, przepysznych strojów. „Od zmierzchu do świtu” to przewodnik, który oprowadza czytelnika po niezwykłej historii mody balowej rozpoczynając od XVIII wieku. Stroje balowe były dla ich właścicieli nie tylko pięknymi ubiorami, które zakładali na wyjątkowe okazje, ale efektem wielu starań, które miały spełnić marzenia i być podkreśleniem ich statusu społecznego i majątkowego. Historia mody balowej to nie tylko ukazanie zmian w wyglądzie strojów wieczorowych, ale także przemian w systemie wartości i zmian zasad moralnych. Dlatego ta książka może być fascynującą lekturą dla wszystkich interesujących się historią jako taką oraz spragnionych ciekawostek i interesujących faktów. Moda balowa jest wyjątkowa i jednocześnie świetne charakteryzuje swoje czasy. Ukazuje stosunek do bogactwa, materializmu i seksualności. Jest efektem wielu starań i ciężkiej pracy. Stroje balowe są najbardziej wyrafinowane, bogate i ukazują gust i styl swoich właścicieli, którzy na te wyjątkowe wieczory pragną zachowując konwencję starać się jednocześnie okazać odrobinę ekscentryczności. Ta fascynująca, pięknie ilustrowana książka będzie wspaniałym prezentem dla miłośników mody, historii i wszystkich spragnionych nowych wrażeń. Księgarnia dla kobietPoleca ksiegarnia dla kobiet Bosonoga"Od zmierzchu do świtu" Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, Wydawnictwo Dolnośląskie

Przeczytaj artykuł »  

