Strona główna » Reportaż » Anoreksja i sieć


Anoreksja i sieć

Autor: A.Z-P. | Data: 08-5-2008 Kategoria: Reportaż | Komentarzy: 2


Dziewczyny pragnące schudnąć za wszelką cenę znalazły w Internecie swój bezpieczny azyl. Mogą tu bez strachu, że o ich skłonnościach dowiedzą się ich bliscy, wymieniać się dietami, radzić, wspomagać się nawzajem w walce z wyimaginowanymi kilogramami. Anoreksja zbiera swoje okrutne żniwo w sieci.



Dzięki blogom o odchudzaniu anorektyczki czują, ze nie są same, dostają wyraźne znaki, że to co robią nie tylko nie jest złe, ale jest wspaniałą ideologią, doktryną, dla której warto żyć. Blogi anorektyczek biją rekordy popularności. Dziewczyny piszą, ile zjadły w danym dniu, ile czasu poświęciły na wyczerpujące treningi, óproszą o rady, jak walczyć z głodem i jak stracić szybciej nadmiary tłuszczu. Dlaczego nikt nie powie im stop?


Na większości stron „głodujących” można obejrzeć zdjęcia roznegliżowanych modelek, których żebra można bez problemu policzyć, ich twarze są pociągłe i wychudzone, a sylwetki przypominają raczej wyglądem młodych chłopców niż kobiety. Naciągnięta na kości skóra, smutne, wielkie oczy, zapadnięte kości policzkowe… Ale są też zdjęcia pięknych, szczupłych (ale nie wychudzonych ) modelek. Część fotografii na stronach przedstawia kobiety o nieskazitelnej cerze, pięknych włosach, idealnej figurze, doskonałych proporcjach… Mało która z dziewcząt zamieszczających fotki zdaje sobie sprawę, że zanim takie zdjęcie zostanie opublikowane, bardzo długo jest opracowywane w specjalistycznych programach graficznych, gdzie usuwa się niedoskonałości skóry takie jak cellulit, rozstępy, wygładza cerę, dodaje włosom blasku, a nawet redukuje fałdki tłuszczu. Blogowiczki zachwycają się sztucznym pięknem, które nie istnieje w rzeczywistości. Mając na celu zdobycie wyglądu, który jest nierealny giną powoli głodząc się na śmierć. Dziewczyny nie myślą także o tym, że tracąc kilogramy tracą nie tylko zdrowie, ale i ładny wygląd. Zamieniają się w nieszczęśliwe, głodne i sfrustrowane chudzinki, których wygląd raczej odstręcza niż zachwyca. Jedna z blogowiczek pisze: „teraz bez entuzjazmu obmyślam strategię walki z kolejnymi kilogramami... jedzenie poza czyjąkolwiek kontrolą, to lubię. 200-300 kalorii na dobę, tyle wystarczy mi do życia. codziennie długie spacery, być może bieganie, a od listopada aerobic. od czasu do czasu upragnione niezobowiązujące głodówki” Mniej zjedzonych kalorii – więcej szczęścia. Mniej na talerzu równa się wysokiej samoocenie… Chore dziewczyny mierzą sukces i powodzenie miarą zjedzonych kalorii.



Wiele z nich bierze tabletki uspokajające, które nie tylko pozwalają im nie czuć głodu, ale także tłumią uczucie wiecznej frustracji i depresji. Dziewczyny widzą siebie w krzywym zwierciadle, nienawidzą siebie i swojego wyglądu. Każdy zjedzony kęs budzi w nich potworne wyrzuty sumienia, z którymi trudno sobie poradzić. Tym bardziej trudno, że o wszystkim, co zjadły piszą w swoich internetowych pamiętnikach, a to z kolei czytają ich koleżanki, które utwierdzają je w przekonaniu, że jedzenie jest złe. Przypominają sobie nawzajem o świętych prawach anorektyczek, że uczucie głodu jest dobre, a nasycenie zabija, że tylko chudnąć można czuć się dobrze, że tylko chude jest piękne i pociągające. Propagują anoreksję jako jedyny słuszny styl życia. Radzą, jak się ubierać, żeby nie było widać, jak bardzo są chude, jak oszukiwać rodziców i bliskich, żeby niczego się nie domyślali. Zabijają siebie nawzajem zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, co robią. Są chore, ale także anonimowe, dlatego trudno jest do nich dotrzeć i im pomóc. Jedynym wyjściem, jakie wydaje się być rozsądne to ciągłe próby tłumaczenia tym zagubionym istotom, że są chore, potrzebują opieki, o którą mogą poprosić i którą dostaną, jeśli tylko zgodzą się pójść do psychologa…


