Wywiad z Jessicą Weiner autorką książki „Czy grubo w tym wyglądam?"Książkę poleca internetowa księgarnia dla kobiet Bosonoga1) Skąd czerpiesz pozytywną energię, która emanuje z Ciebie, kiedy udzielasz wywiadów, prowadzisz wykłady czy występujesz w telewizji? Masz jakąś receptę na nieustanny optymizm? Raczej nie mam gotowej recepty. To, jak mnie postrzegają inni, jest efektem kilkunastu lat pracy nad sobą – nad swoim wnętrzem, ale i wyglądem. Starałam się nauczyć pewności siebie, ale też nie bałam się prosić o pomoc, kiedy jej potrzebowałam. To wszystko napełnia mnie pozytywną energią, bo w końcu udało mi się uwolnić od choroby, która więziła mojego ducha – nareszcie mogę być pełną życia, energiczną kobietą, którą zresztą zawsze byłam. Cieszy mnie, że widać to nawet w telewizji.2) Niewiele kobiet znajduje w sobie dość odwagi, by przyznać, że miało (lub ma nadal) zaburzenia odżywiania – anoreksję czy bulimię. Czy nie jest Ci trudno opowiadać publicznie o problemach, które często są uważane za wstydliwe? Chciałabym stać się głosem kobiet, które się wstydzą, i opowiedzieć swoją historię, nawet jeśli one boją się opowiedzieć swoją. Ale przyznaję, że chociaż robię to świadomie, czasem trudno jest mi opowiadać o osobistych przeżyciach obcym ludziom. Zazwyczaj jednak pamiętam o tym, że mam okazję, by stanowić wzór dla innych kobiet. I traktuję to zadanie bardzo poważnie.3) Jak udało ci się pokonać problemy z odżywianiem? Czy uważasz, że jesteś całkiem wyleczona? A może sytuacja anorektyczek i bulimiczek jest podobna do sytuacji alkoholików, którzy mówią, że alkoholikiem człowiek jest całe życie, nawet jeśli przestaje pić? Myślisz, że można całkowicie zmienić postrzeganie samej siebie i w końcu przestać się bać, że nienawiść do swojego ciała kiedyś powróci? Każde leczenie to proces. Nigdy nie jest się całkowicie wyleczonym. Ale wydaje mi się, że można pozbyć się objawów choroby. Zaburzenia pokarmowe leczy się różnymi sposobami, bo wciąż nie wiadomo dokładnie, skąd się biorą – czy są dziedziczone, czy może tylko wyzwalane przez społeczeństwo. Tego nie wiemy. Wiemy natomiast, że jest to problem dotyczący zdrowia psychicznego i jako taki musi być poddany rozmaitym terapiom. Problem z zaburzeniami odżywiania jest bardziej złożony. Alkohol czy narkotyki nie są nam potrzebne do życia, natomiast jeść musimy. Dlatego dla wielu ludzi najtrudniejsze jest to, że chcą być zdrowi, a jednocześnie muszą jeść. Nie można bowiem „odstawić” jedzenia. Dla mnie najlepsza okazała się mieszanka terapii indywidualnej i grupowej. 4) Czy kobiety mogą traktować twoją książkę jak podręcznik „Jak leczyć zaburzenia odżywiania i poprawić samoocenę”? Masz jakieś gotowe sposoby? Nie ma cudownego leku, który pomoże wszystkim kobietom. Każda musi wybrać to, co dla niej najlepsze. Moja książka może być poradnikiem pokazującym , jak nauczyć się kochać swoje ciało, jak obalać stereotypy kulturowe i społeczne, jak odbudować pewność siebie i zacząć w siebie wierzyć. 5) Co to jest „język tłuszczu”? Czy jest to język wspólny dla wszystkich kobiet? Uważam, że kobiety na całym świecie mówią „językiem tłuszczu”, który definiuję jako nadmierne zainteresowanie swoją wagą i negatywnymi określeniami swojego ciała. Posługuje się nim kobieta, która stale pyta: „Czy grubo w tym wyglądam?” albo „Czy jestem gruba?”. Co więcej, okazuje się, że prawdziwy wygląd nie ma znaczenia, gdyż tego języka używają kobiety niezależnie od tego, jaki mają rozmiar. Warto, by kobiety zdały sobie sprawę, że poświęcając czas na zajmowanie się swoją wagą, nie dostrzegają spraw ważniejszych, takich jak polityka, problemy społeczne, rodzina, uczucia międzyludzkie i własny rozwój.