Wywiad z Jessicą Weiner

Autor: | Data: 03-1-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

 Wywiad z Jessicą Weiner autorką książki „Czy grubo w tym wyglądam?"Książkę poleca internetowa księgarnia dla kobiet Bosonoga1) Skąd czerpiesz pozytywną energię, która emanuje z Ciebie, kiedy udzielasz wywiadów, prowadzisz wykłady czy występujesz w telewizji? Masz jakąś receptę na nieustanny optymizm? Raczej nie mam gotowej recepty. To, jak mnie postrzegają inni, jest efektem kilkunastu lat pracy nad sobą – nad swoim wnętrzem, ale i wyglądem. Starałam się nauczyć pewności siebie, ale też nie bałam się prosić o pomoc, kiedy jej potrzebowałam. To wszystko napełnia mnie pozytywną energią, bo w końcu udało mi się uwolnić od choroby, która więziła mojego ducha – nareszcie mogę być pełną życia, energiczną kobietą, którą zresztą zawsze byłam. Cieszy mnie, że widać to nawet w telewizji.2)    Niewiele kobiet znajduje w sobie dość odwagi, by przyznać, że miało (lub ma nadal) zaburzenia odżywiania – anoreksję czy bulimię. Czy nie jest Ci trudno opowiadać publicznie o problemach, które często są uważane za wstydliwe? Chciałabym stać się głosem kobiet, które się wstydzą, i opowiedzieć swoją historię, nawet jeśli one boją się opowiedzieć swoją. Ale przyznaję, że chociaż robię to świadomie, czasem trudno jest mi opowiadać o osobistych przeżyciach obcym ludziom. Zazwyczaj jednak pamiętam o tym, że mam okazję, by stanowić wzór dla innych kobiet. I traktuję to zadanie bardzo poważnie.3)      Jak udało ci się pokonać problemy z odżywianiem? Czy uważasz, że jesteś całkiem wyleczona? A może sytuacja anorektyczek i bulimiczek jest podobna do sytuacji alkoholików, którzy mówią, że alkoholikiem człowiek jest całe życie, nawet jeśli przestaje pić? Myślisz, że można całkowicie zmienić postrzeganie samej siebie i w końcu przestać się bać, że nienawiść do swojego ciała kiedyś powróci? Każde leczenie to proces. Nigdy nie jest się całkowicie wyleczonym. Ale wydaje mi się, że można pozbyć się objawów choroby. Zaburzenia pokarmowe leczy się różnymi sposobami, bo wciąż nie wiadomo dokładnie, skąd się biorą – czy są dziedziczone, czy może tylko wyzwalane przez społeczeństwo. Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że jest to problem dotyczący zdrowia psychicznego i jako taki musi być poddany rozmaitym terapiom. Problem z zaburzeniami odżywiania jest bardziej złożony. Alkohol czy narkotyki nie są nam potrzebne do życia, natomiast jeść musimy. Dlatego dla wielu ludzi najtrudniejsze jest to, że chcą być zdrowi, a jednocześnie muszą jeść. Nie można bowiem „odstawić” jedzenia. Dla mnie najlepsza okazała się mieszanka terapii indywidualnej i grupowej. 4)    Czy kobiety mogą traktować twoją książkę jak podręcznik „Jak leczyć zaburzenia odżywiania i poprawić samoocenę”? Masz jakieś gotowe sposoby? Nie ma cudownego leku, który pomoże wszystkim kobietom. Każda musi wybrać to, co dla niej najlepsze. Moja książka może być poradnikiem pokazującym , jak nauczyć się kochać swoje ciało, jak obalać stereotypy kulturowe i społeczne, jak odbudować pewność siebie i zacząć w siebie wierzyć. 5)      Co to jest „język tłuszczu”? Czy jest to język wspólny dla wszystkich kobiet? Uważam, że kobiety na całym świecie mówią „językiem tłuszczu”, który definiuję jako nadmierne zainteresowanie swoją wagą i negatywnymi określeniami swojego ciała. Posługuje się nim kobieta, która stale pyta: „Czy  grubo w tym wyglądam?” albo „Czy jestem gruba?”. Co więcej, okazuje się, że prawdziwy wygląd nie ma znaczenia, gdyż tego języka używają kobiety niezależnie od tego, jaki mają rozmiar. Warto, by kobiety zdały sobie sprawę, że poświęcając czas na zajmowanie się swoją wagą, nie dostrzegają spraw ważniejszych, takich jak polityka, problemy społeczne, rodzina, uczucia międzyludzkie i własny rozwój.[s]6)      Jakie pytanie pada najczęściej podczas warsztatów czy wykładów? Najczęściej słyszę: „Jak mogę pomóc przyjaciółce?”. Wiele kobiet zna osoby, które zmagają się z zaburzeniami postrzegania własnego ciała, ale same też nie potrafią uporać się z „językiem tłuszczu”. Mówię im: „zamień słowa w czyny: nie tylko dawaj dobre rady, ale też sama się nimi kieruj”.7)      Czy zajmujesz się wyłącznie zaburzeniami odżywiania i kwestiami postrzegania własnego ciała? Czy przypadkiem nie stałaś się nagle najważniejszym doradcą życiowym dla tysięcy kobiet, które przychodzą na twoje warsztaty? Jak czujesz się, będąc autorytetem dla tak wielu osób?  Jestem ogromnie dumna z mojej pracy– nie tylko jako felietonistka i pisarka, ale także jako osobowość telewizyjna i wzór dla innych kobiet. Tak naprawdę zajmuję się wszystkimi najważniejszymi dla naszego życia problemami: zdrowiem, bogactwem, rodziną, związkami i karierą. Jednak zawsze pamiętam, że nie jestem lekarzem – wszystkie rady pochodzą z mojego doświadczenia. Mówię prosto z serca i prosto z głowy.8)      Czy myślisz, że twoja książka – mocno osadzona w amerykańskiej rzeczywistości – może stać się poradnikiem dla kobiet na całym świecie? Czy „język tłuszczu” jest (niestety) językiem uniwersalnym, używanym na całym świecie, niezależnie od narodowości czy statusu społecznego?  