Inny, jak wiele mówiący fragment blogowiczki, która marzy o schudnięciu:
„Parę godzin wcześniej umówiłam się na spotkanie z panną B. Ze złości. Po poprzednim, długim i namiętnym rozmansie, przytyłam. Nie spoedziewałam się jednak, tak dużo. Dziś wchodząc na wagę moim oczom ukazała się obrzydliwa liczba 54 kg.
Żeby było śmieszniej nie mogłam dokonać aktu destrukcji spożytego posiłku ze względu na nagłe odwiedziny koleżanki.” Najważniejszym celem życiowym staje się dla wiecznie odchudzających się dziewcząt tracenie wagi. Przestaje liczyć się szkoła, studia, znajomi… Wszystko traci na wartości, bo według nich najważniejsze, to być chudą. Reszta przyjdzie sama, albo i nie. Ważne, żeby zdobyć nieosiągalny wygląd, nie jest istotne jakim kosztem.


W swoim wirtualnym świecie czują się pewnie i bezpieczne. Gorzej z powrotem do „Realu”, gdzie są niezrozumiane i często odrzucane przez inne. Same także zaczynają izolować się od koleżanek, które próbują uzmysłowić im, jaką wielką krzywdę robią sobie. Społeczeństwo internetowych anorektyczek jest bardzo liczne i silnie zjednoczone. Czują, że mają wspólną misję – schudnąć. Nie ma znaczenia, czy celem jest 10, czy 20 kilogramów. Ważne, że chcą się zmienić, stracić jak najwięcej siebie. „Chcę być chuda”, „nienawidzę swojego cielska”, „ana, moje marzenie” (ana, to skrót od anoreksji) to niektóre z krzykliwych i dramatycznych wypowiedzi blogowiczek.


Opisują wykańczające diety, jakie stosują – 200, 300 kalorii dziennie, plus wysiłek fizyczny, żeby być na jak największym minusie. Zapamiętale walczą o każdą wystającą kość, o mniejsze piersi, uda, pośladki… W swoich internetowych pamiętnikach piszą, co zjadły, ile kilometrów przebiegły, jak dużo kilogramów udało się im stracić. Kibicują im ich koleżanki, które w swoich blogach opisują te same męczarnie. Krąg anorektyczek rośnie w siłę i chociaż część z nich zdaje sobie sprawę z choroby, to nie potrafią z nią walczyć. One ją już pokochały.


Nie wszystkie dziewczyny, których strony przeglądałam dożyją swoich 20-stych urodzin. Statystycznie 30% anorektyczek umiera. Patrzymy na to bezradnie, z przerażeniem czytamy ich pamiętniki, litujemy się nad nimi. Czy jesteśmy w stanie im pomóc?




-->

Strona (1/1)

A.Z-P.

  Komentarze do artykułu: Anoreksja i sieć (2)

żałosna to ty jesteś  (06/08/2008 13:02) ~Ola
Żałosna to ty jesteś. odchudzaj się aż znikniesz, umrzesz, tylko rodzina będzie cierpieć przez twoją głpotę....  Odpowiedz

Pff  (06/08/2008 12:47) ~Motylek
To jest zalosne kto to wogole napisal? to sa nasze ciala i nasze zycie nikt nam nie zabroni ochudzania!  Odpowiedz

Aby móc dodawać komentarze do do tego artykułu musisz się zalogować.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się u nas!.


PUELLANOVA nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Zastrzega sobie prawo do usuwania opinii bez podawania przyczyny.Przypominamy, że osoba zamieszczająca opinie zawierające treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie, naruszające prawa PUELLANOVA lub innych osób albo naruszające zasady współżycia społecznego może ponieść za ich treść odpowiedzialność karną lub cywilną.