[s]6) Jakie pytanie pada najczęściej podczas warsztatów czy wykładów? Najczęściej słyszę: „Jak mogę pomóc przyjaciółce?”. Wiele kobiet zna osoby, które zmagają się z zaburzeniami postrzegania własnego ciała, ale same też nie potrafią uporać się z „językiem tłuszczu”. Mówię im: „zamień słowa w czyny: nie tylko dawaj dobre rady, ale też sama się nimi kieruj”.7) Czy zajmujesz się wyłącznie zaburzeniami odżywiania i kwestiami postrzegania własnego ciała? Czy przypadkiem nie stałaś się nagle najważniejszym doradcą życiowym dla tysięcy kobiet, które przychodzą na twoje warsztaty? Jak czujesz się, będąc autorytetem dla tak wielu osób? Jestem ogromnie dumna z mojej pracy– nie tylko jako felietonistka i pisarka, ale także jako osobowość telewizyjna i wzór dla innych kobiet. Tak naprawdę zajmuję się wszystkimi najważniejszymi dla naszego życia problemami: zdrowiem, bogactwem, rodziną, związkami i karierą. Jednak zawsze pamiętam, że nie jestem lekarzem – wszystkie rady pochodzą z mojego doświadczenia. Mówię prosto z serca i prosto z głowy.8) Czy myślisz, że twoja książka – mocno osadzona w amerykańskiej rzeczywistości – może stać się poradnikiem dla kobiet na całym świecie? Czy „język tłuszczu” jest (niestety) językiem uniwersalnym, używanym na całym świecie, niezależnie od narodowości czy statusu społecznego? Jestem przekonana, że to język globalny, także dlatego, że na całym świecie obecne są amerykańskie media i kultura. Nacisk na urodę i szczupłą sylwetkę jest obecny nie tylko w USA. Stronę www.marykateandashley.com, której jestem felietonistką, regularnie odwiedza już ponad milion dziewcząt z dziesięciu krajów. Bez względu na to, czy noszą burki czy dżinsy, mają takie same problemy.9) Czy mogłabyś zdefiniować stworzony przez Ciebie Wewnętrzney Styl (Inner Style™)?Wewnętrzny Styl definiuję jako te zespół cech, które sprawiają, że jesteś wyjątkowa. Poczucie humoru, cierpliwość, umiejętność wybaczania, odwaga, siła itd. Zachęcam kobiety, dla których najważniejsze są wzrost, waga, kolor włosów i rozmiar ubrania, by zdefiniowały na nowo słowa „pewność siebie”, by patrzyły w głąb siebie i odkryły, kim są naprawdę.10) Jak myślisz, gdzie leży granica między zwyczajem powtarzania „Czy grubo w tym wyglądam?” a chorobą? Kiedy zwykłe pytanie staje się przypadkiem medycznym? Problem zaczyna się wtedy, kiedy „Czy grubo w tym wyglądam?” staje się twoją powtarzaną bezustannie mantrą i nie potrafisz mówić o niczym innym, co w konsekwencji prowadzi do autodestrukcyjnych zachowań. Ważne jest, by monitorować swoje złe myśli i uczucia, a jeśli emocje wymykają się spod kontroli, natychmiast skontaktować się z profesjonalistami.11) Jakie czynniki zachęcają do mówienia „językiem tłuszczu”? Co sprawia, że staje się on jedynym znanym wielu kobietom sposobem wyrażania uczuć: podłoże genetyczne, wychowanie, pochodzenie, sytuacja materialna czy może cechy charakteru? W dzisiejszym świecie wszystko kręci się wokół ciała. Niestety nie wiemy, skąd naprawdę biorą się zaburzenia odżywiania. Żyjemy w społeczeństwie, gdzie bardzo często ten problem jest lekceważony, bo w gruncie rzeczy wszyscy starają się kontrolować swoją wagę. Na dodatek dziesiątki gałęzi przemysłu zarabia na naszych problemach miliardy dolarów, reklamując nowe diety, leki, ubrania itp. Wielu bogaci się na nieszczęśliwych kobietach. Trudno z tym walczyć.