Jestem przekonana, że to język globalny, także dlatego, że na całym świecie obecne są amerykańskie media i kultura. Nacisk na urodę i szczupłą sylwetkę jest obecny nie tylko w USA. Stronę www.marykateandashley.com, której jestem felietonistką, regularnie odwiedza już ponad milion dziewcząt z dziesięciu krajów. Bez względu na to, czy noszą burki czy dżinsy, mają takie same problemy.9)   Czy mogłabyś zdefiniować stworzony przez Ciebie Wewnętrzney Styl (Inner Style™)?Wewnętrzny Styl definiuję jako te zespół cech, które sprawiają, że jesteś wyjątkowa. Poczucie humoru, cierpliwość, umiejętność wybaczania, odwaga, siła itd. Zachęcam kobiety, dla których najważniejsze są wzrost, waga, kolor włosów i rozmiar ubrania, by zdefiniowały na nowo słowa „pewność siebie”, by patrzyły w głąb siebie i odkryły, kim są naprawdę.10)   Jak myślisz, gdzie leży granica między zwyczajem powtarzania „Czy grubo w tym wyglądam?” a chorobą? Kiedy zwykłe pytanie staje się przypadkiem medycznym? Problem zaczyna się wtedy, kiedy „Czy grubo w tym wyglądam?” staje się twoją powtarzaną bezustannie mantrą i nie potrafisz mówić o niczym innym, co w konsekwencji prowadzi do autodestrukcyjnych zachowań. Ważne jest, by monitorować swoje złe myśli i uczucia, a jeśli emocje wymykają się spod kontroli, natychmiast skontaktować się z profesjonalistami.11)   Jakie czynniki zachęcają do mówienia „językiem tłuszczu”? Co sprawia, że staje się on jedynym znanym wielu kobietom sposobem wyrażania uczuć: podłoże genetyczne, wychowanie, pochodzenie, sytuacja materialna czy może cechy charakteru? W dzisiejszym świecie wszystko kręci się wokół ciała. Niestety nie wiemy, skąd naprawdę biorą się zaburzenia odżywiania. Żyjemy w społeczeństwie, gdzie bardzo często ten problem jest lekceważony, bo w gruncie rzeczy wszyscy starają się kontrolować swoją wagę. Na dodatek dziesiątki gałęzi przemysłu zarabia na naszych problemach miliardy dolarów, reklamując nowe diety, leki, ubrania itp. Wielu bogaci się na nieszczęśliwych kobietach. Trudno z tym walczyć.[s]12)   Nie boisz się, że po przeczytaniu twojej książki niektóre kobiety skupią się wyłącznie na poprawie samopoczucia (będą chciały się czuć dobrze bez względu na wygląd) i zapomną o dbaniu o kondycję fizyczną, ćwiczeniach, zdrowej diecie i stylu życia? Ważne jest, by kobiety nie zapominały o zdrowej dawce ćwiczeń i dobrym odżywianiu się – ale mają być zdrowe, a nie chude. Zachęcam moje czytelniczki, by uprawiały sporty, szczególnie wtedy, gdy jeszcze „mogą”, a nie „muszą” to robić. Każda z nas powinna znaleźć równowagę między szalonym odchudzaniem się, a rozsądnym, pozytywnym spojrzeniem na jedzenie. Zresztą pozytywny obraz własnego ciała nie bierze się z niczego: to mieszanka duszy, ciała i umysłu.13)   Skoro życie, jak piszesz w swojej książce, „nie zaczyna się pięć kilogramów stąd” – gdzie się zaczyna? Życie każdej z nas zaczęło się już dawno – jest tutaj, teraz. Nie zaczyna się wtedy, kiedy tracisz na wadze, znajdujesz nowego faceta, ładne ubrania czy inną pracę. Życie to czerpanie z każdego dnia, stawianie sobie nowych celów, ale nie osiąganie ich za wszelką cenę. By zdobyć szczęście, trzeba cieszyć się jego poszukiwaniem.14)   Jak walczyć z obrazem kobiety kreowanym przez współczesne media? Czy możemy czuć się dobrze, kiedy każda kobieta, którą widzimy w gazecie, w telewizji i na billboardzie jest od nas ładniejsza i szczuplejsza? Najważniejsze, by nauczyć się „czytać” media: zrozumieć, że kreowany przez nie produkt jest wyidealizowany. Wszystko, co oglądamy, to retusz. Gwiazdy nie wyglądają tak, jak w czasopismach. W końcu media muszą się sprzedawać, a my powinnyśmy nauczyć się oglądać np. telewizję innymi oczami i słuchać innymi uszami. Nie możemy dać się zwodzić reklamom, powinnyśmy mieć własne zdanie i opinie.15)   Czy i tobie zdarza się czasem użyć „języka tłuszczu”? Potrafisz całkowicie oprzeć się pokusie pytania „czy grubo w tym wyglądam?”. Jestem kobietą i żyję w „chudym” świecie – oczywiście, że czasami kusi mnie, by użyć „języka tłuszczu”. Ale stworzyłam sobie „skrzynkę z narzędziami” (jak ta, opisana w książce), które pomagają mi odzyskać nad sobą kontrolę. Mam już swój system alarmowy, który przypomina mi, że jestem kimś więcej niż tylko wyglądem. Ale oczywiście, że mnie kusi – w końcu jestem tylko człowiekiem. 16)   W Polsce nie ma tak dobrej strony jak amerykańska „nationaleatingdisorders.com”. Kiedy wpiszesz do polskiej wyszukiwarki „zaburzenia odżywiania”, znajdujesz głównie strony stworzone przez tych, którzy sami mają podobne problemy, np. rodziców nastolatek itp. W USA istnieje system profesjonalnej opieki, a w każdej poradni zdrowia psychicznego są specjaliści, którzy pomagają leczyć z anoreksji czy bulimii. Jak radzić sobie, kiedy trudno o zawodową pomoc, a te problemy ciągle są wstydliwe? Jak samemu walczyć z nienawiścią do swojego ciała? Czy to w ogóle możliwe?  Nie ma wątpliwości, że problemem zaburzeń odżywiania należy zainteresować wszystkich, którzy mogą stworzyć system pomocy. Trzeba to zrobić choćby petycją z podpisami obywateli, w której można żądać szerszej informacji i konkretnej pomocy np. od Ministerstwa Zdrowia. Kiedy ludzie zaczną mówić, to już będzie pierwszy krok. Internet także może być bardzo pomocny, bo dzięki niemu można znaleźć grupy wsparcia na całym świecie oraz materiały, których nie ma w bibliotekach. Być może pewnego dnia świat zorientuje się, że zaburzenia odżywiania to problem dotykający milionów dziewcząt, kobiet i mężczyzn we wszystkich krajach. Mam nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym każdy obywatel cywilizowanego kraju będzie mógł otrzymać profesjonalną pomoc. 

Przeczytaj artykuł »  

Wszystko, co ważne, Jan Goldstein

Autor: | Data: 01-26-2007 | Kategoria: Trochę kultury | Komentarzy: 10

Książka, którą czyta się jednym tchem. Daje poczucie, że nawet w trudnych sytuacjach można walczyć o lepsze dni. I wiarę, że tę walkę można wygrać. Czy młoda kobieta, która utraciła sens życia i staruszka, której pozostało już niewiele czasu, mogą się od siebie czegoś nauczyć?Młoda dziewczyna próbuje popełnić samobójstwo. Czuje się opuszczona, niepotrzebna, życie traci dla niej sens. Kilka lat wcześniej zginęła matka, z którą była bardzo blisko, mężczyzna, z którym planowała wspólną przyszłość nie chce już z nią być, a ojciec ma nową rodzinę, która jest dla niego najważniejsza. wszystkoCOwaznemala.jpgWszystko to sprawia, że Jennifer połyka tabletki, które mają ją przenieść w lepszy świat. Zostaje jednak odratowana i budzi się w szpitalu, gdzie czeka na nią jej ojciec i babka. Mimo sprzeciwu ojca, starsza kobieta postanawia zabrać dziewczynę do swojego domu w Nowym Jorku i wyrwać ją z marazmu i niechęci do życia. w Jennifer powoli budzą się dawno zapomniane uczucia, uczy się na nowo życia i zaczyna coraz więcej rozumieć.To książka, która przekazuje czytelnikowi dużą dozę ciepła i optymizmu. Niestety, czasami zbyt naiwnie, by móc w to uwierzyć. Chociaż czyta się ją przyjemnie, ma kilka „zgrzytów” które przeszkadzają w odbiorze. Naiwne i mało prawdopodobne przedstawienie genialnego nowojorskiego terapeuty przypomina raczej argentyńskie telenowele, niż fragment książki psychologicznej. Dziwi też łatwość, z jaką staruszka, której cała rodzina zginęła podczas wojny, a sama walczyła o życie uciekając z transportu, przyswaja myśl, że jej wnuczka chciała się swojego, jak by nie było, wygodnego, chociaż niełatwego, życia pozbyć. Brak głębszej analizy niezwykle ciekawej postaci babki, która przeżyła tak wiele, jest u skraju życia, a  wciąż jest w niej tyle sił by walczyć o ukochaną wnuczkę. Jednak książka warta jest przeczytania, niewątpliwie pomaga spojrzeć inaczej na życie, przez perspektywę cierpień, jakie przeszli także nasi przodkowie. Pozwala uwierzyć, że warto walczyć. Dlatego polecam ją wszystkim zagubionym, którym potrzebna jest dawka optymizmu. www.galaktyka.com.plZapach pomarańczy to radosny aromat pozytywnej energii… Powieści tworzące tę serię pozwalają ją odnaleźć, uchwycić i na długo zatrzymać.  To historie  o poznawaniu samego siebie i o odnajdywaniu sensu życia wśród codziennych zdarzeń

Przeczytaj artykuł »  


(Strona 8 z 11)   « Poprzednia 2 3 4 5 6 78 9 10 11 Następna »