[s]12) Nie boisz się, że po przeczytaniu twojej książki niektóre kobiety skupią się wyłącznie na poprawie samopoczucia (będą chciały się czuć dobrze bez względu na wygląd) i zapomną o dbaniu o kondycję fizyczną, ćwiczeniach, zdrowej diecie i stylu życia? Ważne jest, by kobiety nie zapominały o zdrowej dawce ćwiczeń i dobrym odżywianiu się – ale mają być zdrowe, a nie chude. Zachęcam moje czytelniczki, by uprawiały sporty, szczególnie wtedy, gdy jeszcze „mogą”, a nie „muszą” to robić. Każda z nas powinna znaleźć równowagę między szalonym odchudzaniem się, a rozsądnym, pozytywnym spojrzeniem na jedzenie. Zresztą pozytywny obraz własnego ciała nie bierze się z niczego: to mieszanka duszy, ciała i umysłu.13) Skoro życie, jak piszesz w swojej książce, „nie zaczyna się pięć kilogramów stąd” – gdzie się zaczyna? Życie każdej z nas zaczęło się już dawno – jest tutaj, teraz. Nie zaczyna się wtedy, kiedy tracisz na wadze, znajdujesz nowego faceta, ładne ubrania czy inną pracę. Życie to czerpanie z każdego dnia, stawianie sobie nowych celów, ale nie osiąganie ich za wszelką cenę. By zdobyć szczęście, trzeba cieszyć się jego poszukiwaniem.14) Jak walczyć z obrazem kobiety kreowanym przez współczesne media? Czy możemy czuć się dobrze, kiedy każda kobieta, którą widzimy w gazecie, w telewizji i na billboardzie jest od nas ładniejsza i szczuplejsza? Najważniejsze, by nauczyć się „czytać” media: zrozumieć, że kreowany przez nie produkt jest wyidealizowany. Wszystko, co oglądamy, to retusz. Gwiazdy nie wyglądają tak, jak w czasopismach. W końcu media muszą się sprzedawać, a my powinnyśmy nauczyć się oglądać np. telewizję innymi oczami i słuchać innymi uszami. Nie możemy dać się zwodzić reklamom, powinnyśmy mieć własne zdanie i opinie.15) Czy i tobie zdarza się czasem użyć „języka tłuszczu”? Potrafisz całkowicie oprzeć się pokusie pytania „czy grubo w tym wyglądam?”. Jestem kobietą i żyję w „chudym” świecie – oczywiście, że czasami kusi mnie, by użyć „języka tłuszczu”. Ale stworzyłam sobie „skrzynkę z narzędziami” (jak ta, opisana w książce), które pomagają mi odzyskać nad sobą kontrolę. Mam już swój system alarmowy, który przypomina mi, że jestem kimś więcej niż tylko wyglądem. Ale oczywiście, że mnie kusi – w końcu jestem tylko człowiekiem. 16) W Polsce nie ma tak dobrej strony jak amerykańska „nationaleatingdisorders.com”. Kiedy wpiszesz do polskiej wyszukiwarki „zaburzenia odżywiania”, znajdujesz głównie strony stworzone przez tych, którzy sami mają podobne problemy, np. rodziców nastolatek itp. W USA istnieje system profesjonalnej opieki, a w każdej poradni zdrowia psychicznego są specjaliści, którzy pomagają leczyć z anoreksji czy bulimii. Jak radzić sobie, kiedy trudno o zawodową pomoc, a te problemy ciągle są wstydliwe? Jak samemu walczyć z nienawiścią do swojego ciała? Czy to w ogóle możliwe? Nie ma wątpliwości, że problemem zaburzeń odżywiania należy zainteresować wszystkich, którzy mogą stworzyć system pomocy. Trzeba to zrobić choćby petycją z podpisami obywateli, w której można żądać szerszej informacji i konkretnej pomocy np. od Ministerstwa Zdrowia. Kiedy ludzie zaczną mówić, to już będzie pierwszy krok. Internet także może być bardzo pomocny, bo dzięki niemu można znaleźć grupy wsparcia na całym świecie oraz materiały, których nie ma w bibliotekach. Być może pewnego dnia świat zorientuje się, że zaburzenia odżywiania to problem dotykający milionów dziewcząt, kobiet i mężczyzn we wszystkich krajach. Mam nadzieję, że przyjdzie dzień, w którym każdy obywatel cywilizowanego kraju będzie mógł otrzymać profesjonalną